POLITYKA

środa, 23 sierpnia 2017

Polityka - nr 38 (2976) z dnia 2014-09-17; s. 66-68

Nauka

Leszek Pacholski

Kariery lewarowane

Nauka coraz bardziej przypomina przemysł, który głównie zajmuje się produkcją punktów, indeksów i rankingów napędzających kariery naukowców i instytucji badawczych. Przy cichej akceptacji środowiska.

W 2010 r. „Times Higher Education” (THE), prestiżowy brytyjski tygodnik specjalizujący się w problematyce szkół wyższych, ogłosił kolejny ranking uniwersytetów. W czołówce zaskoczeń nie było. Uniwersytet Harvarda zajął pierwsze miejsce, za nim Caltech, MIT, Stanford i Princeton. Sensacją i okazją do wielkiego świętowania okazało się natomiast sklasyfikowanie na 147 miejscu – ex aequo z Uniwersytetem w Uppsali i przed Politechniką w Delft – Uniwersytetu Aleksandryjskiego. Jeszcze bardziej zaskoczyło jego czwarte miejsce – przed Uniwersytetami Harvarda i Stanforda – w kategorii „wpływ na badania”, czyli w liczbie odwołań w publikacjach naukowych do osiągnięć pracowników egipskiej uczelni.

Mohamed El Naschie i Ji-Huan He

Dokładniej mówiąc, cytowań jednego pracownika. Tak wysoka pozycja uniwersytetu w rankingu była rezultatem przywołania ponad 320 publikacji tego samego autora – Mohameda El Naschiego – w czasopiśmie „Chaos, Solitons and Fractals”, którego El Naschie był redaktorem naczelnym. Należy ono do jednego z największych i najbardziej cenionych wydawnictw naukowych – Elsevier.

Ciekawe, że w chwili ogłoszenia rankingu toczył się już od roku proces cywilny wytoczony przez El Naschiego przeciwko wydawcy prestiżowego periodyku naukowego „Nature”, który w artykule z 2008 r. zakwestionował jakość publikacji El Naschiego, a przede wszystkim sposób selekcji artykułów do redagowanego przez niego czasopisma.

Proces trwał ponad dwa lata. W lutym 2012 r. sąd uznał, że artykuł w „Nature” był „przykładem odpowiedzialnego dziennikarstwa”. W tym samym roku Uniwersytet Aleksandryjski nie zmieścił się w rankingu THE, a wcześniej Elsevier zwolnił El Naschiego z funkcji redaktora naczelnego.

Zanim „Nature” opisało niechlubną działalność El Naschiego, Zoran Škoda, jeden z członków redakcji „Chaos, Solitons and Fractals”, podzielił się z kolegami podejrzeniem, że zacytowanie naczelnego jest głównym kryterium przyjęcia artykułu do druku. Zauważył też, że wiele cytowań El Naschiego pochodzi od innego członka redakcji – Ji-Huana He. Ów wielbiciel talentu El Naschiego był w tym czasie członkiem ponad 60 komitetów redakcyjnych czasopism wydawanych także przez uznane firmy. W sześciu z nich pełnił funkcję redaktora naczelnego, a w siedmiu jednego z redaktorów zarządzających.

Obok tych osiągnięć organizacyjnych miał też znaczące osiągnięcia naukowe. Agencja Thomson Reuters, oprócz publikowania tzw. filadelfijskiej listy czasopism, czyli zestawienia (i de facto rankingu) najlepszych periodyków naukowych świata, co dwa miesiące ogłasza listę często cytowanych autorów. Na podstawie analizy z 2008 r. Thomson Reuters uznał Ji-Huana He za „wschodzącą gwiazdę informatyki”. Jego informatyczne prace miały w 2007 r. ponad 300 cytowań. W okolicznościowej notce, opublikowanej na portalu ScienceWatch, Thompson Reuters dodał, że Ji-Huan He jest także bardzo często cytowany w technologii i inżynierii materiałowej.

Plagiaty nie tak groźne

W 2011 r. w czasopiśmie „Computer Science & Information Technology” ukazał się niezwykle bezczelny plagiat. Zdarza się, że bez cytowania wykorzystuje się cudze wyniki, a czasem wstawia się fragmenty czyichś opracowań. Tym razem skopiowano wszystko z wyjątkiem nazwisk autorów – nawet podziękowania.

Przemysł kopiowania cudzych prac rozwija się niezwykle dynamicznie. Zoe Lacroix, profesor w Stanowym Uniwersytecie w Arizonie, która sama była ofiarą plagiatu i odkryła wspomnianą wyżej publikację, znalazła też artykuł z 2007 r. splagiatowany co najmniej pięć razy. Przy czym w latach 2008 i 2009 przez tych samych autorów w dwóch różnych czasopismach wydawanych przez tę samą instytucję – Canadian Center of Science and Education.

Skala plagiatów jest przerażająca. Nie są one jednak ważnym narzędziem budowania fikcyjnych karier. Wykrycie plagiatu jest bowiem stosunkowo proste, a osoby, które go popełnią, nie mogą liczyć na litość. Natomiast takich oszustów jak El ­Naschie z Uniwersytetu Aleksandryjskiego przyszpilić jest znacznie trudniej. Nie trzeba bowiem eksperta, żeby stwierdzić, że dwa fragmenty tekstu są identyczne lub prawie identyczne, natomiast sporego wysiłku wymaga wykazanie, że jakiś tekst naukowy prezentuje fatalny poziom merytoryczny lub wręcz jest bełkotem – a przecież działalność nierzetelnych naukowców i redaktorów może mieć ogromny wpływ na ocenę uczonych i uniwersytetów oraz na decyzje o wydatkach na badania.

W ostatnim rankingu THE z 2013 r. Uniwersytet Aleksandryjski nie jest już tak wysoko jak kilka lat temu, ale wciąż bryluje w klasyfikacji uczelni „rynków wschodzących”, tuż obok Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przy ocenie pracowników naukowych, a czasami także instytucji, często używa się indeksu H (Hirscha), zaproponowanego przez Jorge’a Hirscha jako wskaźnik intensywności i znaczenia pracy naukowej badacza. Im ten indeks wyższy, tym lepiej, przy czym rośnie on dużo wolniej niż liczba publikacji. Hirsch zauważył, że laureaci Nagrody Nobla z fizyki mają indeks H pomiędzy 35 a 39 (patrz „Ranking naukowy uczelni akademickich” POLITYKA 22). Ji-Huan He ma ogromny indeks H równy 67 oraz prawie 28 tys. cytowań. [pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Zobacz także

Margines oszustów