POLITYKA

środa, 28 czerwca 2017

Polityka - nr 15 (3106) z dnia 2017-04-12; s. 48-50

Świat

Marek Ostrowski

Ile kosztuje Francja

Francuzi chętniej rozmawiają o seksie niż o pieniądzach. A mimo to bogactwo i korupcja to tematy, które zdominowały francuską kampanię prezydencką.

Wszystkie wybory w V Republice cechował prosty dylemat: albo prawica (gaulliści i ich następcy, dziś republikanie), albo lewica (socjaliści). Po historycznie niskich notowaniach socjalistycznego prezydenta François Hollande’a logicznym jego następcą powinien być ktoś z republikanów. Partia zorganizowała więc prawybory, które dość niespodziewanie wygrał François Fillon, były premier za poprzedniego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego.

Fillon z pewnym napuszeniem podkreślał swoje wartości: bezwzględna uczciwość, powaga, dbałość o fundusze publiczne, oszczędność, a nawet pobożność. Według niego odpowiedzialny polityk nie może sobie pozwolić, by ciążyło na nim najmniejsze nawet podejrzenie. „Kto mógłby sobie wyobrazić generała de Gaulle’a poddanego dochodzeniom?” – mówił, kiedy walczył ze swym rywalem, poprzednim prezydentem Sarkozym, przeciw któremu toczy się właśnie postępowanie o nielegalne przyjmowanie pieniędzy na kampanię.

I nagle bomba. Tygodnik satyryczny „Le Canard Enchaîné” podał, że Fillon na stanowisku asystentów parlamentarnych fikcyjnie zatrudniał żonę i dzieci, a suma ich wynagrodzeń sięgała setek tysięcy euro. Co więcej, jego żona pobrała 100 tys. euro honorariów z renomowanego miesięcznika literackiego, choć redaktor naczelny nigdy o niej nie słyszał.

Nigdy wcześniej prokuratura nie prowadziła postępowania przeciw oficjalnemu kandydatowi na najwyższe stanowisko w państwie. Wydawało się oczywiste, że Fillon zrezygnuje – tak jak szef jego kampanii wyborczej – tymczasem wybrał najgorszą linię obrony: nie tylko wszystkiemu zaprzecza, lecz jeszcze atakuje wymiar sprawiedliwości, oskarża urzędującego prezydenta i media o spisek polityczny.

Senior francuskiej adwokatury Henri Leclerc, honorowy prezes Ligi Praw Człowieka, ocenił, że sytuacja jest niezwykle poważna, że wypowiedzi Fillona atakujące sędziów zagrażają podstawom państwa. Tygodnik „Le Nouvel Observateur” zamieścił portret Fillona na okładce z tytułem: „Czy ten człowiek jest niebezpieczny?”. Kilku znanych polityków republikańskich ostrzega, że partia, popierając dalej Fillona, popełni zbiorowe samobójstwo, lecz z drugiej strony wielu przy nim trwa, bo procedura wyborcza ruszyła i partia nie może już zarejestrować innego kandydata.

Korupcja na całego?

Przy okazji media przypomniały, że Fillon zakupił i urządził rezydencję tak okazałą, że trudno byłoby wyjaśnić, skąd miał na to fundusze. „François należy do pokolenia, któremu wszystko było wolno, i to pewnie dlatego z opóźnieniem uświadomił sobie powagę sytuacji” – objaśnia 40-latek, jeden z byłych ministrów w rządzie Fillona. Ale którego pokolenia? Bo było ich kilka.

Za prezydentury François Mitterranda wybuchła sprawa jego przyjaciela, adwokata Rolanda Dumasa, ministra spraw zagranicznych. Przy okazji badania korupcji we flagowym koncernie francuskim Elf (ropa naftowa, chemia) wyszło na jaw, że kochanka Dumasa Christine Deviers-Joncour – zatrudniona bez żadnych kwalifikacji ani doświadczenia zawodowego – otrzymywała ogromne pieniądze od Elf, a także od koncernu zbrojeniowego Thomson. Thomson starał się o zezwolenie na eksport okrętów dla Tajwanu, które mógł wydać właśnie Dumas, ówczesny minister. Kobieta napisała później wspomnienia pod tytułem „Dziwka republiki”, skazano ją na trzy lata więzienia.

Za kadencji Hollande’a aż pięciu ministrów odeszło z powodu zarzutów korupcji lub oszustw podatkowych. Szczytem wszystkiego była afera Jérome’a Cahuzaka, ministra budżetu, właśnie do walki z oszustwami podatkowymi. Nadzorował postępowania wobec licznych wysoko postawionych podejrzanych, a okazało się – w marcu 2013 r. – że sam dopuszczał się takich oszustw, ostatecznie skazano go na trzy lata więzienia.

Ta choroba nie dotyczy tylko partii głównego nurtu: Marine Le Pen już od dwóch lat ma na głowie prokuraturę pod zarzutem całego systemu defraudacji funduszy Parlamentu Europejskiego – zadłużony Front Narodowy trzeba było ponoć ratować fikcyjnymi etatami personelu, opłacanymi przez Strasburg. Prokuratura bada też jakieś niejasne pożyczki partii Le Pen.

Kiedy tylko wybuchła afera Cahuzaka, uważano, że będzie elektrowstrząsem dla klasy politycznej w kraju, powołano dodatkową instytucję w państwie: Wysoką Władzę na rzecz Przejrzystości Życia Publicznego. Ale nic szczególnego nie nastąpiło i tym się dziś tłumaczy, dlaczego Fillon po ujawnieniu swojej afery nie wycofał się z rywalizacji o urząd prezydenta. Być może nie dociera do niego, jakie oburzenie i niesmak wywołał wśród wyborców.

Dziś łeb w łeb w sondażach dominują dwie postaci: Marine Le Pen, szefowa Frontu Narodowego, oraz jedyna teraz nadzieja przewidywalnej, europejskiej Francji 39-letni Emmanuel Macron, „ojcobójca Hollande’a” – kiedyś w Partii Socjalistycznej – który założył własne ugrupowanie En Marche!, czyli: w drogę, naprzód (jego sylwetkę opisywaliśmy w POLITYCE 11/15). Fillon, według sondaży, może przegrać nawet z lewicowymi radykałami.

Inny świat

– Fillon przepadł? – pytam dwóch pracowników warsztatu samochodowego w Prowansji. Uważają, że ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]