POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 8 (3099) z dnia 2017-02-28; s. 34-36

Świat

Artur Domosławski

Ikar z Rio

Miliarder Eike Batista był twarzą brazylijskiego boomu ostatnich kilkunastu lat. Teraz został symbolem brazylijskiego upadku.

Miał na zawołanie prezydentów, bankierów, dziennikarzy i celebrytów. Sam był celebrytą – postacią zarazem realną i jakby wyjętą z telenoweli. Gdy przyjeżdżał na rozmowy z inwestorami, wyprzedzała go sława człowieka, który ma genialny dryg do zarabiania pieniędzy, nie boi się ryzyka, mówi biegle pięcioma językami, jest wioślarskim rekordzistą, nosi różowe krawaty i wygląda jak filmowy amant.

Umiał stwarzać legendę, którą żywiła się plotkarska prasa. Sprawił, że Brazylijczycy interesowali się zarówno jego biznesami, jak i życiem prywatnym. Ożenił się z królową karnawału i gwiazdą z okładki „Playboya” Lumą de Oliveirą, która pokazywała się w bieliźnie z wyszytymi jego inicjałami i naszyjnikiem z wygrawerowanym imieniem: Eike. W salonie swojej rezydencji w Rio de Janeiro parkował srebrnego mercedesa McLarena.

Nie wstydził się bogactwa i potrafił korzystać ze sławy. U szczytu błyskotliwego wzlotu miał majątek wart 34,5 mld dol., głównie na papierze – w postaci akcji, co czyniło go siódmym najbogatszym człowiekiem na świecie. Ale chciał być bogatszy od Carlosa Slima i Billa Gatesa.

Każdy w Brazylii chciał być jak Eike Batista. Albo po prostu jak Eike. Bez nazwiska wiadomo było, o kogo chodzi. I nagle go aresztowano.

Telewizja O Globo przerwała program, żeby transmitować na żywo lądowanie jego prywatnego samolotu, zatrzymanie i przewiezienie do więzienia. Telewizyjny helikopter z kamerą leciał nad policyjnym konwojem. Eike’a oskarża się o wręczenie łapówki 16,5 mln dol. byłemu gubernatorowi Rio Sergio Cabralowi (w więzieniu od listopada). Ale historia Eike’a Batisty nie jest zwykłą opowieścią o brudnym biznesie i brudnej polityce. O tym też – ale przede wszystkim o przebudzeniu giganta południa: Brazylii. O podniebnym wzlocie tego kraju w ostatnich kilkunastu latach, o nadziei na sukces i sprawiedliwsze społeczeństwo. O ambicji sięgnięcia gwiazd. O „brazylijskim marzeniu”, które Eike Batista ucieleśniał jak nikt inny.

Pierwsza fortuna

Lubił powtarzać, że wszystko, co osiągnął, zawdzięcza sobie. Irytował się, gdy pytano: a ojciec? „Nikt mi niczego nie dał za darmo”. A kapitał społeczny, kontakty? Wychował się w Genewie, Düsseldorfie, Brukseli. Ojciec, Eliezer Batista, był prezesem giganta wydobywczego Vale do Rio Doce, dziś Vale (wartego 80 mld dol.), a w latach 80. – u schyłku dyktatury wojskowej – ministrem energii i kopalin. Gdy Eike był u szczytu, mówiono, że nie jest ani produktem kapitalizmu kolesiów, ani self-made manem, lecz kimś pomiędzy.

Zawsze lubił wystawne życie. Gdy po powrocie z Europy zaczął studiować metalurgię, kieszonkowe rozchodziło się do połowy miesiąca. Zaczął sprzedawać polisy jako domokrążca. Na wakacjach w Rio kolega przedstawił mu handlarza diamentów. Jako światowiec znający języki Eike woził diamenty do Antwerpii i Lizbony.

Pierwszy biznes założył, gdy w Brazylii wybuchła gorączka złota – miał 22 lata. Tysiące biedaków i średniaków jechało do Amazonii szukać fortuny. Był rok 1979: czasy brazylijskiego cudu gospodarczego i wiary, że surowce i zasiedlenie dżungli przez hodowców bydła przyniosą wszystkim pomyślność.

„Pociągała mnie przygoda” – powie Eike po latach. To dla niej rzucił studia i przekonał dwóch jubilerów z Rio, żeby pożyczyli mu pół miliona dolarów (cóż, pożyczali synowi Eliezera Batisty). Eike kupował złoto w złotodajnych zakątkach i odsprzedawał z zyskiem w Rio. Gdy skończył 23 lata, miał na koncie 6 mln dol. I przygody: omal nie zginął, gdy pewien garimpeiro (poszukiwacz złota), winny mu pieniądze, strzelił do niego z bliska. Na szczęście pistolet był kiepski i tylko ranił Eike’a. Jego ochroniarze zastrzelili napastnika na miejscu.

Za pierwsze pieniądze kupił czarne porsche. Ale było mu mało. Lata 80. to epoka bezwstydnej maksymy: „Chciwość jest dobra”. Eike postanowił jako pierwszy w Brazylii zmechanizować wydobycie złota (garimpeiros pracowali rękami). Małe samoloty przewoziły zdemontowane maszyny, które na nowo składano na miejscu. Przeciwko pomysłowi działało wszystko: niebotyczne koszty, tropikalna pogoda, brak infrastruktury, malaria, ale – jak mawiał potem – „złoża były tak bogate, że przetrwały wszystkie moje błędy”. Finansowanie zapewniły kontakty ojca.

W ciągu kilkunastu lat spółka Eike’a rozwinęła działalność także w Chile i Kanadzie, osiągając wartość 1,7 mld dol. Dopiero nietrafione inwestycje w Grecji, Rosji i Czechach wraz ze spadającymi na przełomie stuleci cenami złota doprowadziły firmę na skraj bankructwa. Później odbiła się i została sprzedana za nieco mniej niż połowę szczytowej wartości.

Gdyby Eike Batista i wszyscy jego późniejsi inwestorzy przyjrzeli się modelowi biznesowemu, który go niósł, być moż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]