POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 2 (3093) z dnia 2017-01-11; s. 10

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Lena Kolarska-Bobińska

Lena Kolarska-Bobińska

Domykanie dekady Jarosława Kaczyńskiego

Żeby zrozumieć działania PiS i politykę Jarosława Kaczyńskiego, a także przewidzieć, co może nas czekać w najbliższym czasie, warto wrócić do lat 2005–07. Dzisiejsza rzeczywistość jest konsekwencją tamtych czasów.

Trudno pojąć, dlaczego PiS po wygranych wyborach demoluje porządek demokratyczny. Jedni odwołują się do chęci zemsty Jarosława Kaczyńskiego za śmierć brata w katastrofie smoleńskiej i destrukcji wszystkiego, co powstało przez ostatnie 25 lat. Inni piszą o paranoicznych wizjach, wszechwładnym irracjonalizmie czy postępującym obłędzie. Warto jednak spojrzeć na to, co robił PiS w czasach swoich pierwszych rządów, czyli w latach 2005–07. Historia, nawet najnowsza, pozwala lepiej zrozumieć teraźniejszość. I co najważniejsze – przewidzieć, co może nas czekać w 2017 r.

Porównując działania podejmowane obecnie przez PiS z tymi sprzed 10 lat, nasuwa się wniosek o domykaniu przerwanej dekady Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS i jego partia rozpoczęli w latach 2005–07 szereg reform ustrojowych, które zostały przerwane z powodu konfliktów rozsadzających koalicję i pełnego awantur stylu uprawiania polityki. Obecnie, po powrocie do władzy, podjęli wiele wtedy rozpoczętych – bądź planowanych – projektów. Dzięki woli wyborców mają szansę domknąć swoją przerwaną dekadę zmian.

PiS z dużą konsekwencją kontynuuje swoje poprzednie pomysły, które zmieniają demokratyczne instytucje państwa. Demontaż nowoczesnego państwa nie jest więc tylko przejawem irracjonalnej nienawiści czy tylko chęci zemsty. Jest realizacją planu budowy nowego ustroju, na wzór tego, który pamięta Jarosław Kaczyński ze swojej młodości. Zmiany instytucji są obecnie uzupełnione o nowe projekty społeczne i edukacyjne. Bo nie tylko instytucje trzeba zmienić, ale należy także przebudować społeczeństwo – tak aby powstał „Nowy wspaniały świat Jarosława Kaczyńskiego”.

W 2007 r. Wojciech Sadurski, opisując stosunek PiS do konstytucji, zwracał uwagę, że zaczęła być ona traktowana jako wróg, niepotrzebny, kłopotliwy gorset „uniemożliwiający rządowi działanie zgodne ze swoim programem”*. Karierę wtedy zrobiło określenie „imposybilizm” – narzekanie na to, że konstytucja i Trybunał Konstytucyjny nie pozwalają władzom na wprowadzenie potrzebnych jej zdaniem reform i zmian.

To podejście do konstytucji i TK w pełni przypomina język oraz oskarżenia, których politycy PiS używali w zeszłorocznej walce o zniszczenie niezależności Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał miał utrudniać realizację zamierzeń PiS, należało go więc podporządkować woli prezesa Kaczyńskiego. Zrobiono to w sposób, o którym mówiono dekadę temu.

Ówczesny rząd PiS zapowiedział zmianę ustawy o TK, prowadzącą do podporządkowania tej instytucji i jej prezesa władzy wykonawczej. Zapowiedzi te zrealizowano z ogromną konsekwencją w 2016 r., a Trybunał stracił swą niezależność i rolę strażnika państwa prawa. Otwiera to drzwi do zmiany samej konstytucji, która jest traktowana jako czysto formalny dokument bez większego znaczenia. A także do zmiany wielu kluczowych instytucji w najbliższej przyszłości.

Możemy się spodziewać zmian w ordynacjach wyborczych. I takie inicjatywy wysuwane były 10 lat temu. Co przecież lepiej utrwala władzę niż odpowiednia ordynacja? W latach 2005–07 zostało złożone do laski marszałkowskiej siedem projektów zmian ordynacji parlamentarnej, w tym trzy autorstwa PiS. Nie zaproponowano tam zasadniczych zmian, ale przecież wiele lat w opozycji pobudziło legislacyjną wyobraźnię kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości.

Kolejną instytucją, która pójdzie w jasyr, będzie Urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Rzecznik jest niezależny, wywodzi się z sektora pozarządowego i broni praw obywateli. A to są wyraźne dowody na „lewactwo” instytucji i jej szefa – jak podkreślił w jednej z pierwszych wypowiedzi w nowym roku minister Mariusz Błaszczak.

Niszczenie służby cywilnej, które obserwowaliśmy w zeszłym roku, również stanowi kontynuację działań PiS sprzed dziesięciu lat. Tym razem jednak robi się to bez wstydu, bezwzględnie i bez udawania, że Pisiewicze i Misiewicze poza polityczną lojalnością mają jeszcze jakieś inne kompetencje. Reforma prokuratury i sądownictwa to również poprawiona kontynuacja pomysłów z okresu pierwszych rządów PiS. Tyle że obecnie zaproponowane przez tę partię zmiany są dużo głębsze. Również zmiany Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz próby „uporządkowania” organizacji pozarządowych, które pojawiły się w 2016 r., były odwzorowaniem etatystycznych pomysłów zaproponowanych w 2006 r. Te niszczące NGO pomysły będą kontynuowane.

Zmiany będące kontynuacją można wymieniać bez końca. Dotyczą nie tylko instytucji, ale i języka. Obejmują szczególny stosunek posłów PiS do dziedzictwa przyrodniczego Polski, kwestionowanie teorii ewolucji czy narzucanie ideologicznej interpretacji historii. Oczywiście PiS i Jarosław Kaczyński wiele nauczyli się przez ostatnie lata. Wiedzą, że nie wolno im wyłącznie zmieniać ładu instytucjonalnego, muszą jednocześnie zapewniać sobie poparcie społeczne. To do pewnego stopnia mają zapewniać programy 500+ czy Mieszkanie+.

Niektóre pomysły ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Lena Kolarska-Bobińska – socjolog, profesor nauk humanistycznych, była dyrektor CBOS oraz ISP. W latach 2009–13 posłanka do Parlamentu Europejskiego z ramienia PO, później minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Donalda Tuska, a następnie w gabinecie Ewy Kopacz. Członkini rady programowej Kongresu Kobiet oraz rady Instytutu Obywatelskiego. Autorka licznych publikacji naukowych.