POLITYKA

środa, 29 marca 2017

Polityka - nr 33 (2718) z dnia 2009-08-15; s. 33-35

Rynek

Cezary Kowanda

Łatanie przez sprzedawanie

W tym i w przyszłym roku czeka nas podobno koniec prywatyzacji. Podobno. Bo spokój polityczny jest rządowi równie potrzebny jak pieniądze.

Sprzedaż naszego wspólnego majątku, spadku po socjalizmie, zaczęła się w 1990 r. Mimo to ponad 20 proc. produktu krajowego brutto wciąż wytwarzają firmy kontrolowane przez państwo. Gdyby udało się zrealizować ostatnie ambitne plany Ministerstwa Skarbu, można by patetycznie mówić o końcu polskiej prywatyzacji. Na razie jednak końca nie widać.

Rząd ma sprzedawać spółki z bardzo różnych branż i o bardzo różnym znaczeniu dla gospodarki. Co więcej, wizja wicepremiera Pawlaka jest w tej sprawie inna niż Platformy Obywatelskiej. Lider PSL lansuje prywatyzację pracowniczo-menedżerską, czyli sprzedawanie akcji na preferencyjnych warunkach zatrudnionym. Minister skarbu woli inwestorów strategicznych i drogę poprzez giełdę. Jakie firmy wpisano na listę transferową?

Hitem będzie z pewnością sektor energetyczny. Docelowo państwo chce się pozbyć wszystkich czterech wielkich grup: Enei, Energi, Polskiej Grupy Energetycznej oraz Taurona. A to prawdziwa żyła złota. Już w 2002 r. niemiecki koncern RWE zapłacił 1,5 mld zł za działający wyłącznie na terenie Warszawy STOEN. Spośród czterech gigantów na razie zaczęła się tylko prywatyzacja Enei. W 2008 r. firma trafiła na giełdę, a mniejszościowy pakiet jej akcji objął szwedzki Vattenfall. Tą drogą spółka zdobyła 2 mld zł na inwestycje, ale wciąż większość jej udziałów kontroluje Skarb Państwa. Prywatyzacja sektora energetycznego nie jest już tak kontrowersyjna jak dawniej. Wiadomo, że nasze koncerny potrzebują ogromnych pieniędzy na rozwój infrastruktury i budowę nowych elektrowni, a poza tym prąd od państwowej firmy wcale nie jest tańszy niż od prywatnej.

Znacznie trudniej będzie rządowi sprzedawać polskie kopalnie, mimo że początek został zrobiony. W czerwcu na giełdzie zadebiutowała kopalnia Bogdanka. Zainteresowanie ofertą było ogromne, a kurs akcji na pierwszej sesji wzrósł o 17 proc. Podobnie jak w przypadku Enei, to również dopiero pierwszy etap. Skarb Państwa ma wciąż 65 proc. udziałów i będzie szukał strategicznego inwestora. Na chętnych czeka również sektor chemiczny. Na co dzień nie wzbudza wielkiego zainteresowania, ale też może przynieść spore zyski. Nowi właściciele mają pojawić się w tym lub przyszłym roku w Zakładach Azotowych w Tarnowie i Kędzierzynie oraz w grupie Ciech.

Kolejny wielki projekt rządu to prywatyzacja LOT i niektórych spółek kolejowych. Po wielu latach udało się wreszcie dojść do porozumienia z syndykiem po liniach SwissAir, które kiedyś były współwłaścicielem naszego narodowego przewoźnika. Teraz Skarb Państwa może swobodnie dysponować większością akcji LOT (reszta należy do pracowników), ale ma inny problem. W branży lotniczej kryzys jest ostry, a polskie linie przynoszą olbrzymie straty. Naturalnym kandydatem do zakupu LOT jest Lufthansa, ale ani ona nie wykazuje specjalnego zainteresowania, ani rząd nie chce dać opozycji do ręki argumentu o wyprzedawaniu się Niemcom.

Do prywatyzacji przygotowywane są także dwie ważne spółki kolejowe. Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami ministra infrastruktury, PKP Intercity (przewozy pasażerskie) ma wejść na giełdę w 2010 r., a PKP Cargo (towarowe) – dwa lata później. Ale sytuacja obu firm może te plany pokrzyżować. Intercity, po latach zysków, zaczęła przynosić straty, częściowo z powodu fatalnie przeprowadzonej przez rząd reformy przewozów pasażerskich. Cargo broni się przed bankructwem, bo wyjątkowo mocno odczuło skutki gospodarczego spowolnienia.

Na szczęście są też perły w koronie, za które rząd nawet w kryzysie może dostać dobrą cenę. Należy do nich Giełda Papierów Wartościowych, o którą walczą największe parkiety świata: giełdy frankfurcka, londyńska i dwie nowojorskie. Ale i tu jest przeszkoda – trzeba czekać na wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Co ciekawe, orzeczenie sędziów dotyczy innych kwestii i jest neutralne dla prywatyzacji giełdy. Ale musi być wydane, żeby cała ustawa mogła wreszcie wejść w życie.

W sektorze finansowym prywatyzacja w dużej mierze już się zakończyła, choć w rękach państwa wciąż pozostają dwie bardzo ważne i wiele warte spółki. To bank PKO BP i grupa PZU. W przypadku banku sytuacja jest dość jasna: skarb ma ponad połowę jego akcji i w każdej chwili mógłby je wprowadzić na giełdę bądź sprzedać wybranemu inwestorowi. Taka decyzja ciągle nie zapadła.

PKO BP jest szczególnie cenny, bo daje dużą dywidendę. Zapewne chętniej prywatyzowano by dalej PZU, ale trzeba czekać na rozwiązanie sporu z holenderskim Eureko. Kolejny termin, jaki wyznaczyli sobie oponenci, to koniec września. Na razie zatem ani wielomiliardowa dywidenda z tej spółki, ani sprzedaż akcji PZU nie poratuje budżetu państwa. Natomiast rząd sam zwleka ze sprzedażą pozostałych 37 proc. akcji Banku Gospodarki Żywnościowej holenderskiemu Rabobankowi, używając ich jako karty przetargowej w ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

W jaki sposób rząd powinien łatać kryzysową dziurę w budżecie państwa? www.polityka.pl/debata