POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 1 (2485) z dnia 2005-01-08; s. 52-53

Świat / Wyspa Afrodyty

Witold Pawłowski

Kwadratura Cypru

Cypryjczycy długo będą rozpamiętywać ten rok niespodzianek. Z Afryki przyleciała szarańcza, amerykański archeolog odkrył resztki Atlantydy, a Europa nagle przestała ich rozumieć. Swoje sympatie po raz pierwszy skierowała ku północnej, tureckiej części wyspy.

Szarańcza odleciała; rewelacje Roberta Sarmanta, który pod warstwą mułu doszukał się fragmentów muru i atlantydzkiej agory, natychmiast podważyli inni koledzy archeolodzy; za to o Cyprze znów stało się głośno w Europie, bo niewiele brakowało, a zablokowałby unijne negocjacje członkowskie z Turcją. Miał zresztą całkiem istotny powód: Turcja, chcąca przystąpić do Unii, ciągle nie uznała jednego z 25 państw członkowskich, Cypru właśnie. Sytuacja dosyć surrealistyczna. Dodatkowo blokuje przed Cypryjczykami swój obszar powietrzny i porty, a także bruździ w rozmaitych organizacjach międzynarodowych, wetując członkostwo Cypru. Obie strony mają zresztą dużą determinację i praktykę w podstawianiu sobie nogi.

Rzecz w tym, że od 30 lat, czyli od tureckiej interwencji na wyspie, sytuacja postrzegana była jako czarno-biała. Cypryjscy Grecy występowali jako ofiary agresji – wypędzeni z domów, pozbawieni dobytku; okupacyjnego państwa powstałego na północy nie uznał nikt poza Turcją. W istocie było to państwo bezpaństwowe; handlować mogło tylko poprzez Turcję, poprzez Turcję szła poczta i rozmowy telefoniczne oraz ruch lotniczy, a cypryjsko-tureckich paszportów nie akceptował nikt poza Ankarą. Przez ową Ankarę Północny Cypr traktowany był jako półkolonia. Stacjonuje tu 35-tysięczny turecki garnizon, sprowadzono 120 tys. osadników, głównie chłopów z biednej Anatolii, w rezultacie rdzenni tureccy Cypryjczycy znaleźli się w mniejszości. Ankara do nich dopłacała, ale też traktowała jak utrzymankę. Zaś oni swoją republikę i jej nieruchomości traktowali jako byt przejściowy, trochę jak Polacy po wojnie Ziemie Odzyskane.

Taka prowizorka trwa już 30 lat. W międzyczasie osadnicy się zasiedzieli, doczekali dzieci i wnuków, a sprawy własności mocno pokomplikowały. Przez cały ten czas trwały niezliczone negocjacje. I nieustannie stroną torpedującą rozmowy była Północ, czyli Turcy, co jeszcze podkreślało czarno-biały obraz sytuacji. Z jednej strony demokratyczny, pokojowy grecki Cypr wyciągający rękę do zjednoczenia, z drugiej – okupant, który mnoży przeszkody i wiecznie pokazuje pięść.

No i właśnie ten obraz prysł w kwietniu minionego roku. Kiedy po raz pierwszy zjednoczenie było już o włos, dobrzy cypryjscy Grecy 75-proc. większością odrzucili w referendum plan pokojowy ONZ. Ale w miesiąc później to oni weszli do Unii. Za to źli cypryjscy Turcy w 64 proc. opowiedzieli się za zjednoczeniem, a mimo to znaleźli się poza Unią. Komisarz Günter Verheugen powiedział wówczas wzburzony, że Cypryjczycy go oszukali (pamięta mu się to do dziś w Nikozji), równie wzburzony Kofi Annan, który stał za pokojowym planem, zapowiedział, że trzeba skończyć z izolacją Północy, poparli go gorąco Amerykanie i Brytyjczycy oraz wiele innych unijnych państw. Od tej pory to Południe znalazło się w defensywie wobec rozmaitych inicjatyw wspierających cypryjskich Turków, ale trzeba też powiedzieć, że jak na razie broni się świetnie. Mija już ósmy miesiąc od referendum, a na Północ nie dotarło ani jedno euro unijnej pomocy (z 259 przyznanych milionów). Bruksela, wciągnięta po uszy w wewnętrzny cypryjski konflikt, ma okazję się przekonać, że trafiła na zawodowców.

W noworocznych podsumowaniach przeplatały się te wątki. Kac po referendum? Poczucie zaprzepaszczonej szansy? Absolutnie nie. W grudniowym badaniu opinii powrócił dokładnie stary wynik: 75 proc. również dzisiaj powiedziałoby Annanowi „nie”. W istocie bowiem i jedni, i drudzy, po obu stronach 160 km drutu kolczastego, odpowiadali w referendum na zupełnie inne pytania, niż zostały postawione.

Cypryjscy Turcy mieli proste zadanie. Odpowiedzieć, czy chcą fuksem, bez negocjacji i warunków, dostać się do Unii. Fakt, że tylko 64 proc. odpowiedziało pozytywnie, wskazuje, jak wielkie są obawy związane z Grekami z Południa, ich siłą nabywczą i czterokrotnie wyższym dochodem na mieszkańca.

Aby te obawy zneutralizować, plan Annana – trzeba przyznać – pisany był pod cypryjskich Turków. To ich, do tej pory przecież rzucających kłody, miał przekonać do zjednoczenia. Zamrażał więc na pięć lat obrót nieruchomościami na Północy, drobiazgowo ograniczał możliwość nabywania ziemi oraz osiedlania się tam cypryjskich Greków. Nie przewidywał też, że automatycznie odzyskają utracone dobra na Północy. Przysługiwałaby im częściowa rekompensata płatna też przez ćwierć wieku obligacjami skarbu państwa. Dla 200 tys. cypryjskich Greków wygnanych z Północy, którzy zostawili tam cały dorobek życia, takie rozwiązanie to niemal policzek.

Z kolei lekarstwem na strachy cypryjskich Turków, że dużo silniejsze i trzy razy liczebniejsze Południe po prostu ich wchłonie, miała być struktura zjednoczonej republiki: luźnej federacji dwóch samodzielnych jednostek terytorialnych, zarządzanych przez wspólną 6-osobową prezydenturę: czterech Greków i dwóch Turków, stojących na czele ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Jak się podzielił?

Cypr kolonizowali w przeszłości Grecy, Persowie, Egipcjanie, Rzymianie, Bizantyjczycy, Frankowie i Wenecjanie; w latach 1571–1878 był częścią Imperium Osmańskiego, później znajdował się pod administracją brytyjską, a od 1925 r. stał się brytyjską kolonią. Uzyskał niepodległość w 1960 r.; pierwszym prezydentem został przywódca cypryjskich Greków arcypiskup Makarios. Mniejszość turecka uzyskała konstytucyjne prawo do wyboru wiceprezydenta i po 30 proc. miejsc w rządzie i w parlamencie, jednak już wkrótce po serii konfliktów Turcy wycofali się ze współrządzenia, a między obiema wspólnotami dochodziło do licznych incydentów, również zbrojnych. Cypryjscy Grecy dążyli do połączenia z Grecją (enosis); Turcy sprzyjali idei podziału wyspy (taksim). W 1974 r. w zamachu kierowanym przez wojskowych z Aten obalony został prezydent Makarios, a puczyści ogłosili enosis. Korzystając z tego pretekstu inwazji na wyspę dokonała armia turecka, zajmując 36 proc. jej powierzchni.

Od 1 maja 2004 r. Cypr należy do Unii Europejskiej, ale rozwiązania unijne obowiązują tylko w południowej, greckiej części wyspy.