POLITYKA

Czwartek, 31 lipca 2014

Polityka - nr 45 (2477) z dnia 2004-11-06; s. 78-80

Historia / Dlaczego pamięć zawodzi

Marcin Zaremba

Good bye, Gierek!

Powiedzmy otwarcie: brakuje dobrych historycznych opracowań lat 70. Okres ten, w porównaniu do innych etapów Polski Ludowej, jest po prostu zaniedbany. Swoisty paradoks – po angielsku opublikowano więcej książek o tamtych latach PRL niż po polsku. Wiedzę zastępują więc sentymenty.

Komuno wróć” – z przesadą zatytułowała swego czasu jedna z gazet wyniki badań sondażowych. Na pytanie bowiem: „Który przywódca zrobił najwięcej dla Polski po II wojnie światowej? ” – 46 proc. Polaków wskazało na Edwarda Gierka. Nie wynika z tego, że chcą powrotu komunizmu z jego symbolami: dyktaturą monopartii, propagandą i cenzurą, podległością wobec ZSRR. Wynika zaś, że mają sentyment do byłego I sekretarza PZPR.

Źródeł tęsknoty za dekadą Gierka jest dziś wiele. Bez wątpienia mamy do czynienia z nostalgią będącą wynikiem rozczarowania współczesnością. To nie jest tęsknota za starym porządkiem, lecz za utraconym bezpieczeństwem socjalnym, względnym dobrobytem, gwarancją pracy. To również emocjonalnie ugruntowane przekonanie, że to, co się robiło w młodości, miało sens, nie było czarną dziurą w biografii.

Gomułka na emeryturę

By zrozumieć dzisiejszą fascynację Gierkiem i ówczesne nadzieje Polaków z początków jego dekady, warto cofnąć się do czasów poprzednika. Za ilustrację tej podróży w czasie posłużą wyniki nigdy nie publikowanych badań OBOP z lat 60. i 70.

Wedle ówczesnych europejskich standardów Polska końca lat 60. była krajem biednym i zaniedbanym. Łatwo można było to dostrzec na ulicach miast, zwłaszcza średnich i małych. Nieotynkowane stare domy, ulice w dużej mierze brukowane, słabo oświetlone, gdzie ciągle straszyły pozostałości po wojnie: puste place i ruiny. Nowych domów budowano mało, co przy skali potrzeb jednego z najbardziej zniszczonych w czasie II wojny krajów i w dodatku szykującego się do przyjęcia w dorosłe życie powojennego wyżu demograficznego, czyniło problem mieszkaniowy szczególnie palącym.

Po polskich drogach jeździło w 1971 r. tylko 556 tys. samochodów osobowych. Odpowiadało to nasyceniu rynku samochodami w Wielkiej Brytanii w 1928 r., a Szwecji w 1932 r. Środki komunikacji miejskiej pękały w szwach. Jakiś zirytowany anonimowy podróżny skarżył się radiowej Fali 56: „Jest zima, pasażerowie stoją na mrozie, potupując z zimna chuchają w dłonie, wyczekując, który autobus raczy jechać wg rozkładu jazdy. Stan autobusów jest poniżej krytyki. Kiedy poprosić szanowne panie z kasy biletowej PKS o wyjaśnienie, czy autobus pojedzie, czy nie, chociaż pora odjazdu dawno minęła, otrzymuje się wyjaśnienia skąpe a nawet nieprawdziwe. Ta sytuacja powtarza się codziennie”.

Bieda zwykle łączy się z brudem. Polska Gomułki była brudna i niedomyta, poziom higieny osobistej – niski. Służba zdrowia zacofana i niedoinwestowana. Jedną z najgroźniejszych chorób zakaźnych pozostawała gruźlica (400 tys. osób zarejestrowanych w poradniach przeciwgruźliczych). Śmiertelność niemowląt – ważny wskaźnik cywilizacyjny – mimo systematycznego spadku należała do najwyższych w Europie.

Gdy w tym czasie na Węgrzech można było dostać piętnaście gatunków kawy i japoński sprzęt RTV – w Polsce brakowało wszystkiego: permanentnie mięsa i wędlin, okresowo nabiału, owoców i warzyw, nawet chleba. W latach 60. ogłoszono kilka dużych podwyżek, a ceny podnoszono też po cichu. Ponieważ wzrost płac był minimalny, rosły koszty utrzymania, a z nimi społeczna frustracja. Mieczysław F. Rakowski, ówczesny naczelny „Polityki”, zapisał w swoim dzienniku w 1965 r.: „Od kilku lat mamy w kraju fatalne zaopatrzenie. W sklepach brakuje wielu towarów, powszechnym zjawiskiem są kolejki przed sklepami mięsnymi. Jednocześnie, w tym samym czasie, stale mówimy o tym, że rozwijamy się gospodarczo, pniemy się w górę etc. Ciekaw jestem, jak długo ludzie będą się godzić z tą sytuacją? Czy nigdy im się to nie znudzi? ”.

Dwa lata później jakaś słuchaczka radia z niepokojem pytała: „Czy to prawda, że od 1.I.1968 r. znowu ma wszystko podrożeć, a przede wszystkim mieszkania. No i w związku z tym ma być jak zwykle wyrównanie pensji i podwyżka rent. Mnie na samą myśl o tym rozpacz ogarnia. My nie chcemy żadnego wyrównania i nie chcemy, by wszystko drożało. Po tamtej wojnie co roku było coraz lepiej, a po tej wojnie coraz gorzej. Dlaczego brak mięsa, wędlin, a szynka jak się pokaże, to ludzie mało się nie pozabijają, tak się w ogonku pchają”.

Pracowało się wówczas długo, bo 46 godzin przez sześć dni w tygodniu plus nadgodziny (w niektórych zakładach dochodziły nawet do 800 godzin w roku). Na dodatek pod koniec dekady zaczęło rosnąć bezrobocie, zwłaszcza wśród kobiet i młodzieży. Wszystko to razem wzmagało poczucie beznadziei, czego odbiciem był ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]