POLITYKA

środa, 18 października 2017

Polityka - nr 9 (11) z dnia 2017-09-13; Pomocnik Historyczny. 4/2017. Marcin Luter i reformacja. 500 lat protestantyzmu; s. 12-16

Reformacja

Adam Krzemiński

Korzenie

Reformacja nie spadła z nieba w przededniu Wszystkich Świętych 1517 r., gdy pewien augustiański zakonnik wykładający teologię na prowincjonalnym uniwersytecie w Wittenberdze ogłosił tezy do zwykłej dysputy akademickiej.

Niespełniona zapowiedź reformy Kościoła. Od stu lat dysydenci domagający się zmian w Kościele mogli się powoływać na postanowienia soboru w Konstancji (1414–18), gdzie wprawdzie spalony został Jan Hus, ale równocześnie zapowiedziano reformy Kościoła. Czas był najwyższy, ponieważ Europa wchodziła w nową epokę, szybko zmieniał się sposób patrzenia człowieka na siebie samego i Boga, zmieniały się reguły gry politycznej i gospodarczej, a Kościół utknął w moralnym i umysłowym upadku.

Spoistość katolickiego świata nie była już silna. Wprawdzie prestiż Kościoła nadal był ogromny, mimo eskapad rozbuchanego papieża Aleksandra VI i jego bastardów, ale był to prestiż raczej zewnętrzny i magiczny, jak cała religijność ówczesnego świata, a nie moralny i duchowy. Rzym zresztą wprawdzie tępił herezję, ale nie czuł się zobowiązany do narzucania jednej centralnej teologii. Od dawna różne szkoły teologiczne i zakony – jak choćby franciszkanie i dominikanie – toczyły ze sobą zażarte spory, które pochłonęły niejedną ofiarę.

Między lękiem a egzaltacją. Wiara człowieka średniowiecznego była rozkołysana między lękiem a egzaltacją. „Pomiędzy piekielnym strachem i dziecinnym żartem, pomiędzy zatwardziałością okrutną i skorym do łez współczuciem lud chwiał się to w tę, to w inną stronę jak olbrzym z głową dziecka” – pisze Johan Huizinga w „Jesieni średniowiecza”. Dziwna to była pobożność. Ludziom w wierze wystarczała obecność plastycznego obrazu, ponieważ łacińskie słowo i tak było mało dostępne. Ale mobilizacja wizualna wymagała coraz silniejszych bodźców, coraz większego przepychu, co z kolei prowadziło do inflacji obrazów i figur świętych. Zmysłowość wiary przejawiała się też w niemal pogańskim kulcie relikwii. Gdy w 1244 r. zmarł Tomasz z Akwinu, zakonnicy z Fossanuova dosłownie zamarynowali jego ciało, by nic nie stracić z drogocennych relikwii. I ta cielesność wiary naiwnie łączyła potrzebę mistyki i realizmu, wywoływała silne emocje i zarazem była powierzchowna, od nikogo nie wymagała głębokiej walki duchowej.

Nie było w tym świecie wiele radości życia, a renesansowe carpe diem (łac. chwytaj dzień) ogarniało tylko cieniutką warstwę wykształconych – im dalej na północ od Alp, tym cieńszą. Na północy nie tyle radość życia, ile melancholia i lęki mistyczne łączyły poważną refleksję i życiową fantazję. W tym pesymizmie można znaleźć nie tylko ślady epidemii dżumy (czarnej śmierci), która w XIV w. zabiła co piątego mieszkańca Niemiec, ale i przekonanie o nadciągającym końcu świata, zapowiadanym przez wędrownych kaznodziejów, pokazywanym na licznych obrazach „Sądu Ostatecznego” i „Tańca Śmierci”.

Bunt mistyków. Ale w tym chrześcijańskim obrazie Boga i świata od dłuższego czasu torował sobie drogę drugi nurt, apelujący nie tyle do zbiorowego strachu, ile do prywatnej wyobraźni. Od XIII w. obok Boga karzącego, ponurego despoty, który strąca nagich ludzi do piekieł, coraz częściej pojawiał się Chrystus, Bóg cierpiący, Człowiek wykrzywiony w straszliwym bólu, przemawiający swymi ranami do jednostki raczej niż do tłumu. I to był pierwszy promień nowożytności, która miała dopiero nadejść z wyraźnie ukierunkowanym pytaniem: a jak TY nawiążesz kontakt z Bogiem, jak TY odnajdziesz się na tym i na tamtym świecie? Były to pytania, które u schyłku średniowiecza bardzo ostro stawiali mistycy, niekiedy ludzie wybitnie wykształceni – jak mistrz Eckehart w XIV w. – broniący swojej wiary przed narzuconą przez instytucje kościelne wizją świata i religijności. Ten pierwszy, jeszcze niedostrzegany powszechnie nurt reformy, ale już piętnowany jako herezja, był rewoltą żywej pobożności przeciwko wierze skostniałej. I choć w XV w. bunt mistyków przycichł, to jednak potrzeba ominięcia nadmiernych pośredników w kontakcie z Bogiem nie zagasła.

Główny pośrednik – Kościół rzymskokatolicki – tymczasem przez bierność i demoralizację stracił ten wiek XV, który był stuleciem przełomowym. Odcisnęli na nim swe piętno Kopernik i Gutenberg, Kolumb i Leonardo da Vinci. Z nowych czasów władcy Kościoła chwycili tylko renesansowy smak artystyczny, świeckie apetyty polityczne, żywe wyczucie pieniądza i otwartą obyczajowość. Trzeba było dopiero wstrząsu reformacji, by Rzym się ocknął i zaczął gonić uciekający czas.

Kontekst społeczno-polityczny. Ale reformacja to nie tylko bunt nowej pobożności północnych kresów zachodniego chrześcijaństwa przeciwko renesansowemu zeświecczeniu, korupcji i rozkładowi. To również cały układ interesów politycznych, od separatystycznych ambicji książąt w Rzeszy, którzy pragnęli umocnienia swej niezależności wobec cesarza, jak ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Europa w dobie reformacji ok. 1560 r.

    Europa w dobie reformacji ok. 1560 r. - [rys.] Marek Sobczak