POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 5 (7) z dnia 2017-05-24; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 25. Mężczyzna: instrukcja obsługi; s. 14-19

Ja. Mężczyzna jako człowiek

Paweł Walewski

Koguty i misie

Czy natura jest samolubną kobietą, skoro celowo dręczy mężczyzn, zastawiając pułapki na ich psychikę i ciało

Rodzaj męski jest bliski wyginięcia, a cywilizacja dramatycznie niszczy mężczyznom zdrowie. To powszechnie znany lament. Nad uwiądem symboli męskości biolodzy i antropolodzy załamują ręce od dawna, ale – szczęśliwie – żadna z ich teorii jeszcze się nie sprawdziła.

Być może zatem biadanie nad zagładą męskiego pierwiastka jest przedwczesne. A jeśli siła męskiego ego – czerpana z chromosomu Y oraz testosteronu – ma jeszcze inne, nieodkryte źródło? Istota słaba nie mogłaby przecież wciąż odradzać się jak Feniks z popiołów. A mężczyźni nie wymierają. Wciąż rządzą światem, giną na wojnach, uwodzą, kochają, wychowują dzieci, przebierają się nieraz w sukienki i malują oczy. Są różni. I niewykluczone, że dlatego właśnie jeszcze długo pożyją.

W niewoli libido

„Mężczyzna współczesny nie musi być ani piękny, ani przystojny, ale musi być wypielęgnowany. Oczywiście na sposób męski!” – to jedna z porad Michaliny Wisłockiej, którą można znaleźć w jej „Sztuce kochania” (książce znowu dziś bardzo modnej dzięki świetnemu filmowi o życiu autorki).

Wisłocka – jak przypomina jej kolega po fachu prof. Zbigniew Izdebski – miała tradycyjne poglądy dotyczące wzorców kobiecości i męskości, a także podziału ról w związkach i małżeństwie. Ale w „Sztuce kochania” potraktowała mężczyzn w szczególny sposób. Od swoich pacjentek musiała dowiadywać się o nich samych najgorszych rzeczy (kobiety zadowolone z mężczyzn nie szukały przecież pomocy w jej gabinecie), a mimo to zdaniem prof. Izdebskiego autorka broniła facetów: – Mężczyzna w jej wizji to podporządkowany popędom samiec, któremu trudno kontrolować własne odruchy. Nieszczęśnik, który nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z własnym libido ani problemami.

Tak mogła myśleć lekarka w latach 70., kiedy medycyna nie dawała mężczyznom wielkich nadziei ani szans na poprawę wydolności seksualnej. Dziś dysponuje arsenałem wygodnych leków, które leczą zarówno impotencję, jak i przedwczesny wytrysk, więc jeśli ktoś chce tylko zaradzić tym problemom, może otrzymać fachową i skuteczną pomoc. Ale przemyślenia nauczycielki seksu Polaków sprzed 40 lat wcale nie straciły na aktualności, bo przecież wielu mężczyzn nadal krępuje się korzystać z tych zdobyczy, jakie mogłyby pomóc im wznieść się na szczyty lub przynajmniej zadowolić partnerkę w stopniu umiarkowanym. Jak twierdzi dr Andrzej Depko, seksuolog i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, wielu panów szuka ze strachu spełnienia w internecie, byle nie wchodzić do sypialni, gdzie czekają na nich zbyt wymagające żony.

Portale społecznościowe oraz aplikacje randkowe kładą się cieniem na relacjach międzyludzkich i męsko-damskich stosunkach, choć niektórym mogą pomóc w odbudowaniu własnego skromnego ego, co zwłaszcza dla psychiki mężczyzny może mieć niebagatelne znaczenie. Dr Wisłocka tych technologicznych możliwości nie znała, więc zalecała mężczyznom, by nie tylko dbali o swój wygląd i higienę, ale też byli romantyczni, uważający, przynosili kwiaty, mówili wytworne komplementy, obdarzali subtelnie dobranymi i licznymi prezentami. Jednocześnie przestrzegała, że „mężczyzna paradujący po domu w przydeptanych pantoflach i w długich czy krótkich niewymownych jest widokiem odstraszającym i nie nasuwa w wyobraźni kobiecej obrazu zdobywczego kochanka”.

Bo idealny Adonis to zdobywca. Natura już u zarania dziejów uformowała go na myśliwego, który uganiał się za zwierzyną i był zawsze – niczym kogut – gotów do walki z wrogiem. „Nie odbierajcie, dziewczęta, waszym chłopcom przyjemności polowania na cenną zdobycz” – apelowała Wisłocka w rozdziale „Pierwsze kroki we dwoje”. „Niech poluje, zastawia skomplikowane pułapki, niech zdobywa z wielkim nakładem wysiłku i pomysłowości swoją kobietę”.

W tej roli niektórzy wypadają aż za dobrze. Społeczne oczekiwania kreują mężczyznę jako silnego pogromcę, więc nie powinno dziwić, że – jak wynika z policyjnych statystyk – 99,9 proc. przestępstw na tle seksualnym popełniają mężczyźni, a napady rabunkowe to również ich domena. Raport organizacji Women’s Aid z 2004 r. ujawnił, że sprawcy przemocy domowej często wierzą, że ich czyn to dowód troski, bo „ratują” lub „chronią” swoje rodziny przed złem czyhającym z zewnątrz. Motywem może być nienawiść, agresja, chęć zemsty – kulturowo przypisane twardym mężczyznom przymioty, jak u filmowego Terminatora, który w oczach nastolatków był nadczłowiekiem (bo ich ojcowie nie wytłumaczyli im, że raczej parodią człowieka).

Tak celebrowane cnoty męskie w dalszym ciągu służą pielęgnowaniu mitu herosa, tylko czy jeszcze jest na niego zapotrzebowanie? Codzienne życie stawia przed mężczyznami wyzwania inne niż niegdyś strzelanie z łuku. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]