POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 33 (3123) z dnia 2017-08-16; s. 21-22

Polityka

Malwina DziedzicMariusz Janicki

Koalicja: rozważna, nieromantyczna

Rozmowa z szefową klubu Nowoczesnej Katarzyną Lubnauer o niemodnych partiach i nietotalnej opozycji

Malwina Dziedzic, Mariusz Janicki: – Partie są teraz démodé – przekonuje opozycja pozaparlamentarna. Nawet wasze ugrupowanie, wciąż przecież nowe i skupiające ludzi, którzy nie mają bogatego politycznego CV, stało się ofiarą takiego myślenia.
Katarzyna Lubnauer: – Warto, aby każdy, kto kwestionuje potrzebę istnienia partii, zapoznał się z jej definicją. Tak nazywamy grupę ludzi o podobnych poglądach, próbujących zdobyć coś, co umownie nazywa się władzą, przywództwem.

Tylko że oni na ogół nie chcą zdobywać władzy.
Ale rządzi się po to, aby kształtować pewną wizję kraju. Bardzo często ostatnio oczekiwania opozycji pozaparlamentarnej są takie, że my, opozycja, tu w parlamencie wygramy z PiS. A przecież PiS ma przewagę arytmetyczną, zatem na końcu, w głosowaniu sejmowym, zawsze wygra. Ja zaś uważam, że rolą mniejszości sejmowej jest z jednej strony alarmowanie społeczeństwa o zagrożeniach, a z drugiej – zatrzymanie pewnych procesów na tyle, żeby ludzie zdążyli się zmobilizować. Protesty uliczne odegrały decydującą rolę w przypadku wet prezydenta, dobrze, że politykom opozycji udało się w porę ostrzec o zagrożeniu.

Nie jest natomiast wciąż oczywista odpowiedź na pytanie, jak wygrać w kolejnych wyborach z obecną większością rządzącą, która niszczy podwaliny państwa prawa. I na to pytanie my, politycy opozycji, musimy znaleźć odpowiedź. Dla mnie kluczowe jest, abyśmy zrozumieli nie tylko, dlaczego PiS wygrał w 2015 r., ale także to, dlaczego mimo tych protestów, mimo ataku na sądy, Misiewiczów, nowych podatków wciąż utrzymuje stosunkowo wysokie poparcie społeczne. Bez tego zrozumienia nigdy nie będziemy w stanie przekonać części wyborców, aby zmienili swoje preferencje.

A może najpierw trzeba jednak przekonać do siebie niepisowską część elektoratu, bo i z tym jest kłopot? Może to już by wystarczyło?
Obecnie jako społeczeństwo jesteśmy bardzo podzieleni, a nawiązując do słów Lincolna: „Dom podzielony na pół nie ustoi”. Teraz będzie bardzo trudno, aby wyborcy z jednego obozu przeszli do drugiego – bo nie ma dróg, są za to mury. Zastanawiając się nad tym, co skłoniło wyborców do głosowania dwa lata temu na PiS, w pierwszej kolejności nasuwa się odpowiedź, że chcieli zmiany. Oni teraz mogą być zaskoczeni niską jakością tej zmiany, ale jednocześnie obietnica powrotu do Polski A.D. 2015 jest dla nich wysoce niesatysfakcjonująca, bo tamta Polska była daleka od OK. I nie można ani się na nich za to obrażać, ani ich obrażać. Bo my też stworzyliśmy Nowoczesną w tym poczuciu.

Na razie jednak problemem jest to, że to ta niepisowska połowa domu jest podzielona na wiele pokoi. Co zrobić z tymi ścianami?
Współdziałając, nie powinniśmy zatracać różnic, żebyśmy mogli sięgać do jak najszerszego grona wyborców. Żeby to zrobić, trzeba zdać sobie sprawę, że są wyborcy, do których może dotrzeć tylko liberalna, nieobciążona błędami Nowoczesna, ale już nie trafi konserwatywna Platforma. I odwrotnie. Podobnie też do elektoratu wiejskiego łatwiej przemówi PSL niż traktowane jako miejskie N czy PO. Musimy mieć dla Polaków jak najszerszą i zróżnicowaną ofertę. Dlatego uważam, że w tej chwili, na dwa lata przed wyborami, formalizowanie współpracy albo podkreślanie, że niewiele nas różni, byłoby błędem.

Ale nie wykluczam, gdzieś na końcu, wspólnych list, czyli decyzji o tym, że musimy pójść razem. Mowa nie o koalicji miłości, ale rozsądku, bo to wystarczy. W jej ramach musimy jednak zachować swoją odrębność. Oczywiście powinno być pewne minimum programowe. I tu widzę już kilka istotnych spraw, które nas łączą, również z częścią opozycji pozaparlamentarnej. Po pierwsze, nasze miejsce w UE – wszyscy wiążemy nasze oczekiwania z silną obecnością Polski w Unii. Po drugie, praworządność – przestrzeganie zasad trójpodziału władzy i demokratycznego państwa prawa. Dalej: kwestia bezpieczeństwa, obronności i budowania sojuszy międzynarodowych. Uważam, że jesteśmy też w stanie zbudować wspólną propozycję reformy sądownictwa. O tych rzeczach myślimy podobnie. Ale są tematy, które niewątpliwie nas różnią.

I tu dochodzimy do spraw, które budzą dziś duże emocje. Jak porozumieć się w takich kwestiach jak: uchodźcy, 500+, związki partnerskie, aborcja?
Rzeczywiście te rzeczy nas różnią i to jest potwierdzenie tego, co mówiłam wcześniej: my możemy dotrzeć tam, gdzie PO nie zyska poparcia. Mówię jasno, że jesteśmy za rozdziałem Kościoła i państwa; za związkami partnerskimi; za tym, aby lepiej chronić wolność kobiet, czyli zagwarantować właściwą edukację seksualną czy ułatwić dostęp do in vitro. W Nowoczesnej chcemy również zaprzestania finansowania lekcji religii z budżetu państwa. I ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]