POLITYKA

Sobota, 2 sierpnia 2014

Polityka - nr 13 (2698) z dnia 2009-03-28; s. 63

Kultura / Kawiarnia Literacka

Sylwia Chutnik

Kobiety Ziemiańskiej

Wiecie, co to jest wojna? To jest ulica Mazowiecka z barykadą zrobioną z księgozbioru Juliana Tuwima. Sam poeta wyjechał z miasta jeszcze we wrześniu 1939 r. W swoim mieszkaniu na ulicy Mazowieckiej gromadził kolekcję dziwnych książek, broszur traktujących o magii, wydawanych gdzieś w małych miasteczkach. Były tam niespotykane kurioza, spisy zaklęć pomieszane z powieściami detektywistycznymi czy tanie romansidła. Większość tych skarbów spłonęła w czasie Powstania Warszawskiego, wywleczona na ulicę i ułożona w barykadzie. Pozostałości zgrupowano jako „Tuwimiana” w warszawskim Muzeum Literatury.

Mieszkanie Tuwima znajdowało się naprzeciw słynnej kawiarni Mała Ziemiańska, założonej w 1918 r. Obok księgarni Jakuba Mortkowicza, Zachęty, Filharmonii oraz Instytutu Propagandy Sztuki. Aha, no i sławnej jadłodajni u Wróbla – po obiedzie w tym przybytku wszyscy szli na kawę do Ziemiańskiej.

Kawiarnia swoją legendę zawdzięcza przede wszystkim ludziom, którzy w niej przesiadywali. Tadeusz Kantor mawiał, że wszelkie artystyczne rewolucje wywołują kawiarnie. Wiemy o słynnym półpięterku Skamandrytów i ich przyjaciół. To właśnie tam powstawały nowe skecze do teatrzyków takich jak Qui Pro Quo czy późniejsza Banda. Środowiska literatów mieszały się z politykami, wojskowymi czy niebieskimi ptakami. Wszyscy plotkowali, odczytywali swoje nowe utwory i traktowali kawiarnię niczym biuro – dyżury obowiązkowe!

Lecz czy w Ziemiańskiej dobrze czuły się też panie? Aktorki, pisarki czy malarki na pewno były obecne w tym raju dla warszawkowych artystów. Namalowana przez Jerzego Szwajcera dwuczęściowa karykatura gości kawiarni przedstawiała kilka pań wbitych między licznie ustawione stoliki. Część z nich była tak zwanymi ozdobami, czyli paniami do towarzystwa. Były to zazwyczaj czyjeś narzeczone, żony lub panie, które chciały przebywać wśród sławnych twórców. Na obrazie Józefa Rapackiego, przedstawiającym wnętrze kawiarni, widać owe damy noszące się w stylu lat dwudziestych – mały kapelusik, obowiązkowy kołnierz z futerka i płaszcz, w którym siedziało się przy stoliku. I nieważne, że gorąco, że gruby materiał krępuje ruchy – ale elegancko i szykownie.

Bywały tu również: Irena Krzywicka, Hanka Ordonówna, Zuzanna Ginczanka czy Wanda Telakowska. To one współtworzyły nastrój Ziemiańskiej. Na przykład ta ostatnia, malarka i graficzka (po 1945 r. zasłużona propagatorka wzornictwa przemysłowego), prowadziła sztambuch, do którego wpisywali się stali bywalcy. Na zachowanych kopiach stron widzimy pochyłe pismo Słonimskiego czy opatrzony wieloma poważnymi pieczęciami wpis pupilka Piłsudskiego, czyli generała Wieniawy-Długoszowskiego. Z rodzaju wierszyków można domyślić się, że właścicielka sztambucha Wanda Telakowska była w sporej przyjaźni z poetami i bywalcami kawiarni.

Nie inaczej było ze złotymi siostrami Kossakównymi: energiczną Magdaleną Samozwaniec i eteryczną Marią Pawlikowską. Jak tylko przyjeżdżały w odwiedziny do stolicy ze swojego Krakowa, to musiały obowiązkowo zameldować się na Mazowieckiej. Po rozwodzie z mężem Samozwaniec więcej przebywała w Warszawie, a część Skamandrytów towarzyszyła jej przy kawiarnianym stoliku.

Dodać należy także malarkę Zofię Stryjeńską, miłośniczkę zapasek i ludowych wycinanek. Stworzyła w 1925 r. polski pawilon na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu. Za swoje prace otrzymała wówczas cztery Grand Prix. Sukcesy zawodowe nie szły jednak w parze z prywatnymi. Mąż, architekt i rzeźbiarz, dwa razy osadził ją w szpitalu psychiatrycznym wbrew jej woli. Taki to był sprytny sposób na pozbycie się konkurencji artystycznej i zastraszenie zbuntowanej żony. Rzeczywiście, Stryjeńska nie ukrywała stanów depresyjnych, ale sama podejrzewała również, że porwanie jej na przymusowe leczenie było aktem zemsty męża i próbą oddzielenia od ich dzieci. Środowisko artystyczne żyło wówczas tym skandalem. Wielu ziemiańszczyków przystało wtedy do jednego z dwóch obozów, broniąc bądź troskliwego męża, bądź to żony-wariatki.

Kobiety bywały też obiektem anegdot, jak choćby Zuzanna Ginczanka, poetka żydowskiego pochodzenia. Oto pewnego razu w Ziemiańskiej Ginczanka opowiadała swoją przygodę z redaktorem „Wiadomości Literackich” Mieczysławem Grydzewskim, który zaprosił ją do siebie po wydrukowaniu jej wiersza w „Wiadomościach”. Okazało się, że redaktor chciał nieco bardziej szczegółowo poznać debiutantkę. Ta jednak wybrnęła z krępującej sytuacji, oświadczając, że jest dziewicą. W czasie tej opowieści przy stoliku siedział między innymi Tadeusz Wittlin, który później przedstawił całe zdarzenie w swojej książce „Ostatnia cyganeria”. Scharakteryzował on Ginczankę jako „cnotliwą Zuzannę”, ponieważ „z nikim się nie puszcza”. Może właśnie dlatego Eryk Lipiński rzucił kolegom propozycję, aby zgwałcić dziewicę. Wittlin odpowiedział: „Za zimno, zaczekajmy z tym do wiosny”. Być może nie mam ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]