POLITYKA

Czwartek, 27 lipca 2017

Polityka - nr 17 (3056) z dnia 2016-04-20; s. 22-23

Polityka

Janina Paradowska

Hanna wenecka

Odwołanie Hanny Suchockiej z Komisji Weneckiej przez polskie władze, wkrótce po niekorzystnym dla rządu PiS raporcie tej instytucji, zwróciło ponownie uwagę na tę bardzo interesującą postać polskiej polityki. Polityki, której już nie ma.

Hanna Suchocka z polskiej sceny politycznej zeszła wiele lat temu. W opinii publicznej długo istniała wyłącznie dzięki temu, że przez 12 lat była ambasadorem przy Stolicy Apostolskiej, i zdaniem wielu powinna tę funkcję sprawować dożywotnio, bo nikt nie miał tylu znajomości, takiej pozycji i poważania.

W krajowych wyborach przestała startować już w 2001 r., w sprawach politycznych nie wypowiadała się. Nawet fakt, że była pierwszą kobietą premierem, też już zaciera się w pamięci. Choć pewnie jeszcze wielu pamięta posła Solidarności Alojzego Pietrzyka, który triumfalnie przywiózł do Sejmu uchwałę władz związku cofającą poparcie dla jej rządu. Gabinet upadł jednym głosem, prezydent Wałęsa rozwiązał parlament, Suchockiej powierzył kierowanie Radą Ministrów do wyborów, a Solidarność utorowała drogę do władzy tak znienawidzonej przez siebie postkomunie.

Premier z potrzeby

Teraz Hanna Suchocka przestaje być członkiem Komisji Weneckiej. Prawda, że pod koniec kwietnia mija jej kolejna kadencja, ale jaki kraj rezygnuje ze stanowiska wiceprzewodniczącego takiego gremium, wypracowanego długim i pracowitym trwaniem (ledwie trzy osoby mają w Komisji taki staż jak Suchocka)? Prawicowe media ucieszyły się, że antypolski „szkodnik” wreszcie odchodzi.

Swoją pozycję w Komisji Weneckiej Suchocka budowała także unikatowym doświadczeniem kraju, który przeszedł transformację ustrojową. Jej ponad 50 ekspertyz i opracowań odnosi się głównie do krajów postkomunistycznych i ich zmagań z konstytucjami, budowaniem demokratycznego ustroju czy niezawisłego wymiaru sprawiedliwości. Na Ukrainie, którą w ostatnich latach Suchocka zajmowała się bardzo intensywnie (ponad 20 opinii w różnych kwestiach), mówiono, że lepiej zna konstytucję tego kraju niż większość miejscowych parlamentarzystów.

W rozpatrywaniu polskiego wniosku nie uczestniczyła, taka bowiem zasada obowiązuje w Komisji. Nie ukrywa jednak, że losy polskiego Trybunału są dla niej ważne, że z opinią Komisji się utożsamia. Jej pozycja w Komisji, funkcja pierwszej wiceprzewodniczącej, wynikała właśnie w dużym stopniu z wysokiej oceny polskiego Trybunału, stawianego za wzór także krajom o ustabilizowanej demokracji. Jej ostatnie prace w KW to ocena zmian w konstytucji w Turcji, z tak kontrowersyjnymi przepisami, jak wprowadzanie stanu nadzwyczajnego czy pozbawianie obywatelstwa. Zajmowała się więc tematami najbardziej gorącymi.

Jej kariera nie była oczywista. – Suchocka? Kto to właściwie jest Suchocka – dopytywał podobno Jan Rulewski, kiedy w lipcu 1992 r. liderzy kilku partii głowili się, jaki rząd stworzyć i kto mógłby zostać premierem po upadku gabinetu Jana Olszewskiego, przygniecionego operacją teczkową Antoniego Macierewicza, i po nieudanej, kilkutygodniowej misji Waldemara Pawlaka. Jedna z wersji głosiła, że jej kandydatura powstała z dziennikarskich plotek i spekulacji.

Choć Hanna Suchocka miała już długi poselski staż (po raz pierwszy z ramienia Stronnictwa Demokratycznego pojawiła się w Sejmie w 1980 r.), była słabo rozpoznawalna, bo kogo specjalnie interesuje wiceprzewodnicząca komisji ustawodawczej, wówczas najbardziej zapracowanej, ale niebudzącej medialnego zainteresowania.

Ustawa zasadnicza była dla Suchockiej, doktor prawa konstytucyjnego, motywem przewodnim na forum międzynarodowym w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy czy w polskim Sejmie. A nawet jeszcze wcześniej, nim część pomysłów konstytucyjnych trafiła do Sejmu, ale już istniała w programie Stronnictwa Demokratycznego, partii też zapomnianej, której Suchocka była członkiem do 1984 r.

Właśnie w programie SD pojawiały się instytucje demokratycznego państwa prawa, które wówczas mogły być jedynie atrapami, ale w momencie „poluzowania” systemu zyskiwały na znaczeniu. To w programie tej partii pojawił się Trybunał Konstytucyjny, Trybunał Stanu czy urząd prezydenta (Hanna Suchocka wspólnie w prof. Piotrem Winczorkiem pisali jeden z pierwszych artykułów na ten temat w początkach lat 80.).

Bieg do kościoła

Polityka nie była w młodości pasją Suchockiej, choć w jej domu rodzinnym w Pleszewie (90 km od Poznania) była mocno obecna. W dodatku bardziej wśród kobiet niż mężczyzn. Dziadek wykładał botanikę farmakologiczną na Uniwersytecie w Poznaniu, założył w Pleszewie chór Lutnia, a także Polski Teatr Amatorski; po jego śmierci aptekę w Pleszewie przejął ojciec, który chciał być prawnikiem, ale został aptekarzem. Babka, Anna z Czekanowskich Suchocka, włączyła się w tworzenie struktur państwowych po przyjeździe Jana Ignacego Paderewskiego do Poznania i była znaną działaczką Akcji Katolickiej, ciotka zaś prezesowała Ogólnopolskiemu Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Żeńskiej.

W rodzinnym albumie Suchocka ma zdjęcie, na którym babcia przemawia do tłumu zgromadzonego w auli Uniwersytetu Poznańskiego. Taki to był czas, że kobiety brały sprawy polityczne w swoje ręce. Ją samą bardziej pochłaniały wówczas teatr i fortepian. Próbowała nawet pisać własne teksty, trochę komponowała, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]