POLITYKA

Piątek, 22 sierpnia 2014

Polityka - nr 36 (2261) z dnia 2000-09-02; s. 52-54

Kultura

Marek Oramus

Jedynie słuszny wizerunek wiedźmina

Niespodziewana kłótnia o obsadę pierwszego polskiego filmu fantasy

Film o wiedźminie według opowiadań Andrzeja Sapkowskiego jest pierwszym od lat obrazem fantastycznym kręconym w Polsce. Nie jest to prestiżowa ekranizacja klasyki ani przeniesienie na ekran kolejnego narodowego dramatu – a jednak niespodziewanie wzbudził emocje nieproporcjonalne do znaczenia tej bądź co bądź czysto rozrywkowej produkcji.

Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć pod koniec lipca ukonstytuował się Komitet Obrony Jedynie Słusznego Wizerunku Wiedźmina. Stało się to po ogłoszeniu obsady filmu: tytułową rolę gra znany z tak głośnych ostatnio filmów jak „Ogniem i mieczem” i „Pan Tadeusz” Michał Żebrowski; jego ukochaną, czarownicę Yennefer – Grażyna Wolszczak, zaś barda Jaskra – Zbigniew Zamachowski. Choć jest to czołówka aktorów polskich, nie wzbudziła akceptacji protestujących. Szczególnie wiele pretensji kierowano pod adresem Żebrowskiego: że amant, bawidamek, że nie pasuje do tej roli. – Wiedźmin z niego taki jak z koziej dupy trąba jerychońska – podsumował dosadnie jeden z dyskutantów tej ważkiej kwestii na specjalnej liście dyskusyjnej w Internecie.

Szczególnie wytykano Żebrowskiemu, że w niczym nie przypomina posępnego wiedźmina: za młody, za chudy, „słodki chłoptaś”, „cacuś”, wypacykowany – a więc całkowite przeciwieństwo osobnika nocującego byle gdzie, jadającego byle jak, gardzącego wykwintnym strojem i nienagannymi manierami, ale za to dobrze robiącego mieczem w słusznej sprawie. Ktoś troskał się, czy taki aktor będzie w stanie oddać paskudne uśmiechy i spojrzenia wiedźmina, na widok których cisza zalegała po karczmach. Fanom Sapkowskiego osobowość Żebrowskiego po prostu nie pasowała do wiedźmina. Zarzucano też, że został wybrany ze względów komercyjnych: chodziło o roje kobiet, które ten właśnie aktor po raz kolejny miałby przyciągnąć do kina. Podobnie dostało się Grażynie Wolszczak: że nie posiada przymiotów Yennefer, a w szczególności jej fiołkowego spojrzenia i olśniewającej urody, a tak w ogóle to jak może mieć „skórę 16-latki” (tak podobno stoi u Sapkowskiego) kobieta, która ukończyła 42 lata? Bard Jaskier w wykonaniu Zamachowskiego też wzbudził zdrową porcję narzekań (znowu za stary); jedynie Ewa Wiśniewska jako Calanthe doczekała się niechętnej akceptacji.

Z całego tego szumu można odnieść wrażenie, że fanowie mają pretensję o to, iż filmowcy nie podchodzą do Sapkowskiego na klęczkach. Coś na kształt mieszaniny furii i politowania wywołała wieść, że liczni członkowie ekipy nie tyle się nie zachwycają prozą idola, co jej w ogóle nie znają. (Przyznała się do tego m.in. Wolszczak). Najlepiej, gdyby taki film w ogóle nie powstał, gdyż nie ma mowy, by była to rzecz udana. „Szykuje się straszny chłam, komercja i kompromitacja fantastyki”, grzmiało w ulotkach, które rozdawano w Krakowie. Sam Komitet Obrony Wiedźmina zwracał uwagę w proklamacji, że przy ekranizacji „Władcy Pierścieni” starano się nic nie uronić z klimatu Tolkiena, a tu nawet o realia Sagi nie dba się kompletnie. Kwestionowano nawet to, czy w Polsce znajdzie się reżyser zdolny (czytaj: godny) zrobienia filmu o wiedźminie, a wszak nie ma nic gorszego niż „spapranie genialnej książki nakręceniem beznadziejnego filmu”.

„Film będzie wpadką, fantasy filmowe się nie bronią”, powiedział Andrzej Sapkowski w lipcowej „Machinie”. Potem odciął się od tych słów, a dziennikarza „Machiny” oskarżył o manipulację.

Jakkolwiek by traktować te obawy fanów, świadczą one o jednym: elektryzująca, bardzo sprawna językowo i dowcipna w dialogach proza Sapkowskiego wydaje się trudna do sfilmowania. Oto powody, dla których sądzę, że ekipa reżysera Marka Brodzkiego (drugi reżyser przy „Liście Schindlera” i „Panu Tadeuszu”) porwała się na ambitne przedsięwzięcie:

• Zawsze przy przekładaniu dzieła literackiego na język filmu ma miejsce daleko idąca redukcja wątków, przesuwanie akcentów, zmiana scenografii lub modyfikacja głównych bohaterów. Czytelnicy Sapkowskiego odczują takie manewry niezwykle boleśnie, gdyż dzieło swego idola uznają za kultowe i nie wymagające żadnych poprawek. Nie najmniej ważne jest i to, że każdy czytelnik tej prozy zdążył sobie wykreować w wyobraźni własny wizerunek wiedźmina, Yennefer, Jaskra itp., osadzonych w konkretnie umeblowanym świecie. Film, chcąc odnieść sukces, musi zacząć od zburzenia tych konstrukcji, by na ich miejsce zaproponować własne. Tego bodaj najwięcej boją się fanowie: że dojdzie do zrujnowania tak pieszczonych wizji, a to co przyjdzie na ich miejsce, nie będzie warte tego, co się utraciło.

• Proza Sapkowskiego jest oparta w głównej mierze na języku. Jest to najlepiej piszący w tej chwili autor spośród polskich fantastów, a i w konkurencji ogólnoliterackiej nie byłby bez szans. Jeżeli prozę tę odrzeć z walorów języka (co scenariusz, jak mi się zdaje, czyni z dość daleko posuniętą beztroską), pozostanie standardowy zbiór rekwizytów i motywów fantasy. Pod pokładem bowiem gier i struktur językowych literatura Sapkowskiego jest dość konwencjonalna i zachodzi obawa, że film może tę jej cechę zdemaskować.

• W wypowiedziach przedstawiciele ekipy podkreślali, że film (wersji kinowej ma towarzyszyć 12...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Wiedźmin Geralt

Wiedźmin Geralt z Rivii to bohater opowiadań Andrzeja Sapkowskiego, drukowanych od 1986 r. w „Nowej Fantastyce”, potem zebranych w tomach „Ostatnie życzenie” i „Miecz przeznaczenia”. Główny bohater pięciotomowej sagi, zakończonej podobno definitywnie w 1999 r. tomem „Pani Jeziora”, gdzie wiedźmin zostaje uśmiercony. I opowiadania, i saga należą do gatunku fantasy (literatura magii i miecza), która stanowi jedną z odmian fantastyki.

Zarówno wymienione utwory jak i ich bohater osiągnęli wkrótce niebywałą popularność, a Sapkowski stał się jednym z najpopularniejszych pisarzy polskich lat 90. Jego książki sprzedawały się w nakładach osiągających po kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy.

„Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz”. Ten pierwszy opis Geralta pochodzi z opowiadania „Wiedźmin”. Zajmował się Geralt trzebieniem potworów, jakich bezlik zamieszkiwał jego świat, nie tykając jedynie smoków. Z czasem przeszedł także do eliminacji ludzi, którzy bywają od potworów gorsi.