POLITYKA

Piątek, 22 września 2017

Polityka - nr 42 (2727) z dnia 2009-10-17; s. 30-33

Kraj / Esej

Adam Krzemiński

Drżące ciała

Pedofilia i edukacja seksualna to pola bitewne wielkiej wojny kulturowej w dzisiejszym świecie.

W Ameryce trzydziestoletni serial wokół Polańskiego i Samanthy Gailey. W Niemczech ciągłe echa sprawy Marka W., 17-letniego ucznia, który spędził 247 dni w tureckim więzieniu za próbę gwałtu na 13-letniej Angielce. W Austrii spór o Nataschę Kampusch przez osiem lat przetrzymywaną przez porywacza. Na europejskich lotniskach plakaty z buzią porwanej w Portugalii czteroletniej Madelaine McCann, a także zaginionych – zamordowanych lub porwanych do burdeli – dziewcząt. A u nas? Z jednej strony galerianki, a z drugiej żądanie konserwatywnych fundamentalistów, by wychowanie seksualne usunąć z programów szkolnych.

Nie ma kraju po obu stronach Atlantyku, w którym seks nieletnich i z nieletnimi nie rozpalałby medialnych emocji. Wprawdzie przemoc seksualna wobec dzieci słusznie uchodzi za jedno z najohydniejszych przestępstw, ale zarazem współczesne społeczeństwa nie bardzo potrafią sobie poradzić z coraz wcześniejszym dojrzewaniem młodzieży, dekompozycją tradycyjnej rodziny, wszechobecnością medialnej przemocy i dostępnością pornografii.

Aby nie utonąć w tym wirze, warto sięgnąć do historii kultury i zdać sobie sprawę z dramatycznych przemian obyczajowych zarówno ostatnich 50, jak i 500 czy 2500 lat...

Od zarania dziejów niemal we wszystkich kręgach kulturowych człowiek odwzorowywał w sztuce swoje organy płciowe i akt seksualny – jako część kultu inicjacyjnego, albo dla przyjemności. Natomiast cenzura takich aktów pojawiła się dość późno. Grecy i Rzymianie znali cenzurę religijną i polityczną, ale nie erotyczną. Co prawda Platon w swym projekcie państwa totalitarnego przewidywał oczyszczenie tekstów również z – jak byśmy powiedzieli – treści seksualnych niebezpiecznych dla młodzieży. Ale Sokrates został skazany na śmierć za deprawację młodzieży jako bezbożnik, a nie, dajmy na to, pederasta. Ponieważ ani pornografia, ani seks z chłopcami nie były problemem. Pornograficzne w dzisiejszym rozumieniu figury i malowidła były obecne w pomieszczeniach publicznych i prywatnych jako pochwała radości życia.

Również w chrześcijaństwie po okresach histerycznej pruderii – kiedy to antycznym rzeźbom odtrącano genitalia – następowały okresy, zwłaszcza w późnym średniowieczu, daleko idącej rozwiązłości, czego dowodem Chaucer, Boccaccio, Rabelais. Cenzurą obejmowano teksty polityczne i kacerskie, ale nie obyczajowe, mało tego, elementy – z dzisiejszego punktu widzenia – pornograficzne można bez trudu znaleźć w apokryfach żywotów świętych, w których ekstaza religijna miewa objawy wyraźnie orgastyczne. Dopiero na progu Oświecenia, w Anglii w 1642 r., purytanie zamknęli „nieobyczajne” teatry, przerywając na 20 lat ciągłość kultury.

Dziś pedofilia uchodzi za nieuleczalną chorobę psychiczną, podobnie jak jeszcze pół wieku temu traktowano homoseksualizm. I także w Średniowieczu seksualną przemoc wobec dzieci karano ostrzej niż wobec dorosłych. Tyle że, jak w „Historii dzieciństwa” dowodził Philip Aries, człowiek o wiele wcześniej stawał się dorosłym. Już siedmiolatek, na równi z siedemdziesięciolatkiem, mógł za kradzież zawisnąć na szubienicy. A dziewczynka już po pierwszej miesiączce nadawała się do zamążpójścia. Do Oświecenia i XIX w. okres młodzieńczy w życiu człowieka był skracany do minimum. Chłopak z zamożnego rodu mógł się ożenić (lub raczej zostać ożeniony) już w wieku 14 lat. Dziś nasz dzielny Jagiełło byłby ścigany po całej Europie za pedofilię, bo przecież poślubiona mu Jadwiga miała 12 lat.

Niezbyt odpowiada też prawdzie nasz wizerunek ascetyzmu Średniowiecza. Zakutani mnisi i mniszki byli reakcją na zmysłowość codziennego życia, w którym niemal nie istniała sfera intymności. Człowiek Średniowiecza o wiele wcześniej i bardziej bezpośrednio niż człowiek współczesny stykał się z seksualnością. Ówczesne 12-latki były lepiej zorientowane, co do czego służy, niż dzisiejsze, które seksualność poznają poprzez pobudzające fantazję media. W Średniowieczu niepotrzebne były ani media, ani zbytnia fantazja, bo zarówno w chłopskiej, jak i mieszczańskiej – czy nawet dworskiej – izbie małolatek dobrze widział i słyszał, co robią dorośli. Dziś nie da się już odtworzyć, czy ta – uchodząca wtedy za normalną – wcześnie rozbudzana seksualność powodowała szkody psychiczne w młodych ludziach.

Podobnie zresztą było w kulturach pozaeuropejskich. I tak na przykład tradycyjna chińska medycyna nie traktowała pedofilii i homoseksualizmu jako chorób. Jak się można dowiedzieć z „Archives of Sexual Behavior”, dzieci uznawano za istoty seksualne. I zarówno starożytna jak i nowsza literatura chińska opisuje szczegółowo akty seksualne z 12–13-latkami, zarówno hetero- jak i homoseksualne. Stymulację erotyczną i zabawy seksualne uważano zresztą za korzystne dla zdrowego wychowania. Dopiero w ChRL – ze względu na surową kontrolę urodzin – wprowadzono rygory. W niektórych regionach Chin aż do 1949 r. zdarzało się, że dla podtrzymania prestiżu zamożnej rodziny małych ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]