POLITYKA

Piątek, 24 marca 2017

Polityka - nr 11 (11) z dnia 2016-11-23; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 24. Rady na kłopoty ze sobą i innymi; s. 78-79

My. Kiedy kłopoty mają bliscy

Joanna Ulatowska

Kiedy czarne jest białe

Czym jest Pseudologia fantastica, czyli mitomania

Nasza córka, podająca się za osobę czarnoskórą pochodzącą z mieszanej rodziny, jest w rzeczywistości biała, tak samo jak my – napisali w 2015 r. rodzice Rachel Dolezal, śniadej kobiety z burzą ciemnych loczków. Osoby uważanej za artystkę afroamerykańską, która wykładała przedmioty związane z historią mniejszości afroamerykańskiej, była przewodniczącą NAACP – organizacji działającej na rzecz mniejszości rasowych w Spokane, w stanie Waszyngton – i twierdziła, że była ofiarą przynajmniej ośmiu udokumentowanych przestępstw na tle rasowym. Oświadczenie opublikowały media, okraszając je zdjęciami Dolezal z dzieciństwa i młodości, na których widać niebieskooką blondynkę z piegami. W obliczu skandalu kobieta zrezygnowała z kierowania NAACP.

W kolejnych dniach media dokładnie przyjrzały się biografii Rachel. Wyszperały m.in., że poinformowała policję jedynie o trzech zdarzeniach, w których miała być ofiarą. W jednym przypadku twierdziła, że na domu, który wynajmowała, ktoś powiesił stryczek. Właściciel posesji stwierdził jednak, że sznur pozostał po tym, jak rok wcześniej zawiesił tam upolowanego jelenia, o czym zresztą Dolezal informował. W ostatnim zgłoszeniu kobieta twierdziła, że tuż po tym, jak została przewodniczącą NAACP, w skrytce pocztowej organizacji znalazła 20-stronicowy list z pogróżkami. Ale policja sprawę umorzyła, gdyż na kopercie nie było żadnych oznak tego, że list przeszedł przez system pocztowy, a do skrytki dostęp mieli tylko pracownicy organizacji i trzej pracownicy poczty, którzy zostali wykluczeni jako sprawcy. Kiedy po pojawieniu się wątpliwości co do rasy Dolezal dziennikarze zapytali ją, czy sama podrzuciła ten list, oburzona kobieta stwierdziła, że nigdy nie sfabrykowałaby takich pogróżek, bo przeraziły one jej dwóch czarnoskórych synów.

Tu pojawia się kolejny problem – w tym czasie Dolezal miała tylko jedno dziecko. Drugi chłopiec, którego przedstawiała jako syna, jest w rzeczywistości jej adoptowanym bratem. W jednym z wywiadów sprzed wybuchu afery Dolezal twierdziła także, że ona i jej bracia (przysposobieni przez jej rodziców chłopcy) byli bici batem przez ojczyma (w rzeczywistości jej ojca) za ciemny kolor skóry. Utrzymywała, że urodziła się w RPA, mieszkała w tipi i zdobywała pożywienie, polując z łukiem. Rodzice Dolezal, mieszkający od kilkudziesięciu lat w małym miasteczku w Montanie, wszystkiemu zaprzeczyli. Ona zaś stwierdziła, że jej prawdziwym ojcem jest czarnoskóry przyjaciel rodziny.

Rachel sugerowała także, że kiedyś, podczas wyjazdu na wystawę sztuki, miała być odurzona pigułką gwałtu i wykorzystana seksualnie przez swojego mentora. Według niej był to bardzo bogaty mężczyzna i obawiała się wnieść oskarżenie. Utrzymywała, że ona i jej syn mieli być maltretowani przez jej byłego męża. Twierdziła, że przez dwa lata miała chorować na raka. O ile te ostatnie informacje nie są zweryfikowane i nie muszą być nieprawdziwe, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że są kolejnymi z licznych kłamstw Rachel Dolezal.

Rozgłos, jaki zyskał jej przypadek, wiązał się nie tylko z tym, że była osobą stosunkowo znaną. Znaczenie miała tu dyskusja na temat tego, czy stworzyła sobie nową historię, bo rzeczywiście tak silnie identyfikowała się z inną rasą, czy po prostu jest zwykłą kłamczuchą chcącą zdobyć sławę. Tak czy inaczej notorycznie mijała się z prawdą, możliwe więc, że cierpiała na przypadłość zwaną mitomanią lub Pseudologia fantastica.

Jaki jest w tym cel

Choć ta przypadłość została pierwszy raz opisana ponad sto lat temu przez niemieckiego lekarza Antona Delbrücka, nadal nie ma wśród psychologów i psychiatrów zgody co do jej definicji. Jako osobna jednostka chorobowa nie figuruje ona również w klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-5) czy na liście chorób Światowej Organizacji Zdrowia. Wielu praktyków zetknęło się jednak z przypadkami osób, które nie mając zdiagnozowanych żadnych innych zaburzeń psychicznych, notorycznie kłamały. Specjaliści zgadzają się także, że osoby z tą przypadłością kłamią często i chronicznie – w wielu przypadkach już od dzieciństwa, a ich kłamstwa – w odróżnieniu od zwykłych – nie mają jasno określonego celu. Co więcej, jak sugeruje profesor Charles C. Dike z Yale University School of Medicine, kłamstwa mitomanów bywają bardzo rozbudowane, skomplikowane i zawierają fantastyczne elementy, przez co mogą być odkryte. To często prowadzi do poważnych kłopotów w kontaktach z rodziną, znajomymi czy w pracy. Dike uważa także, że nawet gdy w kłamstwach mitomanów można dopatrzyć się jakiegoś konkretnego motywu, to często są one tak oderwane od rzeczywistości i nieproporcjonalne w ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]