POLITYKA

środa, 18 października 2017

Polityka - nr 38 (3128) z dnia 2017-09-20; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Aleksander Hall

Aleksander Hall

Łaska stanu

Decyzje prezydenta w sprawie ustaw o SN i KRS powiedzą nam bardzo wiele o tym, czego możemy się po nim spodziewać w drugiej części jego prezydentury.

Audiencje – bo trudno nazwać je konsultacjami – jakich w ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda udzielił delegacjom sejmowych klubów parlamentarnych, nie przyniosły wielu informacji dotyczących projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, przygotowywanych w prezydenckiej kancelarii. Z wypowiedzi przedstawicieli klubu Kukiz’15 wynikałoby jednak, że prezydent podtrzymuje pomysł wybierania przez Sejm (większością 3/5) sędziów do KRS. Taka zmiana byłaby ewidentnie zła, gdyż sędziowie staliby się nominatami politycznymi, a nie jak dotychczas reprezentantami samorządu sędziowskiego.

Z kolei z wypowiedzi prof. Michała Królikowskiego, biorącego udział w pracach nad ustawami, wynika, że prawdopodobne jest obniżenie wieku emerytalnego sędziów z 70 do 65 lat, co umożliwiłoby usunięcie z Sądu Najwyższego połowy jego składu. Takie rozwiązanie, wątpliwe pod względem jego zgodności z konstytucją, także nie jest dobrym sygnałem dla zwolenników utrzymania niezależności wymiaru sprawiedliwości od władzy politycznej.

Współpracownicy głowy państwa zapowiadają, że prezydenckie projekty ustaw zostaną ogłoszone w ostatnim tygodniu września. Niebawem więc okaże się, czy rację mają ci, którzy sceptycznie oceniają szanse, iż prezydent Duda stanie się sojusznikiem obrońców niezależności wymiaru sprawiedliwości. Czy też lepiej przewidywali optymiści, którzy sądzili, że logicznym następstwem decyzji podjętych przez prezydenta pod koniec lipca powinno być jego wyemancypowanie się spod przemożnego wpływu Jarosława Kaczyńskiego i przeciwstawienie się jego ustrojowym planom.

Bez względu na to, kto ma rację, dwie sprawy są już teraz oczywiste: decyzje prezydenta powiedzą nam bardzo wiele o tym, czego możemy się po nim spodziewać w drugiej części jego prezydentury. Będą one także miały wielki wpływ na rozwój sytuacji politycznej i na kształt ustrojowy Polski.

Andrzej Duda fatalnie rozpoczął swoją prezydenturę. Decyzje o „ułaskawieniu” Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników, o odmowie zaprzysiężenia prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego i zaprzysiężenie sędziów-dublerów otwierały trwający ponad półtora roku okres, w którym prezydent sprawiał wrażenie człowieka całkowicie politycznie podporządkowanego Jarosławowi Kaczyńskiemu i posłusznie wypełniającego rolę, jaką mu wyznaczono. Nic więc dziwnego, że pierwsze weto prezydenckie wobec ustawy przegłosowanej przez PiS, dotyczącej Regionalnych Izb Obrachunkowych, rzadko było interpretowane jako dowód, że coś zmienia się w relacjach pomiędzy prezydentem a partią, z której się wywodzi.

Inaczej było z wetami prezydenckimi dotyczącymi ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS. Wyraźna większość Polaków, interesujących się sprawami publicznymi, była nimi zaskoczona. Ja także. Być może nie zdarzyłyby się, gdyby nie lipcowe protesty uliczne, bez wątpienia najliczniejsze od objęcia władzy przez PiS. Mylili się jednak ci obserwatorzy naszego życia politycznego, którzy w decyzji prezydenta Dudy widzieli taktyczny manewr uzgodniony z Jarosławem Kaczyńskim. Złość i chaos w obozie rządzącym po decyzji prezydenta były autentyczne i zbyt widoczne, aby uznać je za element makiawelicznego planu prezesa PiS. Telewizyjne orędzie pani premier, polemizujące z prezydencką decyzją, świadczyło o tym, że konflikt w obozie władzy jest faktem. Późniejsze wymiany złośliwości pomiędzy prezydenckim rzecznikiem a współpracownikami ministra Ziobry tę tezę potwierdzały.

Projekty ustaw, które w przyszłym tygodniu ma przedstawić prezydent Duda, pozwolą nam odpowiedzieć na pytanie o istotę tego sporu. Czy dotyczy on przede wszystkim pozycji prezydenta w obozie władzy? Jeśli tak jest, prezydent przedstawi projekty, których filozofia niewiele będzie się różnić od tych, jakie z inspiracji ministra Ziobry firmowali posłowie PiS. Zasadnicza różnica będzie wówczas sprowadzać się do tego, że kompetencje, które w zawetowanych ustawach były przypisane ministrowi sprawiedliwości, zostaną przyznane prezydentowi.

Jest jednak także druga możliwość. Polega ona na tym, że Andrzej Duda zrozumiał, iż ustrojowy plan Jarosława Kaczyńskiego szkodzi Polsce, a także jego własnej pozycji i karierze.

Ta ewentualność jest mniej prawdopodobna, ale nie można jej wykluczyć. Tadeusz Mazowiecki używał określenia „łaska stanu”. Uważał, że bywają politycy, wcale nie najwyższych lotów, którzy obejmując wysoki urząd, zaczynają dojrzewać do wzięcia odpowiedzialności za państwo. Jedno jest pewne. Andrzej Duda ma jeszcze – pomimo złych początków swej prezydentury – szansę na odegranie pozytywnej roli w historii Polski. Zależy to jednak od jego rzeczywistych poglądów, charakteru i politycznej wyobraźni.

Ustrojowy plan Jarosława Kaczyńskiego jest klarowny. Jego celem jest ustanowienie autorytarnego, scentralizowanego państwa przy zachowaniu fasady instytucji demokratycznych. Tego planu nie można zrealizować, zachowując sądownictwo niezależne od władzy politycznej. Ostatnie ogniwo ł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]