POLITYKA

Niedziela, 26 marca 2017

Polityka - nr 22 (3061) z dnia 2016-05-24; s. 12-14

Temat tygodnia

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Elity marcowe

Jarosław Kaczyński wie, że nie przekona do siebie dotychczasowych elit. Dlatego chce je wymienić. Od dołu do góry.

W ostatnim czasie wiele się mówi o wymianie elit. Dotychczasowe pokazywane są jako doszczętnie skompromitowane – to powiązani finansowo kolesie, „właściciele III RP”, którym trzeba odebrać Polskę nie tylko politycznie, ale też symbolicznie. PiS zresztą ma w tych zamiarach konkurencję. Powstał właśnie na bazie Kukiz’15 twór o nazwie Endecja i także chce czyścić elity. „To, co tu tworzymy, to fabryka elit – mówił na spotkaniu założycielskim publicysta Rafał Ziemkiewicz – kilkumilionowa grupa oligarcho-partyjno-urzędniczo-menedżerska używa państwa i administracji do osiągania rozmaitych zysków (…). Nowa endecja chce to zmienić”.

Ziemkiewicz może nie zdążyć, bo PiS ma takie same plany i ma możliwości, żeby tego dokonać. Prof. Antoni Dudek w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl o dzisiejszych rządach mówi: „to pomysł na wymianę elity społecznej w Polsce, którą PiS niezwykle krytycznie ocenia. Tego oczywiście nie dokonuje się polityką społeczną, tylko (…) posunięciami zmieniającymi porządek prawny, czyli np. uruchomieniem procesu wymiany kadr w administracji (...), ale również w szkolnictwie wyższym, prokuraturze, sądownictwie, spółkach skarbu państwa, oświacie. Krótko mówiąc, ta wymiana elit to wielka czystka kadrowa” – twierdzi prof. Dudek. I dodaje: „nie znam krajów demokratycznych, gdzie tego typu procesy dałoby się wyreżyserować przez rząd. Daje się to zrobić tylko w krajach autorytarnych czy totalitarnych(...)”.

Ale PiS zdaje się tym nie przejmować. Zwłaszcza że dla strategii tego ugrupowania zaufani ludzie w ważnych miejscach społecznej struktury są absolutnie kluczowi. Jarosław Kaczyński chce przekierowania tzw. głównego nurtu, pragnie ugruntowania swoich wpływów znacznie głębiej, w społecznej tkance, w sposobie myślenia o państwie, demokracji, religii i roli władzy. Tak aby to on ze swoją partią był w centrum polskich poglądów, a dotychczasowy mainstream stał się egzotyczną ekstremą. Już dziś w pisowskich mediach pisze się, że KOD to ruch radykalny, wręcz niebezpieczny, pozostający na marginesie zainteresowania większości normalnych Polaków. Ale by ten proces się dokonał, Kaczyński musi stworzyć własną, wierną elitę.

Symbolem przejmowania władzy duchowej w społeczeństwie było dla wielu prawicowców odznaczenie orderem Orła Białego Bronisława Wildsteina; miał to być, jak głosiła okładka tygodnika „wSieci”, dowód pokonania Adama Michnika (też kawalera tego orderu) w wojnie o zbiorową świadomość. Jest to ważne, bo jako memento na prawicy przywoływana jest pamięć lat 2005–07, kiedy brak wpływów w elitach przyczynił się do klęski obozu IV RP. Okazało się, że sama siła polityczna nie wystarczyła wówczas wobec oporu tamtego mainstreamu, opierającego się na, paradoksalnie, miękkich, opiniotwórczych wpływach. Na prawicy mówi się, że Kaczyński przegrał wówczas z „mgłą”, „atmosferą”, czymś, czego nie przewidział. Teraz ma już być inaczej.

Perspektywa długich rządów PiS ma uruchomić procesy dostosowawcze u nowych pokoleń, i tak już mocno konserwatywnych i podatnych na prawicową wizję świata. Kiedy czyta się wynurzenia ideologów sympatyzujących z PiS, widać zarys tego „nowego Polaka”: dobrze wykształconego, ale głęboko konserwatywnego, wierzącego parafianina, najlepiej z dużą rodziną, swojskiego, zakorzenionego w swoim środowisku, niepoddającego się „pedagogice wstydu” i nieulegającego wpływom bankrutującego moralnie Zachodu. Po drugiej stronie ma się znaleźć „niewierząca w nic hołota”, „worki skórno-mięśniowe” (cytaty z prawicowych forów), bez idei, korzeni i tożsamości.

Ktoś inny ma być teraz „fajny”. Kiedyś to pisowiec w dobrym towarzystwie był – jak wspominają partyjni kombatanci – szykanowany i musiał ukrywać swoje poglądy. Teraz wykluczonym dziwakiem ma być przedstawiciel dawnego mainstreamu: „Europejczyk”, liberał, feministka, ateista, zwolennik Platformy czy KOD. To ich będzie się traktować z wyższością, jako nic nierozumiejących dinozaurów. Jeden z prawicowych blogerów napisał: „Gdy powoli zacznie się okazywać, że ludzie rozsądni i kierujący się rozumem reprezentują już tylko jedną stronę – reszta się przyłączy”.

Kaczyński oczywiście wie, że nie przekona masowo dzisiejszych liberalnych elit do swojej rewolucji, dlatego zamierza je zastąpić własnymi. Ma temu służyć nie tylko władza administracyjna, ale też podcinanie ekonomicznych korzeni starej elity, lustracja, dekomunizacja, repolonizacja mediów, banków itd. Lider PiS wielokrotnie wspominał o tym, że „pewne grupy” w kraju roszczą sobie pretensje do wiecznego przewodzenia, niezależnie od wyniku wyborów, że istnieje „archipelag małych królestw, (…) małych dyktatur w gminach, zakładach pracy, na uczelniach”. Według PiS dotychczasowe polskie elity są wynarodowione, kosmopolityczne, zapatrzone w Europę w jej liberalnej, federacyjnej i ateistycznej postaci. Piotr Skwieciński, publicysta „wSieci”, zauważa: „Teraz rewolucji w Polsce nie ma. Ale będzie, jeśli PiS zaniesie w głąb społeczeństwa swą wojnę z elitami. Jeśli zacznie tworzyć lokalne kontrelity”. Bo nowa elita ma się tworzyć od dołu, w środowiskach na prowincji, w ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]