POLITYKA

środa, 23 sierpnia 2017

Polityka - nr 6 (2995) z dnia 2015-02-04; s. 62-65

Nauka

Agnieszka Krzemińska

Jezus ze słów

Egzegeci i uczeni od niespełna 2 tys. lat analizują każde słowo Nowego Testamentu, mimo to nadal nie ma jednego zweryfikowanego przez naukę obrazu historycznego Jezusa. Wydana właśnie książka Barta D. Ehrmana wyjaśnia dlaczego.

Katolicy nie sypią przy każdej okazji cytatami z Biblii jak protestanci i nie są może aż tak przywiązani do Słowa, ale nie wątpią, że Pismo Święte jest natchnione przez Boga. Wszelkie nielogiczności, wykluczające się fakty czy kłopoty z ustaleniem autorstwa poszczególnych jego części, od wieków wyciągane przez krytyków kwestionujących historyczność przekazu biblijnego, tłumaczone są przez obrońców wiary tak, by nie podważały jej podstaw.

Odpryski hermetycznych dyskusji toczonych przez biblistów przedzierają się do opinii publicznej zazwyczaj w tandetnej formie, np. dzięki książkom takim jak „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. Kościół sensacyjnych scenariuszy o dzieciństwie i młodzieńczym życiu Jezusa nie komentuje ani nie wyśmiewa, ale całkiem wykluczyć ich nie może, bo ani historia pozabiblijna, ani archeologia nie pomagają w rekonstrukcji życia Syna Bożego.

Jezus pojawia się jedynie w dwóch pozabiblijnych wzmiankach z I w. u Józefa Flawiusza (w dodatku jedna z nich to zapewne późniejszy dopisek), a pierwsze doniesienia o chrześcijaństwie (Tacyt i Swetoniusz) pochodzą z początku II w. Dysponujemy zatem głównie przekazem biblijnym i odrzuconymi przez oficjalny nurt apokryfami, które dają pole do popisu najróżniejszym interpretacjom. W sporze nauki z wiarą znalezienie prawdy ostatecznej jest niemożliwe, można jedynie wykazywać, jak skomplikowane jest badanie historyczności Biblii i stawiać pytania wynikające z jej wnikliwej lektury. Tak właśnie postępuje prof. Bart D. Ehrman z University of North California w książce „Nowy Testament. Historyczne wprowadzenie do literatury wczesnochrześcijańskiej”, która właśnie ukazała się po polsku (nakładem wydawnictwa CiS). Wyłania się z niej obraz początków chrześcijaństwa znacznie ciekawszy niż prosta wersja znana m.in. z katechizmów.

Nie ma tekstu bez kontekstu

Ehrman to ceniony badacz Nowego Testamentu i autor znanych w Polsce książek o faktach i mitach dotyczących Jezusa. W jednej z nich, „Przeinaczanie Jezusa”, opowiedział, jak wieloletnie studia nad Pismem Świętym zachwiały jego dziecięcą wiarą w historyczność przekazu biblijnego, i chociaż w innych książkach Ehrman potrafi stanowczo forsować swoją wizję początków chrześcijaństwa, tym razem jest inaczej. Już na początku zastrzega, że nie ma zamiaru nikogo nawracać ani zniechęcać do wiary, chce jedynie pokazać, co należy brać pod uwagę, czytając Nowy Testament. – Dzięki temu jego 30 wykładów, które składają się na książkę, przeznaczonych jest zarówno dla wierzących, szukających solidnej wiedzy na temat przedmiotu swojej wiary, jak i ateistów przekonanych, że chrześcijaństwo jest kulturowym konstruktem entuzjastów Jezusa – mówi prof. Stanisław Obirek z Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. – O tym, że Ehrmanowi udał się ten zabieg, a jego podręcznik uchodzi za rzetelny i wyważony, świadczy fakt, że w USA od lat książka ta jest podstawową lekturą na większości uniwersytetów.

Bardziej wymagającego czytelnika usatysfakcjonują aktualne publikacje naukowe, do których odsyła autor; mniej wprawnego przekona logiczny układ i przystępny język, które pomagają w sprawnie poprowadzonej wycieczce po warsztacie historyka-biblisty. Zabieg Ehrmana polega na tym, że analiza poszczególnych Ewangelii stanowi dla niego okazję do prezentacji kolejnych metod badawczych: literacko-historycznej, tematycznej (badającej rozłożenie akcentów w tekście), socjohistorycznej (skupionej na kontekście dzieła), porównawczej (analizującej różnice między tekstami) i krytyce redakcji (zajmującej się zmianami w tekście w stosunku do źródła).

Jednak największą zasługą Ehrmana jest pokazanie, że punktem wyjścia do zrozumienia historyczności Biblii jest znajomość epoki, w której powstawała, i zasad funkcjonowania tekstu w starożytności. Chrześcijaństwo było religią wyrastającą z judaizmu, ale jednocześnie dzieckiem czasów, w których kwitły kulty misteryjne, krążyli cudotwórcy, a wśród Żydów panowały nastroje apokaliptyczne i gnoza. – Nawet na kwestię ubóstwienia człowieka należy patrzeć przez pryzmat tego, że w świecie grecko-rzymskim kategoria boskości była inaczej rozumiana niż dziś – podkreśla Sławomir Poloczek, doktorant z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. – „Boskość” oznaczała związek ze sferą nadnaturalną, niekoniecznie status „Boga”. W Polsce mało kto zdaje sobie sprawę, że Ewangelie powstałe kilkadziesiąt lat po śmierci proroka z Galilei, to nie raport z życia Jezusa, tylko efekt intelektualnych przemyśleń pierwszych chrześcijan. Rzymscy autorzy traktatów antychrześcijańskich już w II i III w. wskazywali na sprzeczności między Ewangeliami, z czasem zaczęto sobie zadawać podstawowe i do dziś aktualne pytanie: skąd ich autorzy czerpali informacje o życiu i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]