POLITYKA

Piątek, 18 sierpnia 2017

Polityka - nr 31 (3121) z dnia 2017-08-02; s. 94

Felietony / Passent

Daniel Passent

Frajerzy i kanalie

Coś w tym jest – pomyślałem po tym, jak Jarosław Kaczyński „bez żadnego trybu”, pieniąc się ze złości, krzyczał do opozycji w Sejmie: „Nie wycierajcie sobie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata. Niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami!”.

Coś w tym jest, że od czasu do czasu w polemice z Jarosławem ktoś pomaga sobie tragicznie zmarłym Lechem, i to może (acz nie musi) być nie fair, bo na taki argument trudno odpowiedzieć. To prawda, ale tylko do słów „zamordowaliście go” i „zdradzieckie mordy” – odpowiedział mój przyjaciel prawnik. I miał rację. Normalnie byłby to w Sejmie incydent bez znaczenia, ale te słowa wypowiedział najpotężniejszy człowiek w państwie, który ma premiera i ministrów, a do niedawna i prezydenta, na zawołanie. Prokurator generalny na jedno skinienie może się dobrać do „morderców i zdrajców”.

Opinia ministra policji na temat „protestantów” wiecujących przed Sejmem czy na Krakowskim Przedmieściu w czasie miesięcznicy nie pozostawia złudzeń, co władza myśli o swoich przeciwnikach. To „rozwydrzone bachory”, zdaniem wicepremiera Glińskiego. Czy stać ją na to, żeby kogoś aresztować pod zarzutem kontaktu fizycznego z policjantem lub innym pretekstem? Jeszcze miesiąc temu było to możliwe. Dzisiaj jest trudniej, po tym jak dziesiątki tysięcy manifestantów obroniły (przynajmniej na jakiś czas) Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa, społeczeństwo poszerzyło kurczące się granice wolności i bezpieczeństwa obywateli.

Niemniej jednak pokusa zemsty na „zdradzieckich mordach” istnieje. Pokusa „Norymbergi za Smoleńsk” istnieje. „Kolejne wybory zdecydują, która partia zapełni areszty” – pisał niedawno Marek Migalski w „Rzeczpospolitej”. Przeciwnicy polityczni nie traktują się już jak oponenci, tylko jak „wrogowie, których nie zawahają się wtrącić do więzienia”. Przedstawiciele opozycji – czytamy – obawiają się o własne bezpieczeństwo i nie wykluczają, że znajdą się w areszcie pod sfingowanymi zarzutami. Zresztą – dodajmy – nazwiska potencjalnych więźniów już padały, pomysł „Norymbergi za Smoleńsk” istnieje. Tusk zmierza na kolejne przesłuchanie. Zdaniem Migalskiego państwo Kaczyńskiego wydaje się skore i gotowe iść drogą ukraińską i włączyć więzienie do repertuaru politycznego. Temu służy przejęcie TK i sądów, potem ordynacji wyborczej i mediów. Jeśli ktoś stanie prezesowi na drodze, „nie zawaha się odebrać mu wolności i potraktować go tak, jak jego wschodni kolega potraktował Tymoszenko i innych przedstawicieli opozycji” – pisze Migalski.

Od siebie dodam, że świadczy o tym także coraz większy kaliber oskarżeń pod adresem opozycji, od niefrasobliwości i lekceważenia procedur po zdradę, spisek i morderstwo, jak również przypominanie, że (może poza Mariuszem Kamińskim) nie ma świętych krów, wszyscy są równi wobec prawa, jak również wobec specjalnie utworzonych instytucji „okołoprawnych”, takich jak komisja „weryfikacyjna” ministra Jakiego do spraw reprywatyzacji. A jeśli „zdradzieckie mordy” dojdą do władzy (najpewniej w drodze zamachu za pieniądze Sorosa), to czy ta nowa zwierzchność będzie również sprawiała krwiożercze wrażenie? Zdaniem Migalskiego – tak. Mają o tym świadczyć słowa Wałęsy utrzymane w duchu „jak Kuba Bogu – tak Bóg Kubie”. Innych dowodów nie przytacza, bo liberalna opozycja ich tylu nie dostarcza, ale konkluzja jest jednoznaczna: „Następne wybory rozstrzygną, kto zapełni cele na Rakowieckiej”.

Od pewnego już czasu w kręgach opozycyjnych toczy się dyskusja, jak potraktować przywódców IV RP po ich upadku? Po jakobińsku czy miłosiernie, w stylu Tuska? Do niedawna takie rozmowy wydawały się przedwczesne, a nawet śmieszne, ponieważ najpierw trzeba zdobyć władzę, wygrać wybory (jeśli to w ogóle będzie możliwe przy ewentualnie poprawionej ordynacji) i otworzyć rygle, które PiS po sobie pozostawi, na podobieństwo tych, jakie zmontowały reżimy w Ameryce Łacińskiej. Lipiec 2017 r. zmienił jednak sytuację – to, co wydawało się tak odległe, że aż niewyobrażalne, nagle stało się realne. „Ulica i zagranica” zmusiły władze do ustępstw, a one same wdały się w wojnę na górze. Myślenie o powojniu stało się więc uprawnione.

Znany prawnik prof. Marcin Matczak wspomina rozmowy, w których padają pytania, czy uda się winnych obecnego kryzysu ukarać? „Czy uda się »dać im nauczkę«, »wsadzić do pierdla«”. Skoro PiS zastąpił sędziów wybranych dublerami, należy wyrzucić dublerów, nie bacząc na konstytucję, rozwiązać sąd konstytucyjny i zastąpić nowym etc. Niestety, profesor chce nas pozbawić tej satysfakcji. Mówi, że warto być frajerem. Rozróżnia on sprawiedliwość proceduralną, zgodną z prawem, i sprawiedliwość materialną, czyli każdemu to, na co zasłużył. Ta pierwsza jest trudniejsza, szanuje na przykład domniemanie niewinności, ta druga zaraz po aresztowaniu pozwala ministrowi Ziobrze stwierdzić, że aresztowany chirurg nikogo już życia nie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]