POLITYKA

środa, 29 marca 2017

Polityka - nr 8 (8) z dnia 2016-09-14; Pomocnik Historyczny. Nr 4. Z Kresów na Kresy; s. 9-13

Prolog

Marcin Zaremba

Krajobraz po wojnie

Powojenne wysiedlenia i przesiedlenia odbywały się w warunkach trwogi i znacząco ją wzmacniały. W Polsce trwał konflikt o cechach wojny domowej, a drogą odgórnej rewolucji wprowadzano nowe porządki.

Trupy, ekshumacje, straty demograficzne. Gdy w styczniu 1945 r. do Warszawy weszła Armia Czerwona, miasto było wymarłe, ruiny i popioły przykrywała cienka warstwa śniegu. Kondycja Polaków była nie lepsza. W czasie II wojny światowej przeżyli oni upadek własnego państwa, doświadczyli wojennego chaosu i dwóch okupacji, widzieli zagładę Żydów. Również sami zaznali motywowanej rasowo przemocy i okrucieństwa. Bez uświadomienia sobie, czym były te lata, nie można zrozumieć atmosfery powojnia.

W 1945 r. wszędzie, gdzie miały miejsce naloty dywanowe, gdzie toczyły się zacięte walki, walały się trupy ludzi i zwierząt. W kwietniu i maju na zwłokach pasły się wielkie jak nigdy dotąd muchy, których roje unosiły się nad pobojowiskami. Pierwszy polski prezydent Kołobrzegu Stefan Lipicki, z którego wspomnień wynika, że jeszcze wczesnym latem 1945 r. na ulicach miasta leżały niepochowane ciała, zapamiętał: „[S]tan sanitarny Kołobrzegu był okropny, ulice miasta pokryte rozlaną krwią, na których gnieździły się całe chmary much. W Ząbrowie pod Kołobrzegiem znalazłem magazyn z beczkami środków owadobójczych, proszkiem tym posypywaliśmy ulice, muchy zaczęły znikać – w końcu ich nie było, duża ulga. Drugą plagą były trupy, było wyjątkowo gorące lato i następował szybki rozkład ciał. Idąc ulicami trzeba było zatykać nos – tak silny był trupi odór”.

W maju 1945 r. Komenda Wojewódzka MO donosiła z Trzebnicy na Dolnym Śląsku: „Wiele trupów ludzkich, oraz innych zwierząt [tak w oryginale] leży nie zakopanych”. W Warszawie pojawiły się uzasadnione obawy o wybuch cholery.

Ekshumacje zabitych i pomordowanych odbywały się w całym kraju. Z jednej strony psychicznie wydłużały one czas wojny, z drugiej stanowiły próbę symbolicznego przezwyciężenia traumy.

Wojenne straty demograficzne mieszkańców przedwojennej II Rzeczpospolitej narodowości polskiej i żydowskiej kształtowały się na poziomie ok. 5 mln (w tym 2,9 mln Żydów). W ostatecznym rachunku powinni zostać uwzględnieni także obywatele narodowości białoruskiej, niemieckiej i ukraińskiej (razem ok. 800 tys.), którzy ponieśli śmierć w wyniku II wojny. Jeśli zatem brać pod uwagę całą 35-milionową ludność polskiego państwa z sierpnia 1939 r., to możemy przyjąć, że nawet około jednej piątej nie dożyło zakończenia wojny. Jeśli dodać wszystkich tych, którzy przeżyli, a których los rozproszył po świecie, to ludność Polski zmniejszyła się o blisko jedną czwartą. Podobnych strat nie poniosło żadne z państw europejskich.

Zdziesiątkowana została elita polityczna, intelektualna i kulturalna społeczeństwa: według danych szacunkowych zginęło 37,5 proc. osób z wyższym wykształceniem i ok. 30 proc. ze średnim. W wojennych migracjach i eksterminacjach, na polach bitew zginęła polska klasa średnia, podstawa stabilności ładu społecznego w każdym kraju.

Wojenne zniszczenia i wysiedlenia. Kraj był zniszczony. W 1939 r. wielu niemieckich oficerów w przekonaniu o swej kulturowej wyższości fotografowało egzotyczną dla nich wschodnioeuropejską biedę. Jednak obraz, jaki po sobie pozostawili, gdy w 1944 i 1945 r. w panice opuszczali ziemie polskie, nierzadko w ostatnim momencie jeszcze rabując, był nieporównanie gorszy. Obok Niemiec i Związku Sowieckiego Polska należała do krajów najbardziej zniszczonych. Dochód narodowy osiągnął w 1945 r. zaledwie 38,2 proc. poziomu z 1938 r., co przekładało się na życie codzienne ludności. Kilka milionów osób straciło swój majątek, miejsca pracy, jedyne źródła utrzymania. Na przednówku w 1946 r. niemal otwarcie mówiło się o wiszącym nad krajem widmie głodu.

Zniszczenia materialne niosły za sobą również inne, mniej uchwytne konsekwencje: kulturowe. Zburzyły tysiące mikrotradycji zamieszkałych w przedmiotach codziennego użytku, bibelotach, zdjęciach, księgozbiorach. Przedwojenna przeszłość z jej symbolami, wartościami, rytuałami nagle stała się odległa, wręcz obca.

Na ziemiach włączonych do Rzeszy wysiedlenia rozpoczęły się już jesienią 1939 r. Do końca wojny dotknęły one ponad 860 tys. osób, z czego najwięcej z Wielkopolski i regionu łódzkiego. Na obszarze Generalnego Gubernatorstwa zmuszono do opuszczenia mieszkań i domów 280 tys. Polaków, a w stolicy – po upadku powstania warszawskiego – 500 tys. Łącznie pod okupacją niemiecką przymusowo zostało wysiedlonych 1650 tys. osób. Oprócz tego na przymusowe roboty trafiło do Niemiec ok. 2 mln polskich obywateli.

Choć skala deportacji dokonanych na obszarach anektowanych przez ZSRR objęła ok. 300 tys. obywateli polskich, to jednak trauma związana z podróżą i pobytem na Syberii czy w Kazachstanie była chyba ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]