POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 26-27

Polityka

Marek Henzler

Gra w dekomunizatora

Polityczna zmiana nie ominęła Sejmu Dzieci i Młodzieży, który od 1994 r. zbiera się w Dniu Dziecka przy Wiejskiej. Aby w tym roku zdobyć mandat dziecięcego posła, należało w swoim otoczeniu wyszukać symbole propagujące systemy totalitarne i w ich miejsce zaproponować lokalnych bohaterów.

Rekrutację prowadziła Kancelaria Sejmu we współpracy z IPN, który młodym dekomunizatorom służył merytoryczną pomocą i oceniał ich pracę. Po ogłoszeniu przez nią reguł tegorocznej rekrutacji pojawiły się głosy, że dobry edukacyjny projekt, jakim dotąd był SDiM, obecna władza wykorzysta nie do edukowania, a do indoktrynowania młodego pokolenia. Konkursowe zadanie nawiązywało wprost do przyjętej w 2016 r. ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Do września nazwy „odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989” mają być usunięte. Ustawa zadanie to nałożyła na władze samorządowe. Nie ma w niej ani słowa o udziale w dekomunizacji niepełnoletnich uczniów.

W 2017 r. Kancelaria Sejmu do ubiegania się o mandaty posłów zaprosiła uczniów, którzy w dniu rozpoczęcia rekrutacji (27 lutego) mieli ukończone 13 lat, a 1 czerwca br., w dniu posiedzenia SDiM, nie będą mieć ukończonych 18 lat. W latach poprzednich kandydować mogli wszyscy uczniowie gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych niezależnie od ich wieku. Ta zmiana regulaminu spowodowała, że do rywalizacji stanęli uczniowie (13-latkowie) z ostatniej klasy podstawówki, uczniowie gimnazjów, w których nauka historii kończy się na 1918 r., oraz uczniowie z pierwszych i w części z drugich klas (urodzeni przed 1 czerwca) szkół ponadgimnazjalnych.

Prawo kandydowania odebrano uczniom z klas maturalnych i w dużej części z drugich klas tych szkół. Na protesty uczniów z już zaliczoną „osiemnastką”, oraz Rady ds. Młodzieży przy ministrze edukacji i posła Jakuba Kuleszy z Kukiz’15, Agnieszka Kaczmarska, szefowa Kancelarii odpowiedziała, że ci mogą już aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym, m.in. głosując w wyborach i działając w partyjnych młodzieżówkach.

Uczniowie pozbawieni prawa kandydowania do SDiM piszą, m.in. na Facebooku SDiM, że była to decyzja polityczna, która starszym rocznikom uczniów, wyzwolonym spod kurateli rodziców i szkoły, miała odciąć dostęp do sejmowej mównicy. Już podczas ubiegłorocznej sesji dziecięcego Sejmu nie brakowało wystąpień odbiegających od głównego tematu obrad: „Miejsca Pamięci – materialne świadectwo wydarzeń szczególnych dla lokalnej i narodowej społeczności” i nawiązujących za to do bieżącej polityki. Padały pytania o los Trybunału Konstytucyjnego, o uchodźców i aborcję, atakowano Unię Europejską, a posłanka Karolina Wójcicka powiedziała wprost, zwracając się do gości SDiM – minister edukacji i posłów z dorosłego Sejmu: „Jest mi wstyd za to, w jaki sposób rządzicie naszym państwem”. 1 czerwca br. okaże się, czy tegoroczny Sejm Dzieci (tak po regulaminowej „dobrej zmianie” SDiM nazywają uczniowie ze starszych klas) będzie dalej Sejmem rozpolitykowanym czy już spacyfikowanym.

Na razie na internetowej sejmowej platformie sdim.sejm.gov.pl można zajrzeć do sprawozdań dwuosobowych zespołów młodych dekomunizatorów. Zgłosiły się 522 zespoły (przed rokiem 626), a ich dokonania oceniała komisja wyznaczona przez IPN. Najlepsze 230 zespołów nagrodzono mandatami posłów.

Aby na to zasłużyć, trzeba było w czasie 6 tygodni zdobyć informacje o istniejących dotąd we własnej gminie czy mieście symbolach komunistycznego zniewolenia: nazwach ulic, placów, szkół czy osiedli, o pomnikach i tablicach itd. Należało dotrzeć do dokumentów (np. uchwał rad narodowych nadających dekomunizowane dziś nazwy, relacji z gazet, fotografii i przewodników po okolicy). Trzeba było nagrać wywiady ze świadkami historii, dotrzeć do historyków regionalistów, akt w gminnych urzędach i oddziałach IPN. W miejsce dekomunizowanych symboli należało zaproponować lokalnych bohaterów, przekonując do ich kandydatur mieszkańców i radę gminy poprzez zorganizowanie okolicznościowej wystawy, gry miejskiej, badanie ankietowe i wciągnięcie do współpracy lokalnych mediów. Na koniec sprawozdanie z dekomunizacji (opis, zdjęcie, filmy) i propozycje uhonorowania lokalnych bohaterów należało wysłać do oceny na sejmową rekrutacyjną platformę.

W prawie każdym ze sprawozdań młodzi dekomunizatorzy informują, że w ich miejscowościach większość, a często już wszystkie symbole nawiązujące do totalitarnych systemów usunięto w latach 1989–92. Nie ma już ulic Lenina, Rewolucji Październikowej, Dzierżyńskiego, Bieruta, Nowotki, Fornalskiej, Koniewa czy Rokossowskiego. Zburzono lub w muzealnych składnicach schowano pomniki Lenina, Dzierżyńskiego, Bieruta i innych przywódców. Pozostało jeszcze sporo nazw-symboli nawiązujących do świąt, rocznic i wydarzeń świętowanych w poprzednim ustroju (22 Lipca, 9 Maja czy dat wyzwolenia spod niemieckiej okupacji), oddającym cześć działaczom przedwojennej KPP i dąbrowszczakom, upamiętniających lewicową partyzantkę, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]