POLITYKA

Piątek, 28 kwietnia 2017

Polityka - nr 5 (5) z dnia 2016-05-11; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 22. Dusza i ciało; s. 50-53

Presje i pędy

Piotr Kaczmarek-Kurczak

Era turboczłowieka

Jak zmieniły się fizyczne i psychiczne obciążenia człowieka w pracy; jak ma się regenerować

Zmiana sposobu pracy, jaka zachodzi w ostatnich dziesięcioleciach, olbrzymi wzrost znaczenia pracy twórczej, odbija się silnym piętnem zarówno na stosunku współczesnych ludzi do ciała i umysłu, jak i na sposobach konsumpcji oraz wypoczynku. Świat wyraźnie zmierza do modelu turboczłowieka – istoty zdolnej do „latania na dopalaczach”, a pomiędzy wykonywanymi misjami odpoczywającej w aktywny, wielowymiarowy sposób.

Silni, zręczni, odporni

Klasyczny w społeczeństwach przemysłowych, powszechny jeszcze pół wieku temu model społecznego podziału pracy przypominał piramidę. Na samym dole sytuowała się klasa robotnicza, która oferowała systemowi głównie pracę fizyczną. Jej wykształcenie ograniczało się do zdolności zapamiętywania i odtwarzania informacji, szkolenie zawodowe rozwijało jej kompetencje w stosunkowo niewielkim stopniu. Robotnicy mieli najdłuższy, ale też najbardziej regularny czas pracy, a stawki za godzinę były z góry ustalone. Musieli być silni, wytrzymali, zręczni, odporni na urazy i choroby.

Środek piramidy stanowili pracownicy umysłowi i średni szczebel kierowniczy. Nauczeni w szkole procedur postępowania, w pracy mieli nadzorować ich realizację, a niekiedy je adaptować. Ich czas pracy był mniej uregulowany, ale wciąż stabilny. Dostawali nieco lepsze niż robotnicy wynagrodzenie, dostosowane do poziomu wykształcenia i odgrywanej roli, w którego wysokości uwzględniano także ich kompetencje, doświadczenie i stopień odpowiedzialności.

Na górze tej społecznej konstrukcji znajdowała się najmniej liczna grupa: specjaliści. Po uniwersytetach, w których zgłębiali tajniki analizy informacji i opracowywania strategii, skupiali się na wytyczaniu nowych dróg działania. Ich czas pracy był najmniej uregulowany, zarobki zaś w największym stopniu uzależnione od roli, jaką pełnili, oraz efektów, jakie ich praca miała dla organizacji. Głównymi atutami tej grupy pracowników była odporność na zmęczenie psychiczne, zdolność do wykonywania powtarzalnych zadań, umiejętność adaptacji i komunikatywność. Liczyła się także systematyczność, zdolność do wytrzymywania nieregularnego obciążenia zadaniami, niedosypiania oraz pracy pod dużą presją czasu i odpowiedzialności.

Pod względem liczebności najwięcej było pracowników fizycznych, mniej przedstawicieli średniego szczebla, a najmniej decydentów.

Rozwój technologii coraz wyraźniej zmienia te proporcje: dół piramidy szybko się zmniejsza. W latach 90. był to proces dodatkowo napędzany przenoszeniem produkcji i usług do krajów o niższych kosztach pracy, obecnie coraz częściej wynika wyłącznie z mniejszego zapotrzebowania na pracę fizyczną. Firmy się kurczą. Zbudowana w 1928 r. fabryka Forda River Rouge zatrudniała w latach 30. od 80 do 100 tys. pracowników w jednym tylko kompleksie. Dziś większość fabryk rzadko ma więcej niż 2–3 tys. pracowników skupionych w jednym miejscu, w niektórych pracuje zaledwie 500 osób. W USA w przemyśle pracuje niecałe 9 proc. ludności, a według prognoz wkrótce ich liczba spadnie poniżej 5 proc. Nowe maszyny przejmują bowiem coraz więcej czynności wykonywanych do tej pory przez ludzi. Wprowadzenie do użytku kontenerów transportowych, ciągników siodłowych, suwnic i automatycznych podnośników zlikwidowało tysiące stanowisk pracy dokerów portowych. Już dziś nietrudno ocenić konsekwencje wprowadzenia zrobotyzowanych ciężarówek, których testy odbywają się np. w oddziałach Mercedesa w Nevadzie. Autorzy raportu „The Future of Employment: How susceptible are jobs to automation?” (ang. „Przyszłość zatrudnienia: Jak podatne są różne zawody na automatyzację?”), Carl Benedikt Frey i Michael A. Osborne z Oksfodu, oceniają prawdopodobieństwo zastąpienia maszynami pakowaczy, sortowaczy i magazynierów w ciągu najbliższych 10 lat na 97 proc. Podobne rokowania dotyczą osób zatrudnionych w handlu – głównie kasjerów i pracowników rozstawiających towar na półkach.

Również pracownicy biurowi mają niewesołe perspektywy. Dla nich największym wyzwaniem jest informatyzacja. Zgodnie z cytowanymi wyżej badaniami prawdopodobieństwo wprowadzenia programów komputerowych zamiast administratorów finansowych, osób księgujących dokumenty oraz różnego typu inspektorów i referentów znacząco przekracza 90 proc. Podobnie jest z kierownikami średniego szczebla: technologie informatyczne zapewniają coraz lepszy wgląd w funkcjonowanie firmy, a zatem pośrednicy w dużej części stają się zbędni. Struktury firm się spłaszczają, doprowadzając do likwidacji wielu stanowisk pracy.

Taśma, wczasy, działka

W konsekwencji zarobki grup, których podstawą utrzymania była praca fizyczna lub rutynowa, szybko maleją. Zmniejsza się także stabilność zatrudnienia. Według danych OECD Employment Outlook 2015 w 2007 r. w krajach skupionych w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) zatrudnionych na część etatu w 2007 r. było 18,6 proc. wszystkich pracowników, w 2014 r. ta liczba wzrosła do 20,6 proc., przy znaczącym wzroście liczby kontraktów z nieregularnymi godzinami i formami pracy. Według raportu International Labour Organisation (ILO) w 2015 r. już tylko połowa nowych kontraktów w krajach OECD ma charakter zatrudnienia w regularnych godzinach ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]