POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 5 (3096) z dnia 2017-02-01; s. 30-31

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Jak hasa pan Masa

Świadek koronny Jarosław Sokołowski nie tylko dostał w prezencie bezkarność za swoje przestępstwa, ale przy okazji prawo do lżenia i pomawiania wszystkich wokół.

Świadek o pseudonimie Masa uważa się za osobę publiczną. Ma kilka profili na Facebooku, gdzie zamieszcza swoje złote myśli i fotografie ilustrujące gangsterskie lata 90. Razem z dziennikarzem Arturem Górskim publikuje w wydawnictwie Prószyński niekończący się cykl książek o polskiej mafii. Przy milczącej aprobacie Zarządu Ochrony Świadka Koronnego CBŚP i obojętności korzystających z jego zeznań prokuratorów ten były bandyta z kręgów pruszkowskich wszedł w skórę celebryty. Ostatnio chwali się, że będzie miał swój kulinarny program telewizyjny („Gotuj z Masą”). Regularnie występuje w internetowej telewizji, której jest współwłaścicielem wraz z drugim byłym gangsterem Konradem B., występującym pod pseudonimem Caro. – Jesteśmy teraz dziennikarzami – informuje Caro.

Jako dziennikarz Masa jest bezkompromisowy. Atakuje na wielu frontach. Lży nie tylko swoich dawnych wspólników i ich rodziny, ale też innych świadków koronnych oraz dziennikarzy, pisarzy, działaczy piłkarskich i sportowców (głównie bokserów), reżyserów filmowych czy prawników. Generalnie przedstawia świat, w którym to on jest najmądrzejszy, najuczciwszy i najsilniejszy. Pozostali to nieudacznicy.

Pan gangster był chory

Jakiś czas temu szczególnie upodobał sobie gnębienie swojego byłego znajomego, boksera Andrzeja Gołoty, i jego żony Marioli. W wywiadach udzielonych wiosną 2015 r., najpierw portalowi Onet, a zaraz potem „Super Expressowi”, Masa nagle ujawnił, że w 1999 r. walka Gołoty z Michaelem Grantem, którą polski bokser wygrywał wysoko na punkty, ale nieoczekiwanie w 10 rundzie zszedł z ringu, co oznaczało poddanie, była ustawiona przez Andrzeja K. ps. Pershing. Masa i Pershing postawili po 1,5 mln dol. na porażkę Gołoty. Zarobili, jak twierdził Masa, 7 mln dol.

Do sprawy odniósł się obecny na tamtym pojedynku dziennikarz sportowy Andrzej Kostyra. Wyśmiał Masę, a jego opowieści określił mianem bzdur plecionych wyłącznie pod kątem reklamy kolejnej książki. Masa w rewanżu obrzucił Kostyrę inwektywami, z których najdelikatniej brzmiało określenie „dziennikarzyna”.

Do całej tej sprawy bardzo poważnie podszedł mieszkający w USA Andrzej Gołota. Złożył w warszawskim sądzie pozew przeciwko Jarosławowi Sokołowskiemu. Domagał się przeprosin i sprostowania oszczerstw oraz wpłaty 10 tys. zł na rzecz Fundacji im. Feliksa Stamma.

Nie jest łatwo procesować się ze świadkiem koronnym, którego dane i adres są ściśle tajne. Reprezentujący boksera poznańscy adwokaci bracia Grzegorz i Marek Szwoch pozew przekazali Masie za pośrednictwem Zarządu Ochrony Świadków Koronnych CBŚP. Sąd wyznaczył dwa terminy rozpraw, ale Masa dwukrotnie się nie stawił. Z CBŚP wpłynęły jedynie pisma informujące, że świadek koronny z powodu choroby nie może przybyć do sądu. Lekarz wystawił mu ponoć odpowiednie zaświadczenie, ale tego dokumentu sądowi nie dostarczono. W tej sytuacji sąd w kwietniu 2016 r. wydał wyrok zaoczny. Nakazał Masie opublikowanie na własny koszt na łamach „Super Expressu” oświadczenia o treści wskazanej przez powoda. Oto fragment sprostowania: „(…) Moje wypowiedzi w tym temacie były nieprawdziwe. (…) Wyrażam ubolewanie z powodu moich nieprzemyślanych słów i niezasadnych oskarżeń”.

Wyrokowi nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Do wydawnictwa Prószyński, publikującego cykl rozmów Artura Górskiego z Masą, zgłosił się komornik, ale usłyszał, że wydawca nie ma wobec Jarosława Sokołowskiego żadnych finansowych wierzytelności. Wynikało z tego, że Prószyński książki wydaje, ale płaci nie Masie, a Arturowi Górskiemu, który rozlicza się potem z Masą. Tajemniczą kwestią pozostaje, jak ten drugi uiszcza podatki od tych dochodów. Z publikacji prasowych wiadomo, że pisarz Masa to jeden z lepiej zarabiających na swoich dziełach polskich twórców. Jedna z gazet wyliczyła, że dotychczas pobrał ponad 2 mln zł należnych mu jako współautorowi honorariów. Masa na swoim facebookowym profilu nie prostował tej informacji. Oferował natomiast swoje dzieła z autografem za drobną dopłatę, ok. 10 zł powyżej ceny detalicznej.

Dobre imię pana gangstera

Wyrok Masę zabolał. Jego prawnicy wnieśli o wstrzymanie klauzuli natychmiastowej wykonalności. Dowodzili, że wyrok zaoczny nie miał uzasadnienia, bo pozwany poinformował sąd w sposób właściwy o swojej chorobie. Zwolnienia lekarskiego nie mógł przedstawić z uwagi na fakt, że zawierało jego dane osobowe i adres zameldowania, a to naruszałoby jego bezpieczeństwo. Sąd nie uznał zażalenia za zasadne i podtrzymał swoje orzeczenie. W uzasadnieniu wskazał, że pozwany mógł dostarczyć sądowi kopię zaświadczenia lekarskiego z zaczernionymi danymi osobowymi. Inaczej trudno przyjąć na wiarę, że był rzeczywiście obłożnie chory i że lekarz z uprawnieniami biegłego sądowego wystawił mu zwolnienie.

Kolejne zażalenie Masa złożył do sądu ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]