POLITYKA

Piątek, 22 września 2017

Polityka - nr 14 (3053) z dnia 2016-03-30; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce według Paradowskiej

Janina Paradowska

Festiwal absurdu

Niespodziewanym apelem o spokój i dialog prezes Kaczyński zrzucił na barki marszałka Kuchcińskiego wielki ciężar

Przez kilka dni spora część opinii publicznej ekscytowała się, a nawet oburzała posadą, jaką w spółce Skarbu Państwa dostała pani Patrycja Kotecka-Ziobro. Po tylu zmianach kadrowych na wszystkich szczeblach i we wszystkich sferach stanowisko szefowej marketingu dla osoby, która ma doświadczenie i nie do zakwestionowania polityczne wpływy, aż tak dziwić nie powinno. Ta ekipa z nepotyzmu uczyniła swój znak firmowy, nie wstydzi się go, jest nawet z tej praktyki dumna. Pozwólcie nam pracować – apeluje sama pani premier. Być może pani Kotecka-Ziobro dostała zresztą posadę poniżej swych możliwości, może wykazała się skromnością? W dodatku kto wie, czy na stanowisko, jakie otrzymała, nie nadaje się o wiele lepiej niż jej mąż Zbigniew Ziobro na urząd ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego? W każdym razie wiele jego wypowiedzi i działań zdaje się świadczyć, że pod względem kwalifikacji prawniczych wypada bardziej niż marnie. Usprawiedliwieniem może być jedynie to, że przecież nie został ministrem, by popisywać się wiedzą. Bywają sytuacje, że wiedza przeszkadza, i to jest chyba ten przypadek.

Obecnie raz wolniej, a raz szybciej przestają działać różne instytucje, w ich miejsce natomiast powstają lub mają dopiero powstać zespoły, grupy, podkomisje itp. Smoleńskie śledztwo na przykład prowadziła dotychczas po prostu prokuratura wojskowa, ale właśnie jest likwidowana. Smoleńskich śledczych na wszelki wypadek, jeszcze przed likwidacją, rozesłano do różnych, odległych od Warszawy, jednostek. Pobyt w stolicy czyni prokuratora, zwłaszcza wojskowego, rutyniarzem i trzeba go na poligonie odświeżyć – wyjaśnił rzecznik MON. Zamiast prokuratorów prowadzących śledztwo od lat i znających wszystkie materiały mamy więc powołaną przez ministra Ziobrę specjalną grupę prokuratorów, która będzie coś badać. Nie bardzo zresztą wiadomo co. Sygnały są różne: od niekoniecznie spodziewanych wizyt u ekspertów, którzy wydali opinie niezbyt się obecnej władzy podobające (choćby w sprawie obecności generała Błasika w kokpicie tupolewa), po oświadczenia, że specgrupa najpierw przejrzy i oceni materiały, a potem będzie „kontynuować śledztwo w ramach istniejących możliwości dowodowych”. Brzmi to dość tajemniczo. W specgrupie zdecydowanie przeważają nowi, niemający o całym postępowaniu i zgromadzonych materiałach pojęcia, a przecież było ono praktycznie ukończone i na dobrą sprawę nadawało się do umorzenia. Teraz będzie się wszystko od początku rozgrzebywać.

Oczywiście w kluczowej smoleńskiej kwestii mamy jeszcze specjalną podkomisję w MON, też złożoną z osób, które w Smoleńsku nie były i których relacja z grupą prokuratorów ministra Ziobry nie została określona. Określone jest tylko zadanie: udowodnić, że tupolew rozpadł się 18 m nad ziemią, bo jedyne, co wykluczono, to z pewnością obecność brzozy. Wszystkie inne wersje są dopuszczalne. Podkomisja zastępuje normalną komisję do badania wypadków lotnictwa wojskowego, a może i zastępuje wszystkie inne komisje (tego też nie wyjaśniono). Wiadomo, że ma pracować intensywnie, bo wyjaśnienie tej katastrofy jest sprawą honorową Wojska Polskiego (ciekawe, dlaczego od dążenia do prawdy praktycznie odsunięto wojskowych?). Wiadomo jednak również, że przyjęte ustalenia nie będą miały żadnego znaczenia, oprócz propagandowego oczywiście. Tu sama wola polityczna już nie wystarczy. Nie uzna ich żadne gremium zawodowo badające katastrofy lotnicze, żadna międzynarodowa organizacja, w świetle prawa żadne z tych ustaleń nie będzie miało znaczenia. No, chyba że napiszemy sobie naszą własną specustawę, pozwalającą na ściganie tych, których akurat ze względów politycznych chce się ścigać, lub przynajmniej uzasadniającą stawianie kolejnych pomników, instalacji i tablic ku czci „poległych”. A przecież to nie koniec. Mamy jeszcze zdezorientowaną ekipę, która już zapowiedziała premierę filmu „Smoleńsk” i nagle z „przyczyn technicznych” ją odłożyła. Trwa ustalanie liczby wybuchów?

Także Trybunałem Konstytucyjnym zajmie się specjalny zespół ekspertów, co zapowiedział właśnie marszałek Sejmu, zaniepokojony tym, że Trybunał „lekceważy wolę Narodu – Suwerena”, czyli Sejmu. Przed lekceważeniem tej woli ma Trybunał uchronić jakiś zespół (najwybitniejsi eksperci już się zresztą w tej sprawie gremialnie wypowiedzieli i marszałkowi raczej nie pomogą), który będzie nad czymś pracował, ale też nie bardzo wiadomo, nad czym. Absurd goni absurd. Pomysł rzucił kiedyś sam prezes Kaczyński, ale go nie doprecyzował, i najwyraźniej marszałek Kuchciński też ma z tym problem. Rzecz więc jak zwykle jest niejasna. Oznajmiono tylko, że w skład zespołu nie mogą wchodzić politycy i sędziowie. Nad politycznym kompromisem ma się pracować bez polityków? Co naprawdę pożytecznego mógłby zrobić marszałek Sejmu? Na początek wezwać panią premier, aby wykonała swój w gruncie rzeczy techniczny obowiązek i opublikowała wyrok TK, tym samym przerywając serial wypowiedzi, kto ma prawo oceniać i podważać orzeczenia TK. Serial, który nabrał już charakteru wyścigu, kto powie największe głupstwo.

Tego pomysłu marszałkowi Sejmu jednak prezes PiS na razie nie podsunął. Nie jest nawet powiedziane, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]