POLITYKA

Piątek, 26 maja 2017

Polityka - nr 42 (2727) z dnia 2009-10-17; s. 70-73

Historia

Dariusz Łukasiewicz

Dzieje strachu

Ostatnia postać strachu to trwoga przed kryzysem gospodarczym, wcześniejsze dotyczyły świńskiej grypy. Dawne lęki, zazwyczaj powiązane z wiarą i Bogiem, były dużo bardziej zróżnicowane – bano się właściwie wszystkiego.

W starym tekście słychać strach człowieka, który rozlicza się z życiem: „jałmużny nędznym nie dawał, ofiarym Bogu nie czynił”. Dominowała pedagogika strachu, Boga należało się bać – w kościołach zaczął obowiązywać zakaz wesołości (a przecież wcześniej radośnie w nich tańczono na Wielkanoc), potępiano tańce jako lubieżność, ganiono picie alkoholu. Św. Efrem powiadał: „gdzie są skrzypce, tańce i klaskanie, tam są ciemności dla mężczyzn i zguba kobiet, smutek aniołów i święto diabłów”. „Tam gdzie się tańczy jest i diabeł” – pisał ojciec Kościoła Jan Chryzostom. Ważniejszy od lęku przed światem stał się jednak strach przed sobą samym, obawa, że złym postępowaniem można zatracić własną duszę. Człowiekowi przypisano wielką skłonność do grzechu i zła, któremu z łatwością ulega, co miało być skutkiem grzechu pierworodnego.

Strach narastał zawsze w okresie wojen, nieurodzajów i epidemii. U nas tak było od czasów wojen połowy XVII w., kiedy nasiliła się wiara w czarownice, upiory i wilkołaki, a różnorakie lęki znajdowały wyraz w sztuce barokowej. Na Zachodzie nasilenie strachu widoczne było już od wielkich epidemii XIV w. i trwało do XVIII w.

Zmieniał się lęk wobec nieznanego, wobec obcych. Dawniej odległy świat zaludniały w wyobraźni potwory, bestie i smoki (pamiętamy „Baudolino” Umberto Eco). Tak mówiono w Europie o krańcach Egiptu. Na przeciwnym biegunie był obcy we własnej wsi, czyli akuszerki i znachorki, oskarżane o czary.

Głównymi obcymi w kulturze europejskiej byli Żydzi. Obawiano się ich przedsiębiorczości. Oskarżani byli o zabicie Jezusa, zatruwanie studni, kradzież hostii, zabijanie dzieci chrześcijańskich dla celów rytualnych. Kościół wprawdzie bez wątpienia długo przyjmował postawę antysemicką, ale zdarzało się, że brał Żydów w obronę przed ludowymi zamieszkami. Do tych podburzał nierzadko teatr religijny przedstawiający mękę Pańską, gdzie Żydzi ukazywani byli w duchu nienawiści, dotknięci wszelkimi możliwymi ułomnościami fizycznymi i moralnymi. Zapomniano już dzisiaj o mających dawniej miejsce we włoskich miastach ośmieszających wyścigach osłów, prostytutek i Żydów nago.

W Polsce obawa przed obcymi związana była też z wojnami, które toczyliśmy z Turcją, Moskwą, Brandenburgią czy Szwecją. Lęki miały również podglebie wrogości religijnej, dlatego nie lubiano protestantów („Lutry i kalwiny bezbożne syny”). Zbitka Polak-katolik powstała w XVII w. w opozycji do wroga, który zwykle był innowiercą.

Obca i wroga była przyroda. Strach budziły bezmierne knieje. W Polsce funkcjonowało przysłowie „Ciemno jak w lesie”, a ciemności kojarzone były ze złem. Las był najstraszniejszy w nocy i ciemności bano się w ogóle. Nie przypadkiem Bóg jest światłością, a Lucyfer księciem ciemności. Mrok był czasem prostytutek, złodziei, morderców i dzikich zwierząt. Obawiano się wilków, które w czasach głodu potrafiły nawet wtargnąć do ludzkich osiedli. W lesie mieszkał diabeł, upiory i latawce. Lękano się też nieurodzaju, powodzi, pożarów, mrozów. Szczególne spustoszenia w dawnych czasach czyniła szarańcza, która jeszcze w XVIII w. docierała na obszar ziemi lubuskiej – ówczesnej Nowej Marchii. Niepokój wzbudzały też podróże, które uważano za niebezpieczne. Zniechęcano do nich kobiety. Na drogach obawiano się nie tylko zbójców, ale także niepłatnego wojska, które potrafiło gwałcić i rabować.

Z jednej strony strach budziła przyroda, z drugiej cywilizacja. Polska była krajem wiejskim i ziemiańskim. Natomiast – jak pisał Ignacy Krasicki – „w mieście ze dwóch dobrych, łotrów dwieście”. Mieszczanie mieli być gnuśni i tchórzliwi, miasta brudne, pełne złodziei, prostytutek i żebraków. To właśnie w miastach szalały epidemie. W miastach koncentrowały się środowiska przestępcze, w Krakowie i Poznaniu XVI w. stanowiły 1–1,6 proc. populacji. W Polsce dominowała w miastach drewniana zabudowa i stąd nieustannie ulegały one pożarom.

Obawiano się też kobiet – Kościół miał problem z zaakceptowaniem nauczania Jezusa, opowiadającego się za równouprawnieniem, i przychylał się raczej do nauczania św. Pawła, gdzie dominował patriarchat. „Mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, ale kobieta dla mężczyzny” (I Kor 11,9), „żony niechaj będą poddane swym mężom” (Ef 5, 22–24), „nauczać kobiecie nie pozwalam, ani przewodzić nad mężem” (I Tym, 2, 12) – nauczał św. Paweł i w tym duchu wypowiadali się później ojcowie Kościoła. „Jesteś bramą diabła” – ogłaszał o kobiecie Tertulian. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Tagi

strachhistoria