POLITYKA

Wtorek, 25 kwietnia 2017

Polityka - nr 8 (3099) z dnia 2017-02-28; s. 48-51

60. Polityka

Andrzej Friszke

Historia kontrolowana

Rozmowa z prof. Andrzejem Friszke, historykiem, o PRL i jej recydywie

Joanna Podgórska: – Po upadku PRL Zbigniew Brzeziński powiedział, że wychodzenie Polski z komunizmu potrwa tyle, ile trwał system. Zarzucano mu przesadę. A może niedoszacował? PRL tkwi w nas coraz mocniej?
Andrzej Friszke: – Myśmy chyba nie dość dobrze przemyśleli, na czym PRL się zasadzała. Przyjęliśmy, że to był totalitarny system, wszechwładza milicji, cenzura, ideologia i właściwie tyle. Tymczasem to był także system społeczny, który dla dużej grupy ludzi oznaczał awans i poczucie bezpieczeństwa. Dotyczyło to sfery ekonomii, czyli trwałości pracy, braku bezrobocia, darmowych kolonii dla dzieci, aż po dbałość państwa o sprawy drobne, często wyśmiewane, jak przydział kartofli na zimę czy deputaty węglowe. Ludzi przyzwyczajonych do takiego państwa model gospodarki rynkowej odrzucił, wepchnął w opozycję. Cały czas w polskiej polityce była obecna ostra negacja wolnego rynku, demokratycznego społeczeństwa, nadrzędności prawa.

Poczynając od partii X i Stanisława Tymińskiego, który w 1990 r. o mało nie wygrał wyborów prezydenckich. Potem ten niezadowolony elektorat cały czas szukał kogoś, kto będzie reprezentował jego interesy. Raz szedł w kierunku SLD, co dało tej partii dużą premię wyborczą, potem w kierunku AWS, następnie znalazł sobie Ligę Polskich Rodzin i Samoobronę i wreszcie dziś wspiera PiS. To ludzie, którzy nie akceptują państwa demokratycznego, wolnorynkowego, mają bardzo silny rys autorytarny, chcą, żeby ktoś przyszedł i zrobił porządek. Jest w tym też silny element antyinteligencki, pogonienia elit, nienawiści do wykształciuchów. To wszystko reprezentuje dziś PiS.

Można było mieć nadzieję, że przez prawie 20 lat wolności ta grupa będzie topnieć, a ona rosła. Dlaczego?
Mamy słabo rozpoznany problem wynikający ze sposobu rozwoju Polski od XIX w. W pewnym sensie jest to dziedzictwo zaborów. Przed wojną ekonomiści obliczali, że w Polsce jest ok. 5 mln ludzi za wiele.

Ludzie zbędni?
Tak. To była bierna ludność wiejska, nieuczestnicząca w produkcji, na utrzymaniu bogatszych gospodarzy, ogromny nadmiar robotników rolnych. Polska Ludowa próbowała ten potencjał zagospodarować w wielkich zakładach przemysłowych czy PGR. Gospodarka nie opierała się na tym, by wydajność pracy była wysoka, ale by zlikwidować bezrobocie. Inwestowano w te gałęzie przemysłu, które dawały najwięcej miejsc pracy. Gdy bada się archiwa, widać, że Władysław Gomułka w ten sposób myślał o gospodarce. Wprowadzając wolnorynkową gospodarkę, która musi się liczyć z kosztami, wydajnością, przyjęliśmy, że nie można utrzymywać pustych miejsc pracy. W efekcie upadły te giganty, PGR, ale też różne małe zakładziki w niewielkich miastach, które dla gospodarki polskiej nie miały znaczenia, ale dla ludzi, którzy w nich pracowali, stanowiły fundament życiowy. To dotknęło także następne pokolenie w tych małych ośrodkach. Młodzi dorośli i nie mogli już pójść do pracy do fabryk. Nie było na nich pomysłu. Stąd ten bunt i oburzenie.

Na prawicy wobec PRL można dostrzec pewną schizofrenię. Z jednej strony to było „niepolskie państwo”, w którym zbuntowany naród wzięli pod but oprawcy. Z drugiej, PiS tamten system krok po kroku rekonstruuje. Trudno nie mieć déjà vu, gdy Jarosław Kaczyński skupia całą władzę, jak niegdyś I sekretarz KC PZPR, a reszta pełni funkcje marionetkowe.
Mamy do czynienia z radykalnym obniżeniem rangi prezydenta. Andrzej Duda stał się kimś w rodzaju Henryka Jabłońskiego, szefa ówczesnej Rady Państwa; nie szefa państwa. To już nie jest źródło władzy. Rola Sejmu została zredukowana do automatycznego przyjmowania ustaw. W gruncie rzeczy zablokowano parlament w jego normalnej funkcji, jaką pełni w demokratycznym kraju, i zbliżono do funkcji, jaką miał w PRL. Tak jak w tamtych czasach partia została utożsamiona z suwerenem. To słowo zastąpiło dawną klasę robotniczą. Gdy mówią „suweren”, nie mają przecież na myśli tych, którzy PiS nie popierają. Politycy tej partii raczej nie używają słów „społeczeństwo” czy „obywatele”. Mówią „Polacy”, „zwykli Polacy”, których identyfikują ze swoim zapleczem, w kontrze do rozpasanych, samolubnych elit i korporacji zawodowych. Gdy ktoś odwołuje się do instytucji międzynarodowych czy opinii publicznej świata, znów jest zdrajcą pozbawionym patriotyzmu. Tu można by podstawiać dokładne cytaty z Edwarda Gierka. Jarosław Kaczyński dobrze to zna. W latach 80. był członkiem Komitetu Helsińskiego zajmującego się analizowaniem niepraworządności w PRL i wysyłaniem tych raportów za granicę. Był więc przez władzę oskarżany o to, o co dziś oskarża opozycję.

Czuć też nostalgię za centralnie sterowaną gospodarką?
W ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Prof. dr hab. Andrzej Friszke, historyk, znawca dziejów polskiej opozycji antykomunistycznej. Kieruje Zakładem Najnowszej Historii Politycznej Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Autor m.in.: „Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi”, „Rewolucja Solidarności 1980–1981”.