POLITYKA

środa, 29 marca 2017

Polityka - nr 15 (3054) z dnia 2016-04-06; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce według Paradowskiej

Janina Paradowska

Jak implementować kompromis

Implementacja – to określenie zrobiło w ostatnich dniach wielką karierę i należy założyć, że w przyszłości zrobi jeszcze większą.

W sytuacji kiedy rozmowa o jakichś kompromisach staje się coraz bardziej jałowa i nużąca, implementacja niesie ze sobą pewną świeżość, co w polityce bywa wartością samą w sobie. Warto zwrócić uwagę, jak bardzo samo pojawienie się możliwości jakiejś implementacji, bez precyzowania, o co chodzi, ożywiło atmosferę wokół spotkania u marszałka Sejmu zorganizowanego na polecenie samego Jarosława Kaczyńskiego. Początkowo mało się po tym zebraniu spodziewano, może jakiegoś teatru, ale gdy okazało się, że sam prezes zaszczyci zgromadzenie, apetyty wzrosły. Kaczyński, wcześniej wszystkich zwymyślawszy, uznał, że jednak dla dobra ojczyzny warto opozycyjne towarzystwo, jeśli nawet tylko bliskie targowicy, dowartościować. Zaś obecność prezesa jest zawsze atrakcyjna (rzecz podniesiono na najwyższy poziom – oznajmił wicemarszałek Terlecki), nawet jeśli z góry wiadomo, co powie. A co powie, zapowiedział.

Tak więc od początku było wiadomo, czego implementacja dotyczyć absolutnie nie będzie: publikacji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego oraz zaprzysiężenia przez prezydenta trzech prawidłowo wybranych sędziów, czyli nie będzie implementacji zasadniczych postulatów Komisji Weneckiej. Podobno w przyszłości, w jakiejś nowej, nieznanej ustawie o TK, coś tam z postulatów Komisji Weneckiej implementowane będzie i mogą nastąpić korekty tego, co PiS w grudniu uchwaliło, a Trybunał zakwestionował. To są jednak zdarzenia przyszłe i niepewne. Tę niepewność najtrafniej oceniła pani Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z partii Razem, która dobre wieści prezesa, że oto zaczął się jakiś dialog z opozycją, sprowadziła do parteru, wyjaśniając, że spotkanie było bez sensu, a propozycja, by zamiast zajmować się Trybunałem, wspólnie świętować 3 Maja, kompletnie niepoważna. Nie pierwszy to raz okazuje się, że spędzanie zbyt wielu godzin w gmachach przy ul. Wiejskiej, pośród niezliczonej liczby kamer i mikrofonów, z których każdy czeka na jakiekolwiek zdanie, zdecydowanie szkodzi jasnemu oglądowi sytuacji. Razem żyje oddzielnie i ma pogląd szerszy. No, chyba że ma się doświadczenie Grzegorza Schetyny, który na takie numery się nie nabiera.

Tym razem najefektowniej poległ Ryszard Petru, który w implementacji nie wiadomo czego do nie wiadomo czego zobaczył jakieś światło w tunelu i wolę współpracy. Nie dostrzegł tego nawet Paweł Kukiz (muzycy mają lepszy słuch?) i bez uników określił spotkanie jako lanie wody. Liderowi opozycji (z własnego nadania) mogą się oczywiście zdarzać solidne wpadki i być może Ryszard Petru zbytnio uwierzył, że to on opozycyjnego poloneza już wodzi. Miał więc dość brutalną okazję zauważyć, że na razie opozycję za nos wodzi jednak Jarosław Kaczyński. Nauka z tej lekcji? Nie warto od razu biec przed kamery, czasem lepiej pomyśleć, co się powie, zwłaszcza gdy żaden z opozycyjnych warunków nie jest spełniony i spełniony nie będzie. Jeśli się wcześniej napięło muskuły, to nie wypada od razu rejterować w kierunku światełek w tunelu, których nie widać. Niestety, z rozlicznych rozważań o implementacji można nawet wnosić, że opozycja, a z pewnością jej spora część, za dobrą monetę przyjmie nie tylko wybór kolejnego sędziego przez PiS, ale także kolejny kadłubkowy projekt ustawy o TK naprawiającej naprawczą, nie mówiąc już o gotowości zmiany konstytucji. Przyjmie też z radością zaproszenia na kolejne spotkania, by rozmawiać o niczym. Bo musi się wykazać gotowością do dialogu. A kto, prócz prezesa, powiedział, że musi? Może najpierw niech PiS tę gotowość pokaże?

Szczególnie oszałamiająca jest tu propozycja SLD, aby każdy napisał na kartce, co akceptuje, jeśli idzie o TK, a czego zaakceptować nie może. Po dwóch tygodniach kartki zostaną zebrane, i co dalej? Nie bardzo wiadomo. Pewnie kolejne spotkanie, po którym Kaczyński ogłosi kolejną dobrą nowinę. W SLD wola spotykania się i dawania sygnału, że w Polsce trwa intensywny dialog rządu z opozycją, jest być może największa, ale partia ta nie dostrzegła, że był to sygnał jednorazowy, być może na okoliczności ewentualnego spotkania prezydenta Obamy z prezydentem Dudą. Niestety, nie udało się ustalić, czy do wymiany zdań doszło i czy dobra nowina dotarła do Obamy. W kolacyjnym zamieszaniu mogła, niestety, nie dotrzeć.

Ponieważ z implementacją opinii Komisji Weneckiej nadal krucho, a tajemniczy zespół marszałka Kuchcińskiego, w którym konstytucjonalistów coraz mniej, prochu raczej nie wymyśli, warto spojrzeć na inne rozliczne implementacje, które się dokonują, i to w realu, a nie w teoretycznej przyszłości. Otóż na potęgę implementują się do rozmaitych spraw prokuratorzy i to nawet tam, gdzie w ogóle nie byli proszeni albo sami uznali, że ich rola dawno się skończyła. Trzy razy prokuratura umarzała śledztwo w sprawie Tomasza Arabskiego i czterech osób z Kancelarii Premiera oraz ambasady w Moskwie w sprawie organizacji lotu do Smoleńska. Upór prokuratury, która winy Kancelarii Premiera dopatrzyć się nie mogła, a w kwestie bałaganu panującego w Kancelarii Prezydenta, wobec powagi śmierci organizatorów, głębiej ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]