POLITYKA

Sobota, 24 czerwca 2017

Polityka - nr 25 (3064) z dnia 2016-06-15; s. 15-17

Temat tygodnia

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Generałowie starej wojny

PiS stara się wychować sobie opozycję własnych marzeń. I odnosi na tym polu sukcesy.

Partia rządząca kontynuuje politykę zjednywania poparcia za publiczne pieniądze. Po 500 plus ogłosiła program mieszkaniowy finansowany z budżetowych środków. „Zajmujemy się sprawami ludzi, a administracja brukselska sama sobą” – stwierdziła ostatnio premier Szydło. Ta strategia opiera się także na badaniach opinii, gdzie praworządność, przestrzeganie reguł demokracji i obywatelskie wolności znajdują się na dalszych miejscach w rankingu najbardziej pożądanych przez społeczeństwo celów. Polska polityka nieodwołalnie się zmieniła, a walka opozycji z partią rządzącą stała się bardzo trudna. To władza daje, a opozycja może tylko obiecywać, że za trzy lata da więcej.

I to jest pierwsza „dyrektywa”, za pomocą której PiS wychowuje opozycję. Jeśli chcecie nas pokonać, spróbujcie być jeszcze większymi populistami, obiecujcie już zupełne zrujnowanie kasy państwa, kompromitujcie się kompletnie jako byli liberałowie i obrońcy zrównoważonego budżetu. W dodatku będzie to wyglądać na żałosne naśladownictwo, a wiadomo, że oryginał lepszy.

Druga lekcja PiS to obrzydzanie polityki jako takiej. Najnowsza, choć niewypowiedziana definicja brzmi następująco: polityką jest to, czym zajmuje się Schetyna. Czyli że zajmuje się sam sobą oraz gnębieniem swoich kolegów partyjnych, kręci, kombinuje. Partia rządząca zaś ciężko haruje dla kraju, broni tożsamości i suwerenności; jest to praca patriotyczna, a nie żadna brudna polityka. Propagandyści PiS nieustannie powtarzają, że na marszach KOD pojawiają się „przegrani politycy opozycji” i jest to przedstawiane jako skandal, że to nie o protest społeczny chodzi, ale o „polityczne gierki”.

A opozycja po części ulega tej narracji. Mateusz Kijowski, lider KOD, powiedział niedawno: „KOD nie zamierza się mieszać w walkę o władzę, choć jest bardzo zaangażowany w politykę”. Ta formuła, choć zręczna, jest jednak również echem tego obrzydzania przez PiS polityki i partyjności. Kaczyńskiemu wolno mieć stuprocentową partię, ale opozycja to tylko „oderwani od koryta” zgrani politykierzy. Dlatego w antypisowych środowiskach słychać, że KOD należy trzymać z dala od partyjności. Nie można dopuścić, aby przekształcił się w regularną partię, bo byłby, o zgrozo, podejrzewany, że chodzi mu o przejęcie władzy, „zraziłby wiele osób, które mają dość polityki”.

Zatem ruch, który walczy o zasady demokracji z antydemokratyczną władzą, ogniskuje emocje tych, którzy pragną odsunąć PiS od rządów, sam do władzy ma się nie pchać. A KOD nieprzeliczalny na konkretne mandaty w Sejmie będzie miał znaczenie tylko symboliczne. Przy czym mało kto wierzy, że Petru i Schetyna zdołają tę władzę Kaczyńskiemu wyszarpać. Pojawia się pytanie, kto zatem ma objąć rządy po PiS, jeśli Kijowski ma się nie mieszać do życia partyjnego, a Platforma i Nowoczesna podbierają sobie nawzajem z sondażu na sondaż po dwa–trzy procent poparcia? W tych naczyniach połączonych wody na razie nie przybywa.

Trzecie ćwiczenie, jakie serwuje PiS opozycji, to krytyka: jesteście zdrajcami, którzy buntują Unię Europejską przeciwko Polsce na tle sporu o Trybunał Konstytucyjny. To mocny chwyt, z którego opozycja wciąż nie potrafi się wyzwolić. Chociaż PO i Nowoczesna są nieustannie oskarżane o zakulisowe konszachty z Komisją Europejską, formalnie żadnych deklaracji popierających kolejne decyzje KE w sprawie polskiego rządu nie podjęły. Oficjalnie opozycja nie chce europejskich sankcji, aby nie być oskarżoną o sprzyjanie „naruszaniu suwerenności” kraju, jak też o szkodzenie interesom zwykłych Polaków. Z drugiej strony bez realnej groźby lub choćby ewentualności wprowadzenia restrykcji, zwłaszcza finansowych, PiS się nie cofnie; i tak trwa pat, który gra na korzyść dzisiejszej władzy. To, obok 500 plus, najmocniejszy nelson, jaki założył opozycji Kaczyński.

Czwarty przekaz rządzących: zajmujecie się tylko jednym tematem; gdyby nie było kwestii TK, to już nic nie mielibyście, dlatego tak się tego trzymacie i nie chcecie kompromisu. Opozycja szamoce się między jakimiś negocjacjami z PiS, składaniem własnych projektów ustaw o TK (jak ten autorstwa KOD) a powtarzaniem „wydrukować wyrok, zaprzysiąc sędziów”. Raz jest to spór czysto prawny, a kiedy indziej – polityczny. Następuje, używając określenia prof. Zybertowicza, „rozwibrowywanie” problemu. Już nie wiadomo, co negocjować, w jakiej sprawie siadać do rozmów, żeby nie być oskarżonym o to, że nie chce się kompromisu. Bo społeczeństwo kompromisu chce. Tak jakby nie było wielu innych antydemokratycznych pomysłów władzy – zawłaszczenia mediów, inwigilacji, tzw. ustawy antyterrorystycznej, konfiskaty mienia, „reformy” sądownictwa.

W jakiś sposób PiS korzysta na tej politycznej monokulturze, bo spór o sam Trybunał Konstytucyjny tuszuje sprawy, którymi tenże powinien się zająć. Ale jeśli tylko opozycja przedstawi swoje szersze programy ekonomiczne i społeczne, będą skrytykowane ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]