POLITYKA

Niedziela, 28 maja 2017

Polityka - nr 35 (3074) z dnia 2016-08-24; s. 16-18

Temat tygodnia

Jacek Żakowski

Kwit na elity

Atak na elity III RP to dzisiaj podręczny i podstawowy instrument obozu władzy. Chociaż dały one Polsce najlepsze ćwierćwiecze od wieków, tak łatwo są teraz poniewierane. Ile w tym politycznej gry, a ile prawdziwej winy elit?

Skoro czytacie ten tekst, to znaczy, że on jest o Was. Bo jako czytelnicy tygodnika opinii należycie do polskich elit. Elita jest elitą, bo zajmuje pozycje, które dają jej większy wpływ na życie ogółu niż innym. Może być (intelektualnie, kulturowo) lepsza od średniej społeczeństwa, ale też może być gorsza. Przez ostatnie ćwierć wieku ewoluowaliśmy od stanu pierwszego do drugiego. To jest ważne źródło naszych problemów.

Wojna polsko-polska jest wojną elit. Elity – mówi Jarosław Kaczyński – były złe. Mają je zastąpić lepsze. Nic dziwnego w tym nie ma. Sto lat temu Vilfredo Pareto opisał historię jako cmentarzysko elit. Dla Pareto polityka to wypieranie jednych elit przez inne. PiS wciela myśli Pareto tak jak marksiści Marksa. Jako wulgatę sprowadzającą historię do pytania: „kto kogo?”. Dekomunizacja, lustracja, czystki są od początku III RP dla prawicy ważniejsze niż dobre rządzenie. Dlatego prawica się nie martwi klapą aukcji w Janowie i milionowymi stratami. „Musi być wymiana kadr”. Jak nie ma kompetentnych „swoich”, mianuje się „swoich”, jacy są – dobrzy, bo partyjni. Szeregowym działaczom tę drogę podsuwa ludowy nepotyzm. Prawicowi intelektualiści ją racjonalizują. „Nauczą się” – mówił Mateusz Morawiecki, pytany w czerwcu o mianowanie niekompetentnych osób m.in. w Janowie i KGHM. Im więcej osób wiąże swoją pozycję w elicie z nowym ładem, tym trudniej go zmienić. Elita z partyjnego nadania jest najwierniejsza.

Koty tłuste, koty głodne

W koncepcji Pareto nowe elity grzebią stare i grzebane są przez następne. Grabarze są przekonani, że ich prawo do życia (rządzenia) jest lepsze niż prawo nieboszczyków. Ale każdy grabarz będzie kiedyś klientem innego grabarza. Mądra elita potrafi jednak wchłaniać kluczowe jednostki i kontrolować procesy społeczne, by konkurencyjna elita jej nie zagroziła. W ten sposób mądre elity ewoluują wraz z rzeczywistością. Gdy świat jest bezpieczny, w elicie przybywa sprytnych lisów. Im robi się mniej bezpiecznie, tym więcej dołącza do niej walecznych lwów. Kiedy elita traci zdolność takiego ewoluowania, przegrywa. Elity, które chce zlikwidować Kaczyński, tego nie umiały. Gdyby umiały, PiS nie byłby problemem. Ale też nic nie wskazuje na to, aby tę zdolność posiadły elity Kaczyńskiego. Zwłaszcza że to w istocie dalsze szeregi elit dotychczasowych, które uwierzyły, że nie są gorsze od czołówki, a dotąd były jedynie politycznie zablokowane.

Według Pareto – że raz jeszcze go przywołam – elita rządząca traci zdolności adaptacyjne, bo rozleniwia się, będąc u władzy. Zastępuje ją inna, którą do pracy gna głód władzy. Tłuste koty muszą być wypędzone przez głodne koty. Kiedy wychudną w opozycji, mobilizują się do zwycięskiej walki. To było widać w ostatnich kampaniach wyborczych i dobrze to widać, kiedy stara elita próbuje się pozbierać w opozycji. Pareto nazwał to „krążeniem elit”. To jest naturalne. Ale czujemy przecież, że to, co dzieje się w Polsce, nie jest naturalne. Przynajmniej wedle norm świata, do którego chcieliśmy dołączyć.

Krążenie elit III RP praktykowała ćwierć wieku. Lech Kaczyński jest dobrym przykładem. Był u władzy jako minister Wałęsy. Potem był w opozycji, aż Olszewski zrobił go szefem NIK. Potem znów był w opozycji i wrócił do władzy jako minister sprawiedliwości u Buzka. I znów trafił do opozycji, aż został prezydentem Warszawy i Polski. Przykładów takiego krążenia i wymiany elit było wiele. To, co dzieje się teraz, ma przerwać to krążenie. Cykliczną wymianę zastąpić ma zmiana. Nie chodzi o to, kto wygra ligę. Chodzi o to, kto w niej zagra. Zdaniem Kaczyńskiego dotąd grali nie ci, co powinni. Coś musi być na rzeczy, skoro dali mu szansę wcielać to przekonanie w życie. Bo władza PiS to owoc ich rządów.

W imieniu elit, które teraz chce obalać Kaczyński, prof. Marcin Król oświadczył, że byliśmy głupi. Nie zgadzam się z nim. Ale gdyby powiedział: „byliśmy coraz głupsi”, tobym przyklasnął. Na początku jako głodne koty byliśmy jak brzytwa na tle obalanej władzy i otaczającego nas świata. To było widać, kiedy jesienią 1988 r. Lech Wałęsa w telewizji zrobił marmoladę z szefa oficjalnych związków Alfreda Miodowicza. Umieliśmy trafnie odczytać oczekiwania społeczne i procesy zachodzące w Polsce, Rosji, na Zachodzie. Jako głodne koty byliśmy bardziej czujni, wrażliwi na bodźce i zdeterminowani, więc widzieliśmy świat dużo ostrzej i walczyliśmy lepiej niż tłuste koty z KC, Kremla, Bonn, Kapitolu. Dzięki temu wygrywaliśmy z silniejszymi. I nie byliśmy głupsi niż inni w naszym świecie. Nikt nie miał zielonego pojęcia, jak z zupy rybnej zrujnowanego systemu ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]