POLITYKA

Czwartek, 27 lipca 2017

Polityka - nr 27 (3066) z dnia 2016-06-29; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce według Paradowskiej

Janina Paradowska

Jedynie słuszna historia

Niedługo okaże się, że KOR zakładali premier Szydło i prezydent Duda, tylko pomysł nazwy pozostanie przy Antonim Macierewiczu.

Europa się trzęsie, bo jednak gdy znikają Brytyjczycy, a pojawiają się Anglicy, Szkoci, Irlandczycy, Walijczycy, tworzy się inna rzeczywistość. Zapowiada to dalsze wstrząsy o skutkach trudnych do przewidzenia, wobec których zawał na giełdach, spadek wielu walut, w tym bardzo spektakularny złotówki, jest niczym. A przecież pojawił się nawet gorączkowy postulat, by jako odrębna społeczność (narodowość?) wyodrębnili się londyńczycy, którzy wychodząc z szoku po referendum, zbierają podpisy, że chcą do zjednoczonej Europy i brukselska niewola im niestraszna.

Co myśmy zrobili? – płynie z Wysp coraz bardziej natarczywe pytanie, na które nikt nie ma dobrej odpowiedzi. Brytyjczycy masowo pytają Google, co to jest ta Unia Europejska, której chcieli podobno dać tylko „prztyczka w nos”. Skąd my znamy owo „dawanie prztyczka” kończące się nokautem? Skąd znamy kampanie obietnic bez końca, szaleństwo dążenia ku nieznanej zmianie, byle jakaś się odbyła. Wiele podobieństw jest wręcz uderzających. Damy radę, powtarzano na Wyspach. Dziś już takie przekonanie jest zdecydowanie mniejsze. Jest niespokojnie. A będzie jeszcze bardziej.

Prezes Kaczyński powtarza, że Unii potrzebny jest nowy traktat, czyli jeszcze mniej Europy. Jego zdaniem receptą na chaos jest pogłębienie chaosu, co jakoś mieści się w jego sposobie uprawiania polityki. Obóz rządzący deklaruje, że jest za Unią Europejską, ale w pierwszej kolejności zadba o Polaków na Wyspach. Jak? Tego nie dopowiada, bo nic nie ma do powiedzenia. Po prostu nic nie wie. Internetowe szaleństwo memów podpowiada: w kampanii pani premier zapowiedziała, że sprowadzi Polaków z Wielkiej Brytanii, i oto pojawiła się okazja, by spełniła obietnicę. Oni jednak niekoniecznie chcą wracać. Wstawszy z kolan, możemy tylko żałośnie patrzeć, jak w Berlinie zebrali się natychmiast ministrowie spraw zagranicznych członków założycieli europejskich wspólnot. Nie dopuszczono nas nawet do tego drugiego, mniej ważnego stołu, gdzie pozwolono usiąść Słowacji czy Czechom. Węgrów też nie zaproszono. No cóż, sami chcieliśmy. Nasz strategiczny partner Wielka Brytania zdecydowanie zawiodła i nie ma co liczyć, że w kłopotach pomoże. Raczej zaszkodzi. Pieniędzy w unijnym budżecie będzie mniej, a przecież polska zasada, że Unii może praktycznie nie być, ale pieniądze się Polsce należą, jest głęboko zakodowana w umysłach. Na niej zbudowano wspaniałe plany. Co zrobi teraz wicepremier Morawiecki?

Jesteśmy za Unią, deklarują politycy obozu rządzącego, stojąc pod drzwiami ważnych europejskich gabinetów. I tego dnia, kiedy Brytyjczycy głosują za Brexitem, robią taki nasz mały unijny Polexit. W Sejmie rodzi się nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym w tej samej formie, o jaką Komisja Europejska ma do rządu pretensje. Ale proszę, jest i ustępstwo. Zostaną opublikowane wyroki, które zapadły po 10 grudnia, czyli wykluczono jedynie opublikowanie tego, który stwierdzał, że tzw. ustawa naprawcza jest niekonstytucyjna. Kompletny bezsens, bo te kolejne opierały się właśnie na tym z grudnia, co potwierdzali pisowscy sędziowie składający zdania odrębne. Znów zlekceważono opinie Komisji Weneckiej, Komisji Europejskiej.

Tymczasem pan prezydent błyskawicznie podpisał ustawę antyterrorystyczną, której niekonstytucyjność bije po oczach. Zlekceważył prośbę rzecznika praw obywatelskich o skierowanie ustawy do TK. Prezydent nie ma spraw do Trybunału, przynajmniej dopóty, dopóki nie będzie on całkowicie jednopartyjny. A może to tylko bałagan w prezydenckiej kancelarii? Okazuje się, że prawo łaski zależy jednak od prawomocności wyroku, co wyraźnie stwierdzono w prezydenckim piśmie odmawiającym tego prawa już nie partyjnemu funkcjonariuszowi, lecz zwykłemu człowiekowi (który, ogólnie, jest dla PiS najważniejszy). Czy łaska dla Mariusza Kamińskiego i jego kolegów została udzielona z pogwałceniem prawa? Sam prezydent pośrednio to przyznaje.

Zbędność ustawy antyterrorystycznej natychmiast potwierdziło MSW, które rozesłało do urzędów plan zabezpieczenia szczytu NATO w łatwej do przechwycenia formie. Podobno nic nie stało, bo trasy przejazdów najważniejszych gości, rozmieszczenie sił porządkowych i ochraniających vipów nie są tajemnicą. Tylko nie wiadomo, dlaczego są dymisje w strukturach policyjnych. Minister Błaszczak ma wyjątkowego pecha: co urodzi się w jego resorcie, to niewypał. Podobnie w MON. Nowe kadry obrony narodowej nie potrafiły przeprowadzić przetargu na film reklamujący Wojsko Polskie, które rusza w kolejną misję do Iraku (czytaj s. 7 i 46). Najwyraźniej udział w kolejnych honorowych asystach i apelach smoleńskich jest, zdaniem szefostwa MON, reklamą wystarczającą.

Niestety, w tej ostatniej kwestii wyłamał się Poznań, obchodzący 60. rocznicę poznańskiego Czerwca. Prezydent Jacek Jaśkowiak ostatecznie zrezygnował z wojskowej asysty z obowiązkowym apelem smoleńskim, bo co ofiary katastrofy lotniczej mają wspólnego z buntem robotników? Szef MON nawet nie raczył ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]