POLITYKA

środa, 20 września 2017

Polityka - nr 32 (2717) z dnia 2009-08-08; s. 44-45

Kultura

Agnieszka Niezgoda

Kino mocnych wrażeń

Po katastrofalnym zastoju w show-biznesie stolica filmu znów rozwija czerwone dywany.

W studiu Paramount wśród makiet nowojorskich uliczek najczęściej teraz słychać rozmowy o pracy. Work sucks (z pracą jest do bani) – to zazwyczaj pointa dyskusji pracowników przemysłu filmowego. W pierwszym kwartale tego roku liczba kręconych w Los Angeles filmów spadła o 56 proc. Reklam telewizyjnych – o 34 proc. Tylko w styczniu w przemyśle rozrywkowym, który zatrudnia 200 tys. ludzi i pompuje w lokalną ekonomię od 20 do 30 mld dol., pracę straciło 22 tys. osób, czyli 10 proc. Żaden inny sektor nie został tak drastycznie dotknięty bezrobociem (szacunki California Employment Development Department).

Przyczyny zapaści to kryzys oraz roczny strajk aktorów zorganizowany przez SAG (Screen Actors Guild) – liczący 110 tys. członków związek zawodowy. – Wcześniej wybierałem pomiędzy ofertami pracy – opowiada Steven Fierberg, operator filmowy i aktor. – W ostatnim roku powiedziałem swojemu agentowi: biorę, cokolwiek się trafi. Ostatni film, który kręciłem w Nowym Jorku, miał budżet 5 mln dol. Podobnie jak cała ekipa pracowałem za połowę stawki. Strajk SAG był kretyństwem. Karykaturą walki Dawida z Goliatem. Rynkiem filmowym rządzą producenci. SAG uwierzył, że jest Dawidem. I stracił.

Niedawno, po rocznych walkach pomiędzy liderami SAG, trzy czwarte członków, wśród nich Steven Fierberg, przegłosowało podpisanie nowego kontraktu na kolejne dwa lata. Na identycznych zasadach, które producenci proponowali aktorom przed rokiem: 3 proc. podwyżki, tantiemy z filmów dystrybuowanych w Internecie. – Przed nami półtora roku rozwoju produkcji filmowych – prognozuje Richard Verrier, dziennikarz „Los Angeles Times”, zajmujący się tematyką związków zawodowych i show-biznesu. – Za dwa lata, w tym samym czasie, wygasną kontrakty scenopisarzy, reżyserów, aktorów. Źródło konfliktu, czyli tantiemy od rosnącej dystrybucji Internetowej, pewnie się nasili i znów dojdzie do negocjacji. Producenci będą więc chcieli maksymalnie wykorzystać najbliższe miesiące.

Bob Engelman, producent filmowy (m.in. „Maski”, „Scooby Doo – where are you?”), studzi euforię. – Główne studia Hollywood w tej chwili przygotowują się do filmów, rynek czeka ożywienie. Ale w przyszłym roku będzie dziura w dystrybucji, bo przez ostatni rok niewiele kręcono.

Strajk aktorów obnażył ewolucję związków, które z siły walczącej o prawa pracowników przeobraziły się w organizacje strzegące posad liderów. Ukazał też potęgę nowych mediów. Internetu, wideo iPodów, iPhonów, telefonów komórkowych, dzięki którym film można obejrzeć za darmo, w samochodzie, stojąc w korku. Czy to przyszłość filmu? – Wszyscy szukają teraz alternatywnych form dystrybucji, więc zmieni się ona na pewno – odpowiada Bob Engelman. – Studia, związki zawodowe czują, że ogromne zyski przyniesie Internet, iPhony. Każdy walczy o kawałek tortu, ale nikt nie wie, jak duży on będzie. To walka o zarobek.

Bulwar Hollywood, restauracja BOA. Bankiet Los Angeles Film Festival. Tłoczno, błyskają flesze. Wśród gości m.in. John Voight i Dustin Hoffman. Jednak więcej aktorów stoi za barem, niż sięga po drinki. – Tak, jestem członkiem SAG – odpowiada zażenowany tym pytaniem Bill, kelner. Nie chce podać nazwiska. Bill należący do SAG, w ciągu ośmiu lat swojej kariery zawodowej zagrał w dwóch filmach pod kuratelą związku. By zostać członkiem, wystarczy wystąpić w jednym. Spośród 110 tys. strajkujących tylko 10 proc. głosów należało do aktorów, którzy pracują na planach filmowych, a nie w knajpach. Zanim jednak związki przepoczwarzyły się we własną karykaturę, zapisały się w pamięci twardą obroną praw pracowniczych.

– W latach 70. jako 22-latek pracowałem w wakacje w fabryce samochodowej w Detroit – wspomina Steven Fierberg. Robotnicy nie byli zrzeszeni. Najstarszy z zatrudnionych miał 35 lat, a wyglądał na 45. Jego znajomy pracował w fabryce obok, w której działał związek. – Tam nie było takiego wyzysku – opowiada Steven. – Związek ludzi bronił, kontrolował warunki pracy. My harowaliśmy jak woły. Z czasem moralne postulaty brały jednak górę nad zdrowym rozsądkiem i biznesową rachubą. Nagrodzony w 1991 r. Oscarem dokument „American Dream” ukazuje przebieg strajku związkowego w koncernie spożywczym Hormel Foods, w miasteczku Austin w Minnesocie.

To pejzaż ruin. Liderzy związkowi wynajęli speca od komunikacji: za sowite wynagrodzenie przekonywał robotników, że moralność jest po ich stronie, buntował przeciwko kompromisowi płacowemu. Po ponad roku robotnicy opuścili domy i wyjechali szukać pracy za jakiekolwiek pieniądze, gdziekolwiek. Ich miejsca w Hormel Foods były już zajęte. Szkodę wyrządził także przed kilkoma laty tzw. reklamowy strajk aktorów. SAG toczył boje o tantiemy zagraniczne, które są udziałem może procenta zrzeszonych. W wyniku kilkumiesięcznego zastoju ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]