POLITYKA

Wtorek, 25 lipca 2017

Polityka - nr 16 (3107) z dnia 2017-04-19; s. 16-17

Temat tygodnia

Joanna SawickaWojciech Szacki

Dokąd idzie KOD?

Z KOD zostały malownicze ruiny, ale wciąż tli się w nich życie. Szeregowi działacze nadal chcą protestować przeciw rządom PiS, nawet jeśli formuła Komitetu się przeżyła.

Trudno zliczyć kłopoty Komitetu Obrony Demokracji, a sytuacja jest na tyle dynamiczna, że nawet między napisaniem tego tekstu a jego publikacją na jaw mogą wyjść kolejne afery. Ale nawet już te istniejące w zupełności wystarczają, by można mówić o śmierci KOD w jego dotychczasowej postaci. Zrujnowany na własne życzenie wizerunek lidera, kłótnie działaczy, oskarżenia o nieprawidłowości finansowe, a do tego paraliż decyzyjny i nieudolność organizacyjna – taki jest dziś obraz KOD. Niedługo nie będzie czego reanimować.

Jeszcze rok temu KOD gromadził na marszach dziesiątki tysięcy ludzi, a ostatnia większa manifestacja odbyła się w grudniu przy okazji sejmowego kryzysu. Już wtedy było jednak widać, że w Komitecie brakuje pomysłu na dalszą działalność, a zdolności mobilizacyjne słabną.

Na początku roku KOD wszedł na równię pochyłą. Wyszły na jaw informacje o tym, że część pieniędzy ze zbiórek publicznych na KOD trafiało do firmy Mateusza Kijowskiego i jego żony Magdaleny, która wystawiła faktury na ponad 91 tys.

Potem przyszły wiadomości o następnych fakturach, zaginionych pieniądzach i protokołach ze zbiórek publicznych. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie alimentów Kijowskiego. „Rzeczpospolita” napisała zaś, że lider kapeli grającej regularnie na wiecach KOD ma proces za handel kobietami.

Żołnierze kontra murarze

Sprawa zaginionych pieniędzy trafiła nawet do prokuratury. Wyjaśnianiem finansowego bałaganu zajęła się Danuta Kuroń, która stworzyła Zespół Dobrych Usług, i z jego pomocą prześledziła dokumentację i sposób rozliczania zbiórek od początku istnienia KOD i sporządziła rekomendacje. Komitet uznał jej sprawozdanie za nierzetelne, Zespół kontynuuje jednak pracę i przed majowymi wyborami zarządu przedstawi kolejne rekomendacje.

Komitet podpisał też kilka dni temu umowę z firmą audytową, która rozpocznie prace na początku maja, gdy KOD sporządzi własne sprawozdania finansowe. Ze względu na informacje o kolejnych aferach i opóźniający się audyt zarząd kilkakrotnie przesuwał termin wyborów władz Komitetu – pierwotnie miały się odbyć w marcu, ostatecznie planowaną datą jest 27–28 maja.

Zarząd KOD już w styczniu wezwał Kijowskiego do rezygnacji z funkcji, ale ten nie ustąpił i uparł się, że wystartuje na kolejną kadencję. Jego rywalem jest Krzysztof Łoziński – pomysłodawca KOD, który w listopadzie 2015 r. wezwał do założenia organizacji na wzór Komitetu Obrony Robotników z 1976 r. Wspiera go większość zarządu, z Jarosławem Marciniakiem, Radomirem Szumełdą i Magdaleną Filiks na czele.

Ale również wśród zwykłych działaczy grono zwolenników przewodniczącego topnieje. To tzw. murarze, bo murem stoją za Kijowskim, skupieni przede wszystkim w wiernej przewodniczącemu organizacji mazowieckiej (przeciwnicy przewodniczącego to „żołnierze”). Kijowski zdaje sobie sprawę, że może nie utrzymać władzy, stąd alternatywne pomysły. Jeden z jego najbliższych współpracowników Piotr Wieczorek oświadczył w rozmowie z nami, że Komitet powinien stać się federacją regionalną. To pozwoliłoby Kijowskiemu zachować władzę przynajmniej w mazowieckim KOD.

W Komitecie są też i tacy działacze, którzy chcieliby się pozbyć całego zarządu, zrównując tym samym Kijowskiego i jego przeciwników. Jarosław Płuciennik, rzecznik łódzkich struktur KOD, w wywiadzie dla Onet.pl powiedział, że czytając w mediach kolejne informacje o aferach w Komitecie, czuje „wściekłość, wstyd i ogromne przygnębienie”, a o członkach zarządu powiedział, że stanowią zagrożenie dla jedności stowarzyszenia.

Zarząd jednak nie rezygnuje. – Jak się buduje od zera dużą organizację, to zawsze przychodzi czas próby. Na nieuczciwość godzić się nie będziemy, ale każdy ma prawo popełniać błędy, trzeba tylko umieć wyciągać wnioski i nie powtarzać błędów. Myśmy się w tym roku bardzo wiele nauczyli i trzeba dać delegatom zdecydować o tym, kto stanie na czele KOD – mówi Marciniak.

Głównym kłopotem „żołnierzy” jest fakt, że nie mają kandydata, który byłby rozpoznawalny i charyzmatyczny. O Łozińskim mówią, że jest kandydatem kompromisowym. Oraz nieskompromitowanym. Ale poza tym nieszczególnie pasuje na lidera. Działacze narzekają, że trudno sobie wyobrazić, by był w stanie porwać do działania młodszych, 30-, 40-letnich aktywistów.

Komitetu życie po życiu

Jednak zarówno działacze KOD, jak i politycy partii opozycyjnych podkreślają, że Komitet tworzy nie zarząd, ale przede wszystkim ludzie. KOD liczy blisko 10 tys. członków. I wielu z nich działa, nie zważając na konflikty na górze.

– W poprzednią środę protestowaliśmy pod ambasadą węgierską przeciw zamknięciu Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego, 19 kwietnia witamy Donalda Tuska pod prokuraturą, w której ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]