POLITYKA

Piątek, 24 marca 2017

Polityka - nr 1 (3) z dnia 2017-02-15; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 25. Kobieta: instrukcja obsługi; s. 48-51

MY. Kobieta jako córka, partnerka, matka

Anna Dobrowolska

Kocha, nie kocha?

Dr hab. Katarzyna Popiołek, prof. Uniwersytetu SWPS w Katowicach, czy one inaczej niż oni pojmują miłość

Czy ona aby na pewno mnie kocha? Wielu mężczyzn nie raz w życiu zadaje sobie to pytanie w odniesieniu do dziewczyn, partnerek, żon (choć niewielu przyznaje się otwarcie do tego rodzaju wątpliwości). No bo co to za kochanie, jeśli ona jest ciągle ze mnie niezadowolona; jeśli wszystko, co robię, jest nie tak; jeśli ustawicznie nie pojmuję, o co jej chodzi. No właśnie, o co kobietom chodzi w miłości? Czy one kochają jakoś inaczej? Oto pięć głównych powodów, dla których dziś kobiety nieco odmiennie od mężczyzn pojmują nie tyle samo uczucie miłości, ile oczekiwania wobec ukochanych.

Dziewczynki przygotowywane są do specyficznie rozumianej miłości

Dziewczynki przygotowuje się przede wszystkim do prowadzenia rodziny. Wpaja im się takie wartości, jak odpowiedzialność za innych, troszczenie się o nich, pielęgnowanie, wzajemna zależność, dobre relacje, umiejętność koncyliacyjnego rozwiązywania sporów. U chłopców wypracowuje się umiejętności konieczne do odgrywania roli wojowników nastawionych na sprawczość, zdobywanie władzy, prestiżu, pozycji w hierarchii, wykonywanie zadań i ukrywanie słabości i problemów.

Wpływ na to mają nawet zabawy. Deborah Tannen, socjolingwistka z Georgetown University, wskazuje, że dziewczynki w wolnym od zajęć czasie zazwyczaj rozmawiają o tym, co wydarzyło się w szkole, o wzajemnych relacjach. Chłopcy zaś – zanim przystąpią do zabawy – kłócą się o to, kto ma być w niej kim, bo ważna jest pozycja w hierarchii. Gdy dziewczynka wraca do domu i mówi: „Zosia ze mną nie rozmawia”, jej mama zazwyczaj się przejmuje i próbuje się dowiedzieć, co jest powodem tego milczenia. Chce zrozumieć, co się stało w relacji i wraz z córką szuka sposobu, jak ją naprawić. Gdy chłopiec mówi: „Tata, Jaś się do mnie nie odzywa”, ojciec stwierdza, że widocznie nie miał nic do powiedzenia. Konsekwencją tego jest fakt, że w dorosłym życiu kobiety mają bogatsze relacje i w razie problemów mogą szukać wsparcia w różnych miejscach. Mają choćby przyjaciółki, które są wychowywane w podobny sposób. Jednocześnie wydaje im się naturalne, że tego samego mogą oczekiwać od partnera. On nie jest jednak do tego przygotowany, co zazwyczaj sprawia, że kobieta czuje się zawiedziona i sfrustrowana.

Jest jeszcze inne niebezpieczeństwo: kobietę, którą przygotowuje się do roli strażniczki ogniska domowego, uczy się, że czasem mężczyźnie trzeba wybaczyć, że gdy on przychodzi do domu zmęczony, zdenerwowany, nie zawsze chce rozmawiać, to może czasem lepiej takie chwile przeczekać, nie reagować, nie okazywać, że coś jej się nie podoba. Ale im dłużej to przeczekuje, tym bardziej jest napięta i zmartwiona. Problem więc rośnie i może dojść do sytuacji, że nie będzie już panować nad emocjami i w końcu zareaguje wybuchem.

Kobiety jeszcze bardziej niż mężczyźni wierzą w mit miłości romantycznej

Wciąż świetnie funkcjonuje archetyp miłości romantycznej. Wystarczy popatrzeć na popularność komedii romantycznych. Kobiety bardziej emocjonalnie niż mężczyźni angażują się w relacje. Są przyzwyczajone, że ważne jest wzajemne rozumienie się, rozmowy, dialog. Relacja dwóch osób to dla nich „związek dusz”. Mężczyzna nawet nie bardzo wie, na czym miałby on polegać, ponieważ nie został do tego przygotowany.

Psycholog i psychoterapeuta Jacek Santorski podkreśla, że w pierwszym okresie związku partnerzy funkcjonują jak gdyby pod wpływem miłosnej amfetaminy. Nakładają różowe okulary i oceniają partnera pozytywniej. Później amfetamina przygasa, a okulary spadają. Nazywa się to nawet czasem żałobą po wyobrażonym partnerze. Istotne jest, na ile dorośle człowiek potrafi do tego podejść. Małżeństwa, które rozpadają się błyskawicznie, zazwyczaj nie potrafią przejść tego właśnie etapu. Z jednej zatem strony w pierwszym etapie małżeństwa największa trudność polega na pogodzeniu się z tym, że partner nie jest taki, jak się o nim – czy o niej – myślało.

Z drugiej strony przy wyborze partnera nie można mieć poczucia, że on jest w jakiś sposób wybrakowany. „Jest z gorszego domu, ale się podciągnie” – myślą często kobiety. „Ale tak mnie kocha, że jak będzie miał dobry, piękny dom, to na pewno się zmieni”. Takie założenie jest złym budulcem związku. Jeśli się partnera z góry nie akceptuje, to co będzie później, kiedy na obrazie związku siłą rzeczy zaczną się pojawiać najróżniejsze rysy?

Początek relacji to także czas, gdy tworzą się pewne wzorce postępowania. Jeśli człowiek wtedy zacznie działać niezgodnie ze swoimi potrzebami, to taki sposób funkcjonowania się utrwali, mimo że jest niezadowalający. Obawa – silniejsza u kobiet – by jasno komunikować swoje potrzeby, bierze się zazwyczaj z dwóch czynników, które najczęściej ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]