POLITYKA

Niedziela, 22 października 2017

Polityka - nr 9 (9) z dnia 2016-10-19; Niezbędnik Inteligenta. 2/2016. Magia utopii. W poszukiwaniu utraconej przyszłości; s. 30-31

Krótka historia przyszłości

Agnieszka Krzemińska

Homo magicus

Nauka zaprzecza jej istnieniu, badając ją tylko jako zjawisko psychologiczne, socjologiczne i kulturowe. A magia trzyma się mocno.

Magia była wszechobecna we wszystkich kulturach i czasach, a pojawiła się – jak twierdzi szkocki antropolog społeczny James Frazer w „Złotej Gałęzi” – jeszcze przed religią. Podczas gdy religia odwołuje się do próśb i modlitw, jej bardziej mroczna siostra jest roszczeniowa – stosuje wobec bogów i sił nadprzyrodzonych szantaż w celu osiągnięcia przez człowieka prywatnych korzyści.

Szepty szeptuch

Wiara w magię, a co za tym idzie wizyty u wróżbitów, znachorów i czarownic zawsze dawały prostym ludziom wrażenie panowania nad przypadkową i nieprzewidywalną rzeczywistością, pomagały utrzymać zdrowie psychiczne i fizyczne. Wiele osób nadal na wszelki wypadek pluje za lewe ramię, schodzi z drogi czarnym kotom, wypowiada zaklęcia czy wiąże na ręku dziecka czerwony sznureczek przeciwko złemu oku. Z czasem poza chuchaniem, dotykaniem, okadzaniem, pogańskim wykorzystaniem włosów i paznokci (np. w magii miłosnej) w czynnościach magicznych pojawiły się takie rekwizyty chrześcijańskie, jak Biblia, krzyż czy święcona woda, a w zaklęciach odniesienia do Boga i świętych.

Według badań OBOP do wiary we wróżby i przepowiednie przyznaje się 60 proc. Polaków. Na Białorusi, Ukrainie czy w Rumunii z usług czarownic korzysta ponad połowa obywateli. We wschodniej Polsce do staruch, szeptuch lub szeptunek chodzi się głównie w sprawach zdrowotnych, ale też z prośbą o pomoc w zdobyciu miłości i bogactwa, zdjęciu klątwy. Na Białorusi są w gazetach ogłoszenia typu „uroki zdejmuję szybko”. W Polsce furorę robią strony internetowe prowadzone przez miastowych wróżów młodego pokolenia, zdecydowanie lepiej rozeznanych w nowoczesnej technice.

Ludziom w miastach chodzi zresztą głównie nie o to, by się z czegoś wyleczyć, ale by zajrzeć w przyszłość i dobrze ją zaplanować. Tu prym wiodą tarociści (wróżący z kart), numerolodzy (z liczb), chiromanci (z dłoni), tesenografowie (z fusów), ceromanci (z wosku), astrolodzy (stawiający horoskopy). Niektórzy wróżbici osiągają status celebrytów. W urzędowej klasyfikacji zawodów i specjalności widnieje wręcz profesja astrologa i wróżbity „świadomie wykorzystującego wrodzone uzdolnienia do działania w obszarze zjawisk nadprzyrodzonych”. Państwo za zarejestrowane magiczne usługi ma prawo pobierać podatek VAT.

Ponieważ to dochodowy interes (godzina telefonicznej konsultacji z wróżką kosztuje 90–120 zł, a postawienie horoskopu 150 zł), renesans przeżywa też magiczna edukacja, bywa że zasilana z funduszy unijnych. Prawda jest bowiem taka, że nie tylko wschód Europy magia uwodzi. Na Zachodzie rytuały magiczne zostały po prostu ubrane w intelektualne wdzianka.

Magia na salonach

W XIX w. w kręgach zachodniej arystokracji i zamożnego mieszczaństwa popularna stała się ezoteryka, okultyzm, wywoływanie duchów i praktyki magiczne. Powstawały mniej lub bardziej tajne stowarzyszenia spirytystyczne. Słynne Towarzystwo Teozoficzne, założone w Nowym Jorku przez rosyjską pisarkę i spirytystkę Helenę Bławatską, postawiło sobie wprawdzie za zadanie naukowe wyjaśnienie zdolności parapsychicznych człowieka, ale inne, jak Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku czy Zakon Srebrnej Gwiazdy czerpały z magicznych tradycji pełnymi garściami. Alister Crowley, charyzmatyczny brytyjski okultysta, skandalista i twórca synkretycznego mistycyzmu Thelma, który kazał się nazywać Mistrzem Bestią, słynął z tego, że za absolutnie niezbędne jako rezerwuar energii uważał męskie nasienie.

Kolejna odsłona magii była związana z modą na New Age i odrodzeniem się kultów pogańskich, zwłaszcza ruchu wicca. Ta inicjacyjna religia czarownic, łącząca tradycyjne pogaństwo z elementami zaczerpniętymi od różokrzyżowców, masonów, okultystów i z dzieł literackich (np. noblisty Rudyarda Kiplinga i folklorysty Charlesa Godfreya Lelanda), powstała w latach 50. XX w. w Wielkiej Brytanii. Jej autorem był urzędnik i antropolog amator Gerald Gardner, który w książce „Współczesne czarownictwo” napisał, że został wtajemniczony w 1939 r. przez czarownicę Dorothy Clutterbuck w kowenie New Forest w Highcliffe.

Gdy wicca dotarła do USA w latach 60., zderzyła się z ruchami New Age i szybko uległa komercjalizacji. W ten sposób podzieliła się na nurt tradycyjny i eklektyczny. Eklektycy czerpią swą wiedzę głównie z popularnych na rynku ezoterycznym podręczników magii i obnoszą się z różdżkami, szpiczastymi kapeluszami i czarnymi kotami. Wśród tradycjonalistów obowiązuje przysięga milczenia. Aby zostać czarodziejem tradycyjnej wicca, trzeba znaleźć mistrza, który wprowadzi nowicjusza do kowenu. Kształcenie polega na poznaniu (i przepisaniu na własny użytek) „Księgi Cieni”, zawierającej całą wiedzę o religii i magii. Po roku i jednym dniu odbywa się pierwsza inicjacja. Kolejne stopnie wtajemniczenia umożliwiają wiedźmie lub czarodziejowi zał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]