POLITYKA

Czwartek, 27 lipca 2017

Polityka - nr 37 (2722) z dnia 2009-09-12; s. 102-103

Ludzie i obyczaje

Krystyna Lubelska

Kolekcjonerzy dusz

Dzięki Internetowi możemy działać jako towarzyscy hurtownicy. Portale społecznościowe, takie jak Facebook czy Nasza-klasa, otworzyły bramy do kumplowskiego cyberraju.

Im dłuższa lista znajomych, zapisana na portalu społecznościowym, niczym balowy karnet, im więcej kliknięć od zainteresowanych zalicza jej gospodarz, tym bardziej wzrasta jego prestiż i pozycja towarzyska. Zdaniem Olafa Gajla, internetowego eksperta, zbieranie znajomych przekształciło się w rodzaj e-kolekcjonerstwa. – W Polsce prawie 70 proc. użytkowników serwisów społecznościowych stosuje je, by kontaktować się ze znajomymi. Problem polega jednak na tym, że ludzi zaczyna męczyć i nudzić zbytnia otwartość tych kontaktów, ich pozorna intymność oraz nadmierna powierzchowność.

e-otwartość

Jednak walka w sieci o zdobycie kolejnych dusz nie ustaje ani na chwilę. Nie ma chyba internauty, który przynajmniej raz nie dostałby od innego zachęty do dołączenia się do listy jego znajomych. Wcześniejszy wzajemny kontakt nie jest konieczny, wystarczy osiągnąć status tzw. sugerowanego znajomego, a więc być znajomym znajomych. Niektórzy zorientowani snobistycznie sami pchają się na listy, gdzie widzą dobrze notowane w ich środowisku nazwiska, odnajdując w ten sposób wejście do świata vipów.

W portalach społecznościowych wielu użytkowników widzi środek na samotność, nieśmiałość, zbytnią introwertyczność. Niektórzy psychologowie są zdania, że dzięki nim ludzie o skrytych wnętrzach łatwiej się otwierają i uczą kontaktów z bliźnimi. Inni uważają, że jest to zwykłe żerowanie na ciekawości, nostalgii, tęsknocie do bycia wyjątkowym i zauważonym.

We wspomnianych portalach panuje przede wszystkim cywilizacja obrazkowa. Do pisemnego komunikowania się wystarczyłby internautom system poczty elektronicznej. A na portalach, oprócz komunikacji e-mailowej, można prowadzić m.in. czaty, przechowywać utwory muzyczne i materiały wideo; najistotniejszą jednak rolę pełnią zdjęcia oraz filmiki, którymi użytkownicy zapełniają należące do nich strony. – W tym wszystkim chodzi o autoprezentację – stwierdza Julia Barlińska z Wydziału Psychologii UW – stworzenie jak najbardziej atrakcyjnego autoportretu, który w natłoku wielu innych przyciągnie uwagę do tego stopnia, że kolejna osoba zapragnie znaleźć się na liście znajomych właściciela danego profilu.

e-narcyzm

Nie ulega wątpliwości, że przedstawiciele pokolenia zwanego Look at me (Spójrz na mnie) rozkochani są we własnych wizerunkach. Psychologów martwi rozkwit narcyzmu dostrzegalny zwłaszcza wśród młodych (16–24 lata) internautów. Kontakty wykreowane na portalach społecznościowych nie tyle służą wartościowemu podtrzymywaniu kumplowskiej więzi, ile zdobywaniu internetowej publiczności, która doceni wyjątkowość i atrakcyjność modela prezentującego się na zdjęciach. Choć trzeba przyznać, że nierzadko odbywa się to na zasadach pewnej wzajemności – ja wpiszę się na twoją listę znajomych, ty na moją i będziemy się wzajemnie podziwiać.

Rzecz jasna, relacje takie powinny być jak najbardziej frapujące, więc zdarza się, że umieszcza się na stronach fałszywki – np. zdjęcia z imprez, które się wcale nie odbyły. Wyimaginowana impreza w wirtualnym świecie – czy można mieć to komuś za złe? Zdaniem niektórych badaczy, bogaty dar wyobraźni, stanowiący niekiedy przeszkodę w realnym życiu, ułatwia lepszą i szybszą adaptację w sieci. Niewykluczone, że być może przyśpieszy nawet ewolucję homo sapienshomo virtual. Stanisław Lem podkreślał jednak, że każda wizja musi mieć swoje granice, a szczególnie należy być czujnym przy zastosowaniu technologii nieustannie doskonalącej fikcję.

Portalowa autopromocja służy nie tylko narcystycznej uciesze, ale staje się także swoistą grą wizerunkami. Aby zwrócić na siebie uwagę, użytkownicy serwisów demonstrują na zdjęciach (lub filmach) śmiałe pozy, głupie miny, wymyślne makijaże, likwidują niedoskonałości lub, przeciwnie, ukazują się w karykaturalnym świetle. Na portalu Fotka internauta może się przekonać, czy jest najbardziej cool na świecie. Jego zdjęcia oceniają za pomocą punktacji inni użytkownicy. Maciej, 17 lat, dostał 10,21 pkt od 1349 osób, w tym wiele zaproszeń zachęcających do zawarcia znajomości wraz z adresami e-mailowymi. Zasłużył też na komplementy w rodzaju: słodki, kuszący na maksa, sexy. „Obserwuję cię od chwili. Wyglądasz jak kombinacja chili i tequili, czyli ostro” – napisała z zachwytem jedna z internetowych obserwatorek. Jednak np. Ewa, lat 25, otrzymała tylko 30 głosów. „Słabo, widać nie jest dostatecznie zajebista”komentuje Darek, który też korzysta z Fotki.

e-wnętrze

Skoro powierzchowność, choćby najbardziej upozowana, czasem zawodzi, można liczyć na bogate wnętrze. „Oto moje cechy – wypisuje Mariusz w swoim profilu – bezkonfliktowy, całuśny, wygadany, wyluzowany, zabawny, żądny przygód, ciepły”. Inny internauta, Winder z Mazowieckiego, zilustrował się zdjęciem z bananem, a pod nim wymienił 44 swoje wyjątkowe przymioty, nie będąc w tym względzie wcale rekordzistą. Idealizacja własnej osoby, twierdzą zgodnie psychologowie, stanowi próbę manipulowania innymi ludźmi. – Znacznie groźniejszy jest jednak fakt – ocenia psycholog Julia Barlińska – że internauci często dochodzą do przekonania, że to, co przycią...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]