POLITYKA

Czwartek, 26 maja 2016

Polityka - nr 39 (2775) z dnia 2010-09-25; s. 34-35

Kraj

Martyna Bunda

Dziewczynki z nożami

Rozmowa z prof. Haliną Grzymałą-Moszczyńską o 13-latce, która raniła koleżankę, i nieoczekiwanych skutkach emigracji

Martyna Bunda: – W krakowskim gimnazjum 13-letnia Agata, pierwszoklasistka, zaatakowała na przerwie nożem koleżankę. Najbardziej zszokowani są koledzy i nauczyciele z jej byłej podstawówki. Pamiętają ją tam jako wyjątkowo pogodne, życzliwe i niekłopotliwe dziecko z dobrej rodziny. Skończyła tę szkołę zaledwie rok temu.

Halina Grzymała-Moszczyńska: – Zważywszy na skalę naszej współczesnej migracji, powinniśmy przygotować się na całe serie podobnych sytuacji. Albo wdrożyć wreszcie jakieś działania, które pomogą temu zapobiegać.

Jeden rok za granicą mógł tak zaważyć? Agata była z rodziną na emigracji w Szkocji, ale wrócili.

Gdy patrzy się na tę sprawę przez pryzmat wiedzy o psychologii migracji, ta historia, nawet w swojej szczątkowej, medialnej wersji, wydaje się tak schematyczna i przewidywalna, że aż płakać się chce. Dwukrotnie, w krótkich odstępach czasu, spotkał tę dziewczynkę szok kulturowy. Mechanizm psychologiczny, którego badaniem zajmuję się od lat. Najpierw szok wyjazdowy, a zaraz później szok powrotny, jeszcze gorszy, bo nieoczekiwany. No bo o co może dzieciakowi chodzić? Przecież wrócił do siebie. Tymczasem takie dziecko znów narażone jest na całe spektrum różnych sytuacji, które je przerosną. Będzie reagować nieadekwatnie, zachowywać się nieracjonalnie z naszego punktu widzenia. Choć samo będzie przekonane, że wybiera najrozsądniejszą strategię.

Na czym polega szok kulturowy?

To wiele różnych mechanizmów psychospołecznych. Po pierwsze, autentyczne zaangażowanie się w nową kulturę to okres wielkiego stresu i zmęczenia fizycznego. Przy spotkaniu z nową kulturą mózg nagle musi przetworzyć naraz wielką liczbę nowych informacji. Po przyjeździe do nowego kraju skrypty, które wypracowywało się przez lata, okazują się nieaktualne. Począwszy od drobiazgów, na przykład do jakiego sklepu trzeba się udać, żeby kupić to i to – i gdzie ten sklep jest. Wciąż nowe zadania w dziedzinach, których istnienia dotąd nawet nie dostrzegaliśmy.

Na to nakładają się różnice kulturowe. Często na tyle subtelne, że człowiek długo nie umie wyłapać zasad obowiązujących w jego nowej rzeczywistości. Weźmy choćby konwencje powitania. Anglik, witając nowego sąsiada, powie: „How are you?”, na co badani przeze mnie Polacy, chcąc nawiązać w nowym miejscu dobry kontakt, zwykle zaczynali odpowiadać w stylu polskim, czyli dość szczegółowo. U Anglika wywoła to tylko wzruszenie ramion, zdziwienie, czasem wrogość, że Polak reaguje nieadekwatnie do sytuacji. Może jakiś głupi? Powinien powiedzieć: bardzo dobrze, dziękuję, też zapytać o samopoczucie, miło się uśmiechnąć i odejść.

I tak ludzie wokół zaczynają się wydawać wrodzy.

A na emigracji zawodzą nawet wytrenowane w Polsce sposoby rozładowywania stresu. Bywa, że ściągają na głowę nowe kłopoty. Polak spotka się z innymi Polakami, żeby się upić. Ale nie w pubie, jak jest przyjęte w tamtej kulturze, lecz w domu, bo oszczędza. Tymczasem Irlandczycy, którzy sami zachowują się głośno w pubie, nie są w stanie zaakceptować podobnego zachowania w domu.

Do tego, niestety, Polakom zdarza się zachowywać w sposób rasistowski. A to miewa efekt odpalonej bomby.

Jest też bariera językowa.

Inny akcent, slang, inne kody językowe. Człowiek czuje się nierozumiany także w tym szerszym sensie. Emigracja zawsze oznacza doświadczenie potwornej samotności i wyobcowania, co jest chyba najtrudniejszym aspektem szoku kulturowego. Co więcej, z moich badań wynika, że w tej sytuacji szybko zaczyna szwankować ciało. Przeciążenie emocjonalne i fizyczne, nowa dieta, zwykle uboższa, bo przecież emigrant pazurami walczy o życie. Uruchamiają się choćby zaburzenia z wczesnego dzieciństwa, na które nigdy później już się człowiek nie skarżył: alergie, problemy gastryczne, kręgosłupy. I pierwsza myśl: aha, tu jest taka niezdrowa woda, niezdrowe powietrze. Straszny kraj. Piekło jakieś. Poziom stresu rośnie jeszcze bardziej.

Ta niewspółmierność zadań i zasobów, chaos poznawczy, to wszystko są przyczyny, dla których zdrowy psychicznie człowiek reaguje nieadekwatnymi do sytuacji wybuchami. Jednym z moich największych zaskoczeń badawczych było, że mechanizmom szoku kulturowego podlegają nawet studenci jeżdżący na stypendia z Erasmusa. A przecież mają tam relatywnie cieplarniane warunki i świadomość, że to tylko na rok.

Dziecko emigranckie przeżywa to samo?

Podlega tym samym mechanizmom. Co więcej, trafia do szkoły, w której na całym świecie jest tak samo: inny zostaje obiektem agresji. Dziecko żyje więc oderwane od grupy rówieśniczej, bo ta go nie akceptuje. Po szkole wraca do domu i siedzi zamknięte samo z telewizorem albo komputerem aż do późnego wieczoru – przynajmniej taki standard wyłonił się z moich badań. Jest oderwane od bliskich sobie dotąd osób, bo te zostały w kraju. Ma wielkie szczęście, jeśli mieszka na przykład blisko polskiej ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Prof. dr hab. Halina Grzymała-Moszczyńska, psycholog kultury i religii na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, autorka wielu książek i podręczników.