POLITYKA

Czwartek, 19 października 2017

Polityka - nr 17 (3108) z dnia 2017-04-26; s. 28-29

Polityka

Anna DąbrowskaWojciech Szacki

Gwiazda serialu

Wysiłki komisji śledczej ds. Amber Gold budzą na razie umiarkowane zainteresowanie. To może się jeszcze zmienić, gdy przed komisję zawitają Tuskowie. Wtedy szefowa komisji Małgorzata Wassermann stanie w blasku reflektorów.

Do szerszej publiczności przebiło się jak dotąd grudniowe przesłuchanie sędziego Ryszarda Milewskiego. To wtedy Marek Suski dopytywał o nazwisko „carycy Katarzyny”, nie pojmując, że świadek miał na myśli Katarzynę Wielką. Cichą bohaterką tej sceny była klubowa koleżanka Suskiego i szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann, która nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. – Staram się nie śmiać ani nie płakać, choć czasem jest ciężko – powiedziała potem znajomemu posłanka. To ona będzie rozliczana za rezultaty prac komisji.

Komisja ma wyjaśnić sprawę, odkryć mechanizmy, usprawnić instytucje, by taka afera się nie powtórzyła. Ale komisja ma też pomóc w naprawieniu krzywd tysięcy poszkodowanych. I to jest naszym celem, a nie atakowanie politycznych przeciwników. Wciąż nie jesteśmy nawet w połowie prac, wciąż nie znamy wszystkich dowodów. Nie sądzę jednak, by Marcin P. wymyślił cały skomplikowany proceder. On był wcześniej karany za drobne przestępstwa – przekonuje Wassermann.

Fotel szefowej komisji zaproponował jej Kaczyński. Jej ojciec – Zbigniew Wassermann – pracował w dwóch takich komisjach – najpierw w sprawie PKN Orlen, a tuż przed katastrofą smoleńską w tej dotyczącej tzw. afery hazardowej. – Prezes bardzo go wtedy chwalił za to, że nie poszedł do komisji jak inni, aby się wypromować, ale żeby ciężko pracować – mówi poseł z władz PiS.

Małgorzata Wassermann opowiadała Bogdanowi Rymanowskiemu w wywiadzie rzece „Zamach na prawdę”, że praca w hazardowej była dla „ojca harówką i tylko najbliższa rodzina wiedziała, ile go naprawdę kosztowała”. Sama wybrała identyczny model pracy. Z POLITYKĄ rozmawia późnym wieczorem, po wielu godzinach lektury akt. Narzeka, że od trzech miesięcy nosi w torebce niezrealizowaną receptę na okulary.

O ile Suski jest w komisji „uchem prezesa”, o tyle Wassermann – z zawodu adwokatka – ogarnia sprawę merytorycznie. Jeździ do gdańskiego sądu, czyta tysiące stron akt, przesiaduje w kancelarii tajnej, przygotowuje pytania. Jest bardzo drobiazgowa. – Nakazała sprawdzić w PKW, czy małżeństwo P. nie wpłacało pieniędzy na kampanie PO. Nie znaleziono takich wpłat – mówi polityk opozycji.

Krzysztof Brejza, który w komisji reprezentuje PO, opowiada, że w pierwszych miesiącach przewodnicząca szanowała reguły Kodeksu postepowania karnego, nie zadawała oceniających pytań, była powściągliwa. – Później stała się bardziej nerwowa, zapiekła, a zdarza się nawet, że upokarza świadków – uważa Brejza.

Na posiedzeniu 19 kwietnia komisja przesłuchiwała byłych dyrektorów z resortu infrastruktury, bo przeszła właśnie do badania lotniczego wątku afery. Gdy świadkowie zasłaniali się niepamięcią i lawirowali, to Wassermann się irytowała: stop!, stop! – próbowała przywołać jednego do porządku. „Jakim cudem pan sprawował tę funkcję?” – pytała. „Pan obraża inteligencję nas wszystkich i tych, którzy nas oglądają” – stwierdziła. Poseł z komisji: – Gdy zeznawali związani z PiS były szef KNF Stanisław Kluza czy były minister sprawiedliwości w rządzie PO Jarosław Gowin, to przewodnicząca była dla nich wyrozumiała.

We wspomnianej już książce wyraziła żal, że „kiedy ojciec zginął, komisja szybko skończyła pracę i nie doszła do konkluzji”.

Komisja ds. Amber Gold szybko pracy nie skończy.Jesteśmy dopiero w połowie drogi, a może nawet jeszcze i tu nie doszliśmy – mówi Marek Suski, wiceszef komisji. Sama Wassermann mówiła w „Gościu Niedzielnym”, że chciałaby skończyć przed upływem tej kadencji. Komisyjne sceny z udziałem Donalda Tuska będą więc zapewne elementem kampanii. Ale zanim Tusk przyleci z Brukseli, to na przesłuchaniu 21 czerwca przed komisją stawi się Michał Tusk. Pracując w Porcie Lotniczym w Gdańsku, współpracował z należącą do Amber Gold spółką OLT Express.

Donald Tusk w wywiadzie dla POLITYKI w lipcu zeszłego roku mówił, że „nie ma wątpliwości, że ta komisja jest wycelowana we mnie, jej inicjatorzy nawet tego nie ukrywają”. Dlaczego tak długo chcecie czekać na Tuska? – pytamy Marka Suskiego. – Chcemy się dobrze przygotować na jego przesłuchanie, bo on ponosi polityczną odpowiedzialność za aferę.

Strategia PiS w komisji jest prosta, kolejne przesłuchania mają służyć gromadzeniu amunicji przeciw byłemu premierowi. – Jeśli Donald Tusk będzie zasłaniał się niepamięcią albo powie, że instytucje działały, to my mu opowiemy, co wynika z zeznań ludzi, którzy mu podlegali. Będziemy twardo rozmawiać o faktach – zapowiada poseł PiS.

Jeśli chodzi o Tuska, to cel jest jasny: zarzuty z art. 231 Kodeksu karnego, czyli niedopełnienie obowiązków (brak nadzoru nad podległymi sł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]