POLITYKA

Piątek, 30 lipca 2010

Polityka - nr 32 (2616) z dnia 2007-08-11; s. 141

Tym / Pies czyli kot

Stanisław Tym

Jaka by była?

Premier Kaczyński zaatakował niedawno słownie naszego zachodniego sąsiada. Powiedział, że gdyby nie druga wojna, to Polska byłaby dziś 66-milionowym narodem i miałaby odpowiednią do tej liczby reprezentację w Parlamencie Europejskim.

Na to – dość dyskusyjne trzeba przyznać – stwierdzenie odpowiedział zupełnie niechcący były minister obrony Radek Sikorski. W miesięczniku „Metropolia”, mówiąc o Władysławie Bartoszewskim, wyznał, że mimowolnie nachodzi go refleksja, jaka byłaby Polska, gdyby takich Bartoszewskich było kilkanaście tysięcy. Gdyby nie zostali wymordowani podczas okupacji albo zdołowani za komuny.

Można sobie wyobrazić, jaka by Polska wtedy nie była. Nie byłaby to Polska leniwych, skorumpowanych dyletantów, urzędasów i nierobów oraz rozdętej – jak dziś – ponad granice absurdu administracji. Nie byłaby to Polska ta dzisiejsza, w której minister transportu Jerzy Polaczek zapowiedział w zeszłym roku budowę ponad 1,5 tys. dróg ekspresowych, pół roku później dołożył 700 km, a ostatnio jeszcze 600 dodał i razem już prawie 3 tys. km dróg ekspresowych mamy w rozwodnionej głowie ministra. W tym roku w rzeczywistości oddano nowych dróg ekspresowych pięćdziesiąt – tak 50! – kilometrów. Trzy tysiące w tym tempie buduje się 60 lat.

Z pewnością nie byłaby to Polska, w której minister sprawiedliwości byłby nadal ministrem sprawiedliwości po swojej publicznej wypowiedzi. Jak można chełpić się nad powalonym na ziemię i skutym kajdankami chirurgiem wyprowadzonym ze szpitala na oczach setek pacjentów i personelu. Szydzić, drwić i ogłaszać, że przez tego pana nikt już w Polsce życia pozbawiony nie będzie! Minister sprawiedliwości to mówi – a my wszyscy dudy w miech? Z pewnością nie byłaby to taka Polska.

Nie byłaby to Polska ludzi tropionych, zaszczuwanych, podejrzanych; ludzi, którzy – by związać koniec z końcem i wyrwać się z tego zaduchu zwanego klimatem politycznym – są zmuszani do emigracji. Nie byłaby to Polska poniewieranych dzieci, wegetujących starszych ludzi, zwierząt męczonych i katowanych w przemysłowych tuczarniach bezprawnie i bezkarnie.

Nie byłaby to Polska, w której poziom życia umysłowego i moralnego wyznacza maniakalna maksyma premiera, że „chodzi o to, by zbudować taki system społeczny, w którym ludziom dobrym będzie się żyło dobrze, a ludziom złym – źle”. Najokrutniejsze jest, że to autor tych słów odprawiałby ów sąd ostateczny.

Tak, z pewnością byłaby to inna Polska, trudna nawet do wyobrażenia po tym wszystkim, co jest naszym udziałem tu i teraz. Dziś jest to przecież monotonna, beznadziejna pustynia ględzących gazobetonów, dziwna kraina zarządzana przez dwójkę ministrantów usługujących niemiłościwie nam panującemu Ojcu Dyktatorowi.

Nie byłaby to Polska idealna, bo nie ma takiej Polski i nie będzie – na szczęście. Byłaby to Polska dość trudna i kostropata, jak każda rzeczywistość. Ale właśnie tym, którzy nam budują tę idealną, powiadam: marzy nam się kostropaty konkret, a nie obezwładniająca gęsta mgła wyższej wiedzy objawionej.

Myślę, że byłaby to Polska, w której drzewa, zwykłe klony, latem byłyby zielone i piękne, a nie żółte i zwiotczałe z braku wody i bez odpowiedniej pielęgnacji, umierające przed Pałacem Prezydenckim.