POLITYKA

Wtorek, 19 września 2017

Polityka - nr 43 (2626) z dnia 2007-10-27; s. 20-22

Kraj

Marek Henzler

Kadrowa wirówka

Przez dwa lata PiS skutecznie zawłaszczył państwo. Jego są: administracja państwowa, specsłużby, publiczne media, prokuratura, IPN i znacząca jeszcze resztówka po państwowej gospodarce. Wszędzie tam PiS ma dziś swoich ludzi. Zwycięzcy wyborów już myślą, jak odzyskać to, co wcześniej „odzyskał” PiS.

Pisowska kadrowa kosiarka w zasadzie wycięła wszystkich wysokich urzędników związanych z poprzednimi rządami. Pozostało jedynie trzech wiceministrów z czasu rządów SLD, a w centralnych urzędach dłuższy staż niż rząd PiS mają jedynie: prof. Jerzy Niewodniczański – od 1992 r. prezes Państwowej Agencji Atomistyki, Tomasz Czajkowski – od grudnia 2001 r. prezes Urzędu Zamówień Publicznych i dr Alicja Adamczak – od lipca 2002 r. prezes Urzędu Patentowego RP. Reszta szefów urzędów, służb i inspekcji oraz wojewodowie pochodzą już z nowego rozdania.

Najwyższe stanowiska obsadzili najwierniejsi działacze i często też przyjaciele braci Kaczyńskich – z zakonu PC – jak ich określa były premier Kazimierz Marcinkiewicz. Niektórzy z Lechem Kaczyńskim, zawodowo i towarzysko, związali się już na Uniwersytecie Gdańskim, w Komisji Krajowej Solidarności czy w Kancelarii Prezydenta za prezydentury Lecha Wałęsy. Potem razem z nim pracowali w Najwyższej Izbie Kontroli, Ministerstwie Sprawiedliwości i warszawskim ratuszu, poszerzając już poprzez swoich podwładnych kadrowy krąg. Jarosław Kaczyński miał za kadrowe zaplecze PC oraz PiS z poprzedniej kadencji Sejmu.

Urzędy, którymi kierował Lech, i niektóre pomniejsze, które lewica nie do końca „opanowała” podczas swoich rządów (jak np. Urząd Służby Cywilnej), stały się kadrowymi przechowalniami dla osób związanych z prawicą. W czasie politycznej dla nich dekoniunktury na pracę mogli tam liczyć wyrotowani funkcjonariusze UOP, pracownicy Wydziału Studiów z czasów, kiedy szefem MSW był Antoni Macierewicz, byli funkcjonariusze Głównego Inspektoratu Celnego czy wywiadu skarbowego.

Kadrowym zapleczem PiS stały się też niektóre stowarzyszenia. Działacze założonego przez obecnego ministra Jana Szyszkę Stowarzyszenia na rzecz Ekorozwoju objęli ważne stanowiska związane z funduszami i ochroną środowiska. Istotną rolę odegrał też notes z adresami kolegów z czasów prokuratorskiej aplikacji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Kadry PiS wzmocnił zaciąg wśród działaczy Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej, organizacji przykościelnych i ekspertów prywatnych instytutów (np. Instytutu Sobieskiego). Sporo młodych i ambitnych osób związało się z PiS po deklaracjach, że partia ta rozbije zawodowe korporacje (zwłaszcza prawnicze) i przewietrzy administrację. Kadrową rewolucję miał ułatwić dostęp do teczek rozwiązanej WSI, totalna lustracja w wydaniu IPN i utworzenie Państwowego Zasobu Kadrowego, obok istniejącego korpusu służby cywilnej.

Nagrody za wierność

PiS szczególną wagę przywiązuje do dochowania wierności partii, a zwłaszcza braciom Kaczyńskim. Ci bezwzględnie ze swojego otoczenia eliminowali nawet politycznych przyjaciół za jakikolwiek przejaw nielojalności czy drobną krytykę (Marcinkiewicz, Jurek, Borusewicz i inni). Nagrodami za wierność były choćby liczne posady sekretarzy stanu dla posłów PiS, rozdawane nawet tuż przed zakończeniem kadencji Sejmu i rządu. Dziś ok. 30 posłów PiS jest zarazem ministrami bądź sekretarzami stanu, co nasuwa pytanie o przestrzeganie zasady trójpodziału władzy.

W paru resortach więcej mamy sekretarzy niż podsekretarzy stanu, a w Kancelarii Premiera – wyłącznie sekretarzy stanu. Obsada posad (co drastycznie pokazały taśmy Renaty Beger) była lepiszczem sojuszy zawieranych przez PiS z LPR, Samoobroną, Ruchem Ludowo-Narodowym, a ostatnio z PSL-Piast.

W gospodarowaniu kadrami partia rządząca stosowała, jak to nazywa premier, kadrową wirówkę, która miała odrzucać nietrafione kandydatury. Jej kulisy ujawnił były poseł PiS Antoni Mężydło pytany przez „Gazetę Pomorską” o sposób obsadzania stanowisk przez PiS. System był „na początku bardzo rygorystyczny. Premier zastrzegał, że resorty mają pełną autonomię. Ministrowie dbali o to, żeby nominacje nie zakończyły się polityczną wpadką. Wyglądało to tak, że minister dzwonił do mnie i mówił, że jakaś kandydatura jest najlepsza, ale prosił o sprawdzenie w regionie. Ja dzwoniłem do Władka Knypla, szefa Solidarności w Toruniu, i odpowiadaliśmy. W ten sposób uniknęliśmy trefnych kandydatur. Inaczej było, gdy nastał minister skarbu Wojciech Jasiński – to był człowiek, który się na tym nie znał i mawiał, że musi się liczyć z Markowskim i z Kurskim, bo oni są wiceprzewodniczącymi komisji gospodarki. A ci dwaj tworzyli układ z młodymi wiceministrami i Jasińskiego omijali”.

Podobne obserwacje miał ówczesny premier Marcinkiewicz, który w liście informującym prezesa PiS o odejściu z partii wspomina o groźnej „tendencji zawłaszczania państwa przez niektórych posłów PiS, idealnie naśladujących w swych działaniach posłów SLD z poprzedniej kadencji”.

Praktyka kadrowa w zarządach i radach nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa była gorsza niż za rządów AWS czy SLD – uważa Aleksander Grad (PO), szef sejmowej komisji Skarbu Państwa. – <...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]