POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 35 (2156) z dnia 1998-08-29; s. 29-30

Świat

Zdzisław Raczyński

Gorszy rubel w garści

"Dewaluacji rubla nie będzie. Oświadczam to zdecydowanie i wyraźnie" - zapewnił Borys Jelcyn 14 sierpnia. Kategoryczne oświadczenie prezydenta Rosji na krótko tylko uspokoiło sytuację na moskiewskiej giełdzie, gdzie dzień wcześniej akcje większości notowanych spółek straciły podczas jednej sesji 15-25 proc. wartości. 17 sierpnia panika na giełdzie przeniosła się do banków. Kurs sprzedaży dolara wzrósł w kantorach Moskwy z 6,4 nawet do 9,5 rubla.

Wieczorem tego dnia rząd i Bank Centralny Rosji zgodziły się faktycznie na 50-procentową dewaluację rubla. 19 sierpnia na giełdzie w Moskwie nastąpiło kolejne tąpnięcie. "Jeśli giełda byłaby barometrem sytuacji gospodarczej i politycznej kraju, to mielibyśmy do czynienia z rewolucyjnym kataklizmem o ogólnorosyjskim zasięgu" - ocenia sytuację wnikliwy politolog Wiaczesław Nikonow. Lider komunistycznej opozycji Giennadij Ziuganow nie używa trybu warunkowego. "Totalne bankructwo. To nie jest krach rubla. To krach Jelcyna" - stwierdza kategorycznie Ziuganow. Jednak sytuacja gospodarcza i finansowa Rosji, chociaż dramatyczna, nie grozi jeszcze katastrofą. Nawet astronomiczne długi państwa (suma wewnętrznego i zagranicznego zadłużenia sięga 200 mld dolarów) o niczym nie przesądzają - to niewiele ponad 40 proc. PKB Rosji. Wszystko teraz zależy od tego, jak rządowi Siergieja Kirijenki uda się zrealizować plan działań antykryzysowych.

Przejście do płynnego kursu rubla, który ma się wahać w przedziale od 6 do 9,5 rubla za dolar do końca br. (jest to właśnie owo przyzwolenie na dewaluację), pozwoli osłabić trwającą od początku roku presję na rosyjską walutę. Problem polega na tym, czy uda się utrzymać płynny, stopniowy spadek rubla, czy też runie on, grzebiąc ekipę młodego premiera, a może i samego prezydenta.

Drugie otwarte pytanie polega na tym, w jaki sposób rząd przeprowadzi wymianę krótkoterminowych obligacji państwowych (na których wykupienie potrzeba byłoby wydać w najbliższych czterech miesiącach 109 mld rubli) na nowe, długoterminowe papiery wartościowe, nie dopuszczając przy tym do bankructwa banków, które posiadają obecnie te obligacje. To, że część banków polegnie, nie ulega kwestii. Przewodniczący Stowarzyszenia Banków Rosyjskich Siergiej Jegorow ocenia, że z 1600 banków przetrwa połowa. Minister finansów Michaił Zadornow uważa, że tylko 30 banków jest w stanie przeżyć głębszą dewaluację rubla.

Wreszcie, ogłoszone na 90 dni moratorium na spłatę kredytów zagranicznym inwestorom i zakaz nabywania przez nie-rezydentów krótkoterminowych (do 1 roku) aktywów odgrodzi rynki od napływu gorących spekulacyjnych pieniędzy, których ucieczka przyspieszyła i spotęgowała obecny kryzys. Ale jak przy tym zdobyć zaufanie zagranicznych inwestorów do rubla, skoro i tak bezpośrednie zagraniczne inwestycje w Rosji w latach

1989-97 wyniosły tylko 9,7 mld dol., co daje zaledwie 62 dolary na 1 mieszkańca. Dla porównania: bezpośrednie inwestycje zagraniczne per capita w tym samym okresie na Węgrzech wynosiły 1520 dol., w Polsce - 222 dolary (dane Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju).

Wicepremier Anatolij Czubajs oraz minister finansów Zadornow emanują urzędowym optymizmem, zapewniając, że państwo rosyjskie ma wystarczające zasoby i środki, aby utrzymać wymienialność rubla i ochronić obywateli przed negatywnymi następstwami dewaluacji. Jednakże jeśli nawet plan antykryzysowy powiedzie się, Rosja uzyska tylko chwilę oddechu, ale nie wyjdzie na prostą bez głębokich, radykalnych zmian systemowych, w tym także - a może przede wszystkim - politycznych.

Obecny kryzys finansowy nie jest bowiem, jak utrzymują przedstawiciele rosyjskiego rządu, rezultatem niesprzyjającej koniunktury na rynkach światowych, lecz przejawem nieprzezwyciężonego kryzysu strukturalnego. Oczywiście, w warunkach globalizacji rynków finansowych nie sposób kwestionować wpływu kryzysu w Azji. Nie można ignorować negatywnych następstw głębokiego spadku cen na ropę naftową (jej eksport daje Rosji około jednej piątej dochodów walutowych). Najważniejszą i pierwszą przyczyną jest jednakże chory system społeczno-gospodarczy współczesnej Rosji. Nie jest zapewne sprawą przypadku, że kryzys finansowy najboleśniej dotknął te kraje Azji, w których sposób organizacji gospodarki i metody zarządzania finansami przypominają realia rosyjskie. Koreańskie chebole, indonezyjskie chuco i rosyjskie grupy oligarchiczne funkcjonują podobnie: ścisłe związki z bankami i władzą polityczną, półkryminalne stosunki własnościowe, procesy decyzyjne opierające się na nieformalnych powiązaniach osobistych, nieprzejrzyste, skryte przed opinią publiczną i nie poddane kontroli rozliczenia finansowe.

System oligarchiczny, który ukształtował się w Rosji i który w realiach rosyjskich - trafnie zauważają jego krytycy - przeniósł do warunków kapitalistycznych starą komunistyczną tradycję skupiania własności i politycznej władzy w jednych rękach, funkcjonował w miarę bezkolizyjnie w sytuacji wzrostu gospodarki światowej na początku lat 90. (dochody z eksportu surowców, kontrolowanego przez wielkie konglomeraty finansowo-przemysłowe) i niezakończonego podziału własności państwowej. Prawdę o chorej gospodarce pomagały kamuflować brane na kredyt (na rynku wewnętrznym i zagranicznym) pieniądze oraz nieczytelny system finansowo-podatkowy (niezliczone ulgi i przywileje, wzajemne zaliczenia długów). Pierwsze oznaki nerwowości na rynkach światowych roztrzaskały mit o rzekomej stabilizacji makrogospodarczej w Rosji, której wskaźnikiem miała być 11-procentowa inflacja w ub. r. (pominięto przy tym fakt, że około 50 proc. rozliczeń dokonuje się w różnych formach barteru) i sztucznie podtrzymywany wysoki kurs rubla.

Niebezpieczne ambicje oligarchów (Borys Bieriezowski: "Rząd powinien być wyznaczany przez wielkich biznesmenów") próbowano oczywiście ukrócić. Zwłaszcza kiedy interesy konglomeratów stawały w oczywistej sprzeczności z przyszłością reform i spokojem społecznym. Pierwsze próby uporządkowania sytuacji podjęto (pierwsza rekonstrukcja rządu Wiktora ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]