POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 34 (2207) z dnia 1999-08-21; s. 80-81

Społeczeństwo

Tadeusz Olszański

Gdzie ciecze Bycza Krew

Za Stefana Batorego Polska sprowadzała z Węgier 350 tys. hektolitrów wina rocznie. Z tego okresu pochodzą też powiedzenia "Nie masz wina nad węgrzyna!" oraz "Hungariae natum, Poloniae educatum", bo antałki tokaju dojrzewały w szlacheckich piwnicach. Pozostał też z tamtego czasu odcinek tokajskiego traktu od Dukli do Jasła, którym na wymoszczonych słomą furach wożono w beczkach węgierskie wino. Nie zniszczyły tej świetnej do dziś drogi nawet radzieckie czołgi szturmujące dukielską przełęcz. Dziś importujemy z Węgier tylko 30 tys. hl za ok. 3,5 mln dolarów rocznie, co stanowi zaledwie jedną piątą kontyngentu objętego ulgowym cłem w ramach układu wyszehradzkiego (CEFTA).

Węgierskie wina wcale nie ustępują tym z południa - francuskim, hiszpańskim czy włoskim - a jeśli już, to raczej korzystną dla naszych kieszeni ceną. Straciły jednak w ostatnich latach na marce i dopiero ostatnio, powoli, odzyskują swoją klasę i wzięcie. Kapitalny klimat, górzystość i gleba idealne do uprawy winorośli na Nizinie Panońskiej sprawiły, że tamtejsze winiarstwo po każdej klęsce potrafiło się odrodzić. A było tych dopustów bożych co niemiara. Już pod koniec I wieku cesarz rzymski Domicjan wydał prawo ograniczające przywóz win z Panonii, ponieważ zaczęły niebezpiecznie konkurować z winami z Italii. Doszło nawet wtedy do karczowania niektórych winnic, ale stacjonujące nad Dunajem legiony rzymskie szybko zorientowały się, że podcinają gałąź, z której piją! Podobnie Maria Teresa zasiadająca na węgierskim tronie wprowadziła ostre cło, a potem ograniczenie eksportu węgierskiego wina do ilości, jaką sprzedawali austriaccy producenci. A że austriackie wina nie miały popytu, więc spadła wówczas natychmiast sprzedaż i węgierskich. Ta restrykcja stała się jednym z ważnych powodów, które doprowadziły do węgierskiego powstania przeciw Habsburgom w czasie Wiosny Ludów. Największym wszakże ciosem stało się upaństwowienie winnic w 1950 r. Wtedy to przegnano tysiące drobnych i wielkich producentów, by zastąpić ich socjalistycznymi kombinatami, gospodarującymi na olbrzymich areałach. Doprowadziło to do powstania win zbiorczych, jakichś stu kilkudziesięciu gatunków, które częstokroć dosładzane miały zagwarantowany zbyt w Związku Radzieckim oraz NRD. Wyginęły też w tym czasie wielkie winiarskie dynastie i z chwilą odzyskania wolności wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Po dziesięciu latach są już znów na Węgrzech tysiące producentów, jeszcze więcej gatunków win, z których najlepsze zdobywają złote medale na międzynarodowych konkursach i tym samym rynki zagraniczne.

Małe Węgry są poważnym producentem wina. Produkcja ok. 4,5 mln hl rocznie oraz bogata oferta plasuje je w pierwszej dziesiątce na świecie. Pod względem asortymentu również są potęgą. Białe wytrawne rieslingi i półwytrawne wina typu muscatel z okolic Balatonu, różowe z piaszczystych okolic Kecskemetu, czerwone wytrawne z południowych stoków Pecsu, Szekszardu i Villany oraz północnego Egeru nie ustępują winom reńskim, francuskim czy hiszpańskim. Niepowtarzalny wreszcie jest tokaj ze zboczy góry o tej nazwie położonej w widłach Cisy i Bodrogu. To właśnie tokaj podbił swego czasu Polskę, a król Francji Ludwik XV serwując tokaj pani Pompadour nazwał je "winem królów i królem win". Tokaj usiłowano podrobić na Krymie, w Alzacji i we Włoszech, ale nic z tego nie wyszło, bo oprócz wulkanicznej gleby o charakterze tego wina stanowi niepowtarzalna pleśń. Mimo to Francuzi oraz Włosi produkowali wino nazywane tokajem i dopiero niedawno, po ciągnącym się przez wiele lat i ostatecznie przegranym procesie przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze, zostali zmuszeni do zrezygnowania z zastrzeżonej przez Węgrów nazwy.

Węgierski tokaj posiada też niespotykaną właściwość i bez względu na miejsce przechowywania co roku burzy się w beczkach i przechodzi kolejną fermentację w momencie, kiedy na stokach Tokaja zakwitają winne krzewy. Henryk Fukier w swoich "Wspomnieniach staromiejskich" pisze, że tokaj choćby nie wiadomo jak daleko wywieziony, przez kilka lat zachowuje kontakt ze swoją rodzimą łozą winną i jakby nostalgię za ojczyzną. Umówił się też ze swoim przyjacielem dostawcą, iż będą sobie przysyłać depesze. I co roku, tego samego dnia, niemal o tej samej godzinie, szły telegramy: z Warszawy - wino zaczęło się burzyć; z Tokaju - dziś zakwitły winogrona!

Najsłynniejszy i najdroższy jest tokaj asszu, słodkie, deserowe wino o wysokiej zawartości szczawianów, które powstaje dzięki dodawaniu do wina koszów (puttonów) scukrzonych gron, prawie rodzynek. Im więcej puttonów (ok. 20 kg) na zręczną beczułkę, zwaną po węgiersku goncem, o pojemności 136 l, tym wyższej klasy tokaj asszu. Jest to jedno z niewielu węgierskich win stale obecnych w polskich sklepach winnych oraz w marketach. Tokaj im starszy, tym lepszy i droższy. Na aukcjach win w Budapeszcie butelka tokaju asszu 6 puttonów, liczącego sobie 15-25 lat, w dodatku z dobrego rocznika, uzyskuje cenę nawet 10 tys. dolarów. Sławę i wzięcie tokajów w Polsce w minionym wieku ugruntowały trzy rody - Fukierów w Warszawie, Lippoczych w Tarnowie oraz Boimów we Lwowie.

Drugim winem, które miało wielkie wzięcie w Polsce, był Egri Bikaver, czyli Bycza Krew z Eger. Swoją nazwę zawdzięcza historycznej obronie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Tagi

alkoholwinoWęgry