POLITYKA

Piątek, 26 maja 2017

Polityka - nr 20 (3110) z dnia 2017-05-17; s. 58-59

Historia

Wiesław Władyka

Dwie strony lustra

Do rozmowy o Polsce Ludowej siedli dwaj profesorowie historii – budowniczy PRL i opozycjonista. Czyli Andrzej Werblan i Karol Modzelewski.

Budowniczy, utrwalacz, mówiąc językiem minionej epoki, dygnitarz, pisarz przemówień Gomułki i Gierka, poruszający się w sferze ideologii, nauki i kultury, aktywny zarówno w aparacie władzy krajowej, jak i w tzw. internacjonalistycznym. W latach 80. ta kariera gasła, marginalizowała się, niemniej Andrzej Werblan (ur. 1924 r.) nadal miał zażyłe kontakty z elitą władzy, z których korzystał choćby po to, by gromadzić wiedzę o polityce, tej konkretnej, jak i w ogóle, by zbierać na własny użytek źródła, fakty i myśli. To naprawdę fenomen poznawczy. Uczestnik wydarzeń, aktywny polityk, z kartami pełnymi, jak to się mówi, kontrowersyjnych decyzji i słów, osobiście zapewne zainteresowany obroną swojego imienia, jednocześnie studiuje historię, w której uczestniczy, bada politykę, którą współtworzy i którą z bliska, w sposób uprzywilejowany, obserwuje.

Stara się być niejako poza nią, być chłodny, analityczny, krytyczny, jak też przedstawiać swoje wnioski w porządku obiektywnym i wedle reguł naukowych. Widać, że na bieżąco śledzi publikacje, które dotyczą historii Polski Ludowej, gdziekolwiek by się ukazały. Na bieżąco i na gorąco. Gdy przychodzi do objaśnienia sensu wydarzeń, posługuje się tą wiedzą, ale też oczywiście pamięcią oraz intuicją, która jest po części wytworem doświadczeń polityka zebranych w ciągu wielu lat przebywania na szczytach władzy. Za każdym razem zresztą próbuje wyjaśnić charakter tej intuicji, jej podstawy oraz swoje sposoby rozumowania.

Ta metoda, ta szczególność postaci Andrzeja Werblana w środowisku naukowym jest znana od lat, za sprawą publikacji profesora, jak i za sprawą aktywnego jego udziału w konferencjach i dyskusjach, panelach. Ma też, przyznać trzeba, dużą łatwość wchodzenia w bezpośrednią rozmowę z innymi badaczami, różnych pokoleń i poglądów. Nie dziwi więc fakt, że pośród aktywnych rozmówców Andrzeja Werblana było i jest tak wiele postaci, które na pozór mogłyby w tym miejscu i w tym sąsiedztwie zaskakiwać, jak choćby Stefan Kisielewski.

Karol Modzelewski, wybitny historyk, co prawda zajmujący się odległymi epokami, mediewista, swój życiorys publiczny, swój los związał jednak świadomie i celowo z historią współczesną, z Polską Ludową, a ściślej mówiąc, przeciwko Polsce Ludowej. Z rodziny komunistów jeszcze przedwojennych, która była tragicznie doświadczona przez stalinizm lat 30., zaczynał swoją młodość w PRL (ur. 1937 r.) jako janczar nowego ustroju, tak przynajmniej umie o sobie powiedzieć, by skokami i przełomami odsuwać się od tego ustroju. Wraz ze swoim bliskim i ideowym przyjacielem Jackiem Kuroniem zapłacił za to wyrokami i wieloletnim więzieniem. Ta historia weszła do podręczników, została też barwnie opowiedziana przez samego Modzelewskiego w nagrodzonej przez POLITYKĘ książce „Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca”.

Niemniej nie ulega wątpliwości, że jest to i był polityk – może trafniej powiedzieć: działacz? – o wyraźnie lewicowym nachyleniu, co niejednokrotnie potwierdził po 1989 r. Ten fakt rzutuje często na ocenę poglądów Karola Modzelewskiego, a nawet samej postaci, jakoby pierworodnie pokąsanej przez Hegla – sformułowanie, w którym gustuje wielu prawicowców.

Profesor nie studiuje zawodowo dziejów Polski Ludowej, a przecież ma o niej wiedzę imponującą. Bo po pierwsze, od kiedy zaczął politycznie rozumować i odczuwać, aktywnie działał, myślał, poszukiwał. I to w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, między władzą a społeczeństwem, jednak bliżej ludzi. Po drugie dlatego, że ten rodzaj energii i aktywności bez przerwy usadawiał Karola Modzelewskiego w centrum wydarzeń, niejako w oku cyklonu. Nawet jeśli tego nie chciał, nawet gdy czymś innym się zajął, choćby uprawianiem nauki, gdy przychodziło co do czego – nagle brał udział, reprezentował, pisał epistoły i odezwy, przemawiał i politykował. Relacje Modzelewskiego ze sfery polityki budzą zaufanie i z tego powodu, że dysponuje on fantastyczną pamięcią. Ale też tej pamięci pomaga w ten mianowicie sposób, że swoją aktywność polityczną przeniósł do III RP, nie tylko jako senator, ale i uczestnik wielu debat, oryginalny myśliciel, który miał m.in. bardzo krytyczny stosunek do tzw. reform balcerowiczowskich. Można zatem narysować linię continuum między Modzelewskim w 1956 r. a dzisiejszym, choć sam ma krytyczny stosunek do samego siebie w różnych wydaniach i odsłonach.

Zatem przy takiej obsadzie głównych ról ta sztuka musiała się udać, tym bardziej że Robert Walenciak, dziennikarz zapisujący tekst rozmowy, pobudzający ją zręcznie, skromnie pozostaje w cieniu, co piszę z najwyższym uznaniem.

To jest dialog, rozmowa, której uczestnicy pozostają ze sobą w aktywnym kontakcie, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]