POLITYKA

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Polityka - nr 44 (3083) z dnia 2016-10-26; s. 103

Passent

Daniel Passent

Festiwal nonsensów

Zapamiętajcie to nazwisko: Tulicki. Marcin TU-LI-CKI. Redaktor Tulicki z „Wiadomości” TVP jest autorem obrzydliwego paszkwilu na Adama Michnika z okazji jego 70-lecia. Sprawa stała się głośna, dlaczegóż więc jeszcze o tym wspominam, przecież tematów nie brak – bajdy Macierewicza, wynurzenie się Misiewicza, komentarze dyrektora Magierowskiego, bzdury ministra Błaszczaka i dużo innych?

Odpowiadam: na wszystko przyjdzie czas, ale obowiązkiem dziennikarza jest dawać świadectwo temu, co się dzieje. Dlatego najpierw zwracam uwagę na to draństwo. Po obejrzeniu paszkwilu Tulickiego w internecie w pełni zgadzam się z opinią Adama Leszczyńskiego (OKO.press), który dał zdanie po zdaniu opis tej parodii dziennikarstwa, jaką wykonał p. Tulicki: zestaw kłamstw, niedomówień, insynuacji i przemilczeń. Nie jest to obiektywny portret człowieka, jego osiągnięć i porażek, blasków i cieni. To zwyczajna łobuzeria medialna w aureoli telewizji publicznej. „Kimże ja jestem, żeby oceniać Michnika?” – mógłby, wzorem papieża Franciszka, zastanowić się redaktor „Wiadomości” TVP. Ale jemu ręka nie drgnęła, sumienie go nie ruszyło.

„Wiadomości” nie wspominają, że Michnik był jednym z głównych opozycjonistów w PRL, ze stażem od lat 60., od wczesnej młodości, był wielokrotnie aresztowany, siedział 7 lat w więzieniach. Gdyby nie tacy ludzie jak Kuroń, Michnik, Modzelewski, Wałęsa czy Havel i inni, komunizm trwałby dłużej. Jego znane od Chile do Moskwy nazwisko – obok kilku innych – jest symbolem sprzeciwu wobec komunistycznej dyktatury. Jego zasługi dla demokracji są doceniane nie tylko u nas, ale i za granicą. Tymczasem „Wiadomości” pp. Kurskiego, Paczuskiej, Marcina Tulickiego robią z Michnika kolaboranta. Z wyjątkiem jednej pochlebnej (acz anonimowej) opinii, cytują wyłącznie krytyków i wrogów Michnika i „michnikowszczyzny”.

Oczywiście Michnik nie jest święty i podlega ocenie, jak każdy, jego linia po 1989 r. miała i ma przeciwników (vide afera Rywina), jego wrogowie mają prawo głosu, ale świństwo, jakie popełnił pan Tulicki, polega na zdecydowanie jednostronnym i kłamliwym pokazaniu tej postaci, zgodnie z obowiązującą linią partii. Zamiast niezłomnego opozycjonisty otrzymujemy obraz obrońcy komunistów i wspólnika morderców żołnierzy wyklętych. Tulicki kiedyś pożałuje tego, co zrobił. Pasztet, jaki upichcił na Michnika, będzie mu się długo odbijał i leżał na żołądku. Zgłaszam go do nagrody „hiena roku”.

Teraz kolej na Antoniego Macierewicza. Jego wywiad „wSieci” nosi tytuł „Chcemy zbudować polski śmigłowiec” (bo widelec już mamy). Broniąc się przed zarzutem, jakoby strona polska negocjowała z Francuzami w złej wierze (o czym miałyby świadczyć jego rozmowy z Mielcem i Świdnikiem), minister obrony mówi: „Ale przecież te rozmowy zaczęły się dopiero kilka dni po zakończeniu rozmów z Francuzami. MON nie mogło dłużej czekać...”. Załóżmy, że tak było – o czym to świadczy, jak nie o tym, że ministerstwo nie miało „planu B” na wypadek niepowodzenia negocjacji z Francuzami? Gdy mleko się rozlało – rząd wpadł w panikę, stąd „last minute” podróże premier i ministra do Łodzi, Mielca i Świdnika, a także feeria pomysłów: tu kupimy kilka śmigłowców amerykańskich bez przetargu, w ramach „nagłej potrzeby operacyjnej”, tam dogadamy się z Ukrainą w celu stworzenia „środkowoeuropejskiej współpracy zbrojeniowej”, pogada się z Mielcem, Świdnikiem i Airbusem (o naiwności!) o nowych dostawach, bo wojsko „nie może czekać w nieskończoność”. W sumie chaos i improwizacja. Nie chciałbym lecieć helikopterem, którego pilotem byłby Macierewicz.

Muszę uważać, co piszę, gdyż minister ostrzega, że z autorami kłamliwych i agresywnych wypowiedzi (polityków i mediów), mającymi charakter świadomego szkodzenia polskiemu bezpieczeństwu, „spotkamy się w sądzie”. Jeżeli to nie jest karalne sądowo, to pozwalam sobie zwrócić uwagę na język i argumenty niektórych przedstawicieli strony rządowej. Macierewicz uznaje swoich krytyków za wrogów Polski, a ich wypowiedzi uznaje za „gardłowanie”: „Żaden z polityków gardłujących dziś przeciwko Polsce...” – mówi. „Gardłowanie, że chce się mieć na terenie Polski wojska sojusznicze...” – ten ton świadczy, jak bardzo rozdrażniony jest minister. Jego krytycy to dla niego „ludzie, którzy są zapiekli w nienawiści i których ogarnęło szaleństwo...”.

Przeciwieństwem szaleńca zapiekłego w nienawiści jest zawsze opanowany rzecznik prezydenta, dyrektor Marek Magierowski, którego pamiętam jako wyróżniającego się publicystę „Rzeczpospolitej” i gościa mojego programu w TOK FM (za co dziękuję i zapraszam ponownie!). Trochę szkoda Marka Magierowskiego na rzecznika, ale sam chciał. Tylko dlaczego w programie Moniki Olejnik rzecznik mówi, że prezydent nie będzie się kierował „widzimisię” liderów Platformy i Niezależnej. Czy ponadpartyjny rzecznik mówiłby również o „widzimisię” prezesa Kaczyńskiego? Czy wypowiedziałby się ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]