POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 31 (3121) z dnia 2017-08-02; s. 37-39

Społeczeństwo

Juliusz Ćwieluch

Krok za krokiem

Kuba, na zwolnieniu warunkowym, ma przejść resocjalizację na trasie z Lublina do Krakowa.

Tak się jakoś układa, że pierwsze zdjęcie z drogi obaj robią sobie za Wąwolnicą. Zdjęć w ramach projektu „Nowa droga” powstało 40. Bartek jest opiekunem, a Kuba to były więzień. Wyszedł osiem miesięcy przed terminem. Teraz ma się ostro przespacerować, taki jest pomysł na resocjalizację.

Miejsce sprzyja nie tylko fotografowaniu. Drzewa ocieniające ścieżkę pnącą się w górę dają miły chłód. Nawet miejscowi wolą wypić piwko na ławeczce przy wąwozie niż pod sklepem. Kuba też tutaj zażyczył sobie fotkę. Stoi na rozstawionych nogach, ręce lekko uniesione, jak do walki. Pewny siebie. Uśmiechnięty. Dwa dni później z uśmiechu niewiele już pozostanie. Pewności siebie też będzie mniej. Paradoksalnie to dobra wiadomość.

Pierwszy kilometr

Jest raczej zapoznawczy. Bartek już wcześniej widział się z Kubą w więzieniu, ale rozmowy w kryminale są powierzchowne. – W więźniu najlepiej mówić o sobie niewiele – uważa Kuba. Poznać się mają na trasie. Spędzą razem dwa tygodnie. Dwóch obcych sobie ludzi, którzy przejść mają 360 km pomiędzy Lublinem a Krakowem. Dwuosobowa pielgrzymka dawnym szlakiem Jakubowym. Niewierzący zamiast pielgrzymka wolą mówić podróż. Też dobre słowo, bo podróżować można również w głąb siebie.

Podróż rozpoczęli w piątek 14 lipca. Pierwszy dzień jest organizacyjny. Odcinek do przejścia najkrótszy. Zaledwie 16 km, za rogatki Lublina odwieziono ich samochodem. Prawdziwa droga zacznie się drugiego dnia. Trzeciego będzie kryzys. Kuba jeszcze tego nie wie. Bartek przerabiał to już z trzema wcześniejszymi podopiecznymi i ze spokojem czeka, aż się wydarzy. Spokoju ma w sobie ogromne pokłady.

Słowo pokłady bardzo do niego pasuje, bo jego poprzednim pracodawcą była kopalnia Bogdanka. Na stanowisku elektryka dołowego przepracował 29 lat. Kilka lat temu zmienił pracodawcę. – Teraz wypłatę dostaję od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i bardzo sobie to nowe miejsce zatrudnienia chwalę – żartuje. Dzięki ZUS ma czas, żeby na dwa tygodnie zniknąć z domu i pójść w trasę z kolejnym chłopakiem.

Według organizatorów projektu Bartek świetnie sprawdza się jako opiekun, bo życia i psychologii uczył się na kopalni, a to najlepszy uniwersytet. W kontaktach nie tworzy barier, ale umie stawiać granice. Nie wymądrza się. Nie ocenia. Choć sam jest bardzo zaangażowany religijnie, o Bogu mówi mało. Jeśli już, to najczęściej Pan Bucek, jakby słowo Bóg było za duże na jego życie i problemy.

17. kilometr

Z Wąwolnicy wymarsz o ósmej rano. Można by pospać, ale Bartek trzyma się terminów, bo jak masz kogoś wprowadzić na nową drogę życia, to musisz go nauczyć konsekwencji. Bartek ma jej nawet za dużo, o czym Kuba głośno mówi. Podpytał się chłopaków, którzy wcześniej szli z Bartkiem i współczuli mu, że trafił na takiego przejebanego opiekuna. Bartek potrafi zrobić dwa dni w jeden, bo co to jest dla młodego chłopaka przejść 20 km w jeden dzień. Nawet nie zdąży się zmęczyć. A zmęczenie to przecież ważny element życia. Zwłaszcza tego nowego. Postojów robi mało, bo na postojach Kuba pali, a to też zły zwyczaj i warto go oduczyć. – W kryminale ciągle jesteś pod nerwami. Zapalisz i chwilę jest lżej – mówi Kuba.

Po przejściu 11 km zmęczenia jeszcze nie powinno być. Jednak po ponad dwóch godzinach szybkiego marszu Kuba zaczyna narzekać. – Człowieku, zwolnij trochę, bo ja przez ostatnie dwa lata miałem przerwę w chodzeniu – mówi. W więzieniu ciężko pracował w zakładach mięsnych. Z chodzeniem ta jego praca nie miała za wiele wspólnego. Za to dużo z wysiłkiem fizycznym. I trochę z umysłowym, bo przez cały czas główkował, co się dzieje z tymi kośćmi, które wrzucał do maszyny oddzielającej je mechanicznie od mięsa. No, i z tego główkowania wyszło mu, żeby od tej pory uważnie czytać etykiety wędlin, czego nigdy wcześniej nie robił.

Zarzucasz na maszynę trzysta kilo kości. Niby jakieś mięso tam jest, ale ogólnie to bardziej kości. Podkładasz pod podajnik jeden pojemnik na mięso i drugi na kości. I tak się jakoś składa, że ten na kości ciągle jest pusty, a ten na mięso się zapełnia – opowiada Kuba. O pracy w zakładzie mówi gorzko. Przeklina gęsto, że pieniądze do dupy, bo kryminał prawie 70 proc. mu zabierał. Bartek słucha, rzadko komentuje. W historiach o tym, że potrafi być ciężko, trudno z nim konkurować, bo Bartek był nie tylko elektrykiem dołowym, ale też ratownikiem górniczym.

Na przykł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]