POLITYKA

Piątek, 26 maja 2017

Polityka - nr 7 (3098) z dnia 2017-02-15; s. 52-53

Świat

Marek Ostrowski

Kompleks Asteriksa

Rozmowa z Pascalem Brucknerem, francuskim pisarzem i eseistą, o tym, dlaczego Le Pen przegra i co jest nie tak z Francuzami

Marek Ostrowski: – W Polsce boimy się zwycięstwa Marine Le Pen.
Pascal Bruckner: – Mam nadzieję, że nie wygra. Przesądzić mogą o tym didaskalia: ona nie ma takiej siły przebicia jak Trump, nie ma owego barokowego szaleństwa, jakie miał jej ojciec – postać imperialna i wulgarna, która swymi ekscesami, łamaniem norm przyzwoitości uwodziła kobiety i elektoraty mniejszościowe. Ponadto Marine Le Pen gruntownie zmieniła Front Narodowy, który przyjął zasady republikańskie, odciął się od antysemityzmu, zaakceptował islam – o ile ten podporządkowuje się normom Francji – a ponadto włączył gejów do aparatu partyjnego.

To przeraża starą francuską skrajną prawicę, rasistowską, bardzo nacjonalistyczną, katolicką i kolonialną. Dla Le Pena ojca fakt, że numerem dwa Frontu jest Florian Philippot, który otwarcie się prezentuje jako gej, stanowi obrzydliwą rewolucję. Znacznie groźniejsza jest jej siostrzenica Marion Maréchal-Le Pen: jest młoda, atrakcyjna i reprezentuje prawdziwą skrajną prawicę swego dziadka Jean-Marie.

Ale one współdziałają.
To nie jest rodzina zjednoczona. Odwrotnie – wszyscy się tam nie znoszą. I ważniejsze: Front Narodowy ma skrajnie lewicowy program gospodarczy. Nienawiść do liberalizmu, wielkiego kapitału, finansów, słowem – program taki jak skrajna lewica Jeana-Luca Mélenchona, to bliźniacy. Przecież ich zamierzenia są absurdalne, groteskowe: wyjście ze strefy euro, zamknięcie granic, to jakiś kompleks rysunkowego bohatera francuskiego Asteriksa. Dlatego uważam, że Francuzi nad polityczną przepaścią jednak się zawahają i wybiorą kogoś z centrum.

Czy to oznaka jakiejś historycznej choroby narodowej?
Francja utraciła prominentną rolę, którą odgrywała w okresie zimnej wojny. Upadek muru berlińskiego był dla niej fatalny. Prezydent de Gaulle i jego następcy starali się, by Francja była jakimś elementem w połowie drogi między Związkiem Radzieckim a Ameryką. Wyszliśmy z NATO, mieliśmy bombę atomową i chociaż sytuowaliśmy się raczej u boku USA, to mieliśmy złudzenie pewnej niezależności. I Francuzi rozwinęli bardzo silny antyamerykanizm, krytykowano amerykańską brutalność, prostactwo. De Gaulle stawiał się Amerykanom, zwłaszcza podczas wojny w Wietnamie. Mówiono: nie jesteśmy ani na Wschodzie, ani na Zachodzie, jesteśmy Francją.

Kiedy to się skończyło?
Częściowo w 1989 r. Dotąd Paryż myślał, że Europa stanie się francuska, że wszyscy w Europie przyjmą z entuzjazmem model francuski: państwo opiekuńcze, układ partyjny. Tymczasem od 1989 r. wszyscy odwracają się od tego modelu. Francja wybrała strukturalne bezrobocie, by chronić pewne kategorie pracowników. Francuzi przeżywają więc wielkie rozczarowanie, że nikt modelu francuskiego nie chce, ale jeszcze i upokorzenie, bo nasz odwieczny nieprzyjaciel – Niemcy – odniósł czwarte już nad nami zwycięstwo. Najpierw w wojnie w 1870 r., potem w 1918 r., bo mimo porażki wyczerpał nasze siły i w 1940 r. dosłownie nas rozgniótł. A teraz pani Merkel wygrała w wojnie ekonomicznej.

I to tak wpływa na nastroje?
Francuzi uważają, że całe zło gnębiące nasz kraj przychodzi z zagranicy: chodzi o globalizację i liberalizm. Liberalizm to we Francji słowo ordynarne, niemal gorsze od faszyzmu. Uosabia wszystko, czym pogardzamy: wolną przedsiębiorczość, inicjatywę prywatną, ochronę praw przedsiębiorców. 20 lat temu mówiono, że Francja to Związek Radziecki, któremu się powiodło.

Przecież wiele jest uroków życia we Francji. Państwo socjalne, prawa pracownicze, opieka zdrowotna.
To już nie działa. Za dużo kosztuje. Idzie siłą rozpędu za cenę ogromnego zadłużenia. Francuzi nie chcą słyszeć, że system może się zawalić, żyją pod parasolem państwa; wybrany na kandydata socjalistów do prezydentury Benoît Hamon proponuje uposażenie powszechne dla wszystkich, które rocznie kosztowałoby państwo 450 mld euro. To szaleństwo. Francuzi nie mają pojęcia o mechanizmach ekonomicznych, uważają, że ekonomia to mało szlachetna część egzystencji, stosunek do pieniądza jest schizofreniczny: to fascynacja i poczucie winy, nawet nienawiść, co typowe dla starych krajów katolickich. Ta schizofrenia szkodzi gospodarce.

Może system wymaga tylko pewnych reform?
We Francji nie można przeprowadzić żadnych reform. Nie zrobiliśmy tego, co Schröder w Niemczech czy pani Thatcher w Wielkiej Brytanii. Francja to dziwny kraj: bardzo konserwatywny, który swój konserwatyzm przykrywa retoryką rewolucyjną. W imię praw nabytych, w imię ludu, tak się działa, by niczego nie reformować. Związki zawodowe często stają się mafią spragnioną zachowania przywilejów. Taka Francja na zawsze pozostanie wspaniałym muzeum. Hitler w swoich rojeniach o Rzeszy Europejskiej wyznaczył Francji rolę parku turystycznego dla zmęczonych żołnierzy Wehrmachtu. I coś w tym jest.

Nie widzi pan nadziei?
Od dwóch i pół roku obserwuję zmianę – w stosunku do policji i wojska. Francuzi lubią swoją policję, która ich chroni przed aktami terroru, i wojsko, które z sukcesem ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Pascal Bruckner (68 lat) – francuski filozof, eseista i pisarz; w latach 70. i 80., obok André Glucksmanna i Bernarda-Henry Lévy, najbardziej znany członek grupy Nowych Filozofów, którzy zerwali z marksizmem i zbliżyli się do prawicy. Dziś krytyk islamu i idei społeczeństwa wielokulturowego.