POLITYKA

Czwartek, 21 września 2017

Polityka - nr 3 (5) z dnia 2017-04-05; Niezbędnik Inteligenta. 1/2017. Wielkie post. Jak wyjść z kryzysu rzeczywistości; s. 64-67

Pola kryzysu

Edwin Bendyk

Kryzys państwa

Państwo to ja! – twierdził Ludwik XIV, francuski Król Słońce. Czym jest suwerenne państwo dzisiaj? Trudno o jednoznaczną definicję. Ale niezależnie jak je opisać, takie państwo przeżywa poważny kryzys.

Kryzys? Jaki kryzys? Przecież dumni Brytyjczycy postanowili odłączyć się od Unii Europejskiej, by cieszyć się pełnią suwerenności. Ten pomysł zdecydowanie nie podoba się Szkotom, którzy woleliby zostać w Unii Europejskiej, odłączając się od Zjednoczonego Królestwa. O niezależności marzą Katalończycy, co jakiś czas podobne życzenie porusza mieszkańców kanadyjskiego Quebecu. Donald Trump zdobył władzę w Stanach Zjednoczonych, bo obiecał, że uczyni najpotężniejsze wciąż państwo świata „ponownie wielkim”. Inną odsłoną podobnego zjawiska jest heroiczny projekt „wstawania Polski z kolan" realizowany przez Jarosława Kaczyńskiego. O rosyjskim, imperialnym kulcie państwa nie trzeba wspominać. Bardziej zaskakuje trwałość państwa ukraińskiego, wielokrotnie już skazywanego na rozpad, które wobec rosyjskiej agresji coraz bardziej się konsoliduje i umacnia atrybuty suwerenności, z armią na czele.

Państwo, i to państwo narodowe, takie jakie wykluło się w wyniku pokoju westfalskiego wieńczącego w 1648 r. krwawą wojnę trzydziestoletnią, organizuje dziś polityczną wyobraźnię. Chodzi przy tym o państwo suwerenne, a więc kontrolujące terytorium z jasno określonymi granicami, które mają chronić przed napływem niebezpiecznych Obcych, zdolne do skutecznej obrony tej suwerenności. Przedsiębiorcze, aktywnie wspierające rozwój gospodarczy. Opiekuńcze, dbające o najsłabszych. Kulturalne, chroniące tradycyjne narodowe wartości i symbole. Silne, sprawiedliwe, sprawne, nowoczesne, bezpieczne.

Zasięg sieci

Co się dzieje? Przecież jeszcze w latach 80. Ronald Reagan mawiał, że najstraszniejsze słowa, jakie słyszał w życiu, to: „Jestem z rządu i przyszedłem, żeby ci pomóc”. W odpowiedzi na ten strach przed nadaktywną władzą publiczną prezydent Stanów Zjednoczonych wspólnie z Żelazną Damą, Margaret Thatcher rządzącą Wielką Brytanią od 1979 r., zaczęli systemowo demontować infrastrukturę rozległego państwa opiekuńczego i wdrażać neoliberalny model zarządzania sprawami społeczno-gospodarczymi. W modelu tym państwo miało wrócić do roli nocnego stróża, oddając większość zadań rynkowi i samoorganizującemu się społeczeństwu.

Taka propozycja, oparta na refleksji ekonomicznej czerpiącej z myśli Friedricha von Hayeka i Miltona Friedmana, została najpierw przetestowana w Chile przez gen. Augusto Pinocheta jako odpowiedź na socjalistyczne ciągoty obalonego w 1973 r. w zamachu stanu Salvadore Allende. Gdy podjęli ją Reagan i Thatcher, jej powodzenie nie było jeszcze przesądzone. Francja, w której w 1981 r. władzę przejęli socjaliści kierowani przez François Mitterranda, próbowała jeszcze realizować model państwa aktywnego również gospodarczo. Po dwóch latach próba restauracji demokratycznego socjalizmu zakończyła się kryzysem. Ostatecznym potwierdzeniem, że nie ma alternatywy dla ideologii neoliberalnej, był upadek komunizmu w latach 1989–91. Państwo musiało się do nowej rzeczywistości dostosować.

Tę nową rzeczywistość przyjęło się opisywać pojęciem konsensu waszyngtońskiego, którego jako pierwszy użył w 1989 r. angielski ekonomista John Williamson. Oznacza ono zalecenia dotyczące ustroju gospodarczego, jakie aplikowano dotkniętym państwom rozwijającym się. W zamian za pomoc ze strony takich instytucji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy kraje zobowiązywały się do przeprowadzenia wolnorynkowych reform, prywatyzacji zasobów publicznych, otwarcia na kapitał i inwestycje zagraniczne, dyscypliny budżetowej i fiskalnej. To wszystko, co w Polsce zawierało się w ramach tzw. planu Balcerowicza.

Neoliberalizm, zwany także fundamentalizmem rynkowym, miał być odpowiedzią na globalny kryzys społeczeństwa przemysłowego i wynikający zeń kryzys państwa dobrobytu. Kryzys ów dojrzewał w rozwiniętych państwach Zachodu już od lat 60., kiedy wyraźnie zaczął maleć udział przemysłu w strukturze gospodarki, znaczenia nabrały zaś usługi. Jednocześnie doszło do głębokich przemian kulturowych związanych z umasowieniem szkolnictwa wyższego, indywidualizacją, liberalizacją obyczajów (jej symbolami stały się pigułka antykoncepcyjna i prawo do aborcji). W końcu doszło do eksplozji – młodzieżowych rewolt na całym świecie.

Rok 1968 pokazał, jak silne jest oczekiwanie i potrzeba zmian w organizacji społeczeństwa. Bezpośrednie impulsy je wywołujące nadeszły nieco później: uwolnienie kursu dolara przez Richarda Nixona w 1971 r. i kryzys naftowy w 1973 r. otworzyły nową epokę w gospodarce, w której głównym instrumentem kapitalistycznej akumulacji stał się uwolniony i upłynniony kapitał finansowy. Zaczęła się epoka globalizacji pod znakiem finansjalizacji, czyli rozwoju opartego na rosnącej dominacji finansów i instytucji finansowych przy malejącym znaczeniu gospodarki realnej (przemysłu i usług). Ten model nie byłby możliwy, gdyby nie rewolucja technologiczna – upowszechnienie się komputerów, sieci teleinformatycznych i cyfryzacja.

Społeczeństwo przemysłowe zostało zastąpione przez sieciowe społeczeństwo informacyjne. Istotę tej zmiany wyjaśnia Manuel Castells, jeden z najważniejszych badaczy współczesnego świata, autor monumentalnej trylogii „Wiek informacji: ekonomia, społeczeństwo i kultura” (w Polsce wyd. 2008–09 r.). Zwraca on uwagę, ż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]