POLITYKA

Czwartek, 25 maja 2017

Polityka - nr 39 (2724) z dnia 2009-09-26; s. 96-98

Poradnik / Edukacja

Joanna Cieśla

Learning jak jogging

Naukę języka obcego warto zaczynać w każdym wieku – zapewniają psycholodzy. Nauka w dorosłości, a zwłaszcza w jesieni życia, świetnie wpływa na mózg.

Tuż po wyborach prezes PiS Jarosław Kaczyński doradził nowemu europarlamentarzyście Zbigniewowi Ziobrze, by podszkolił angielski lub francuski, bo inaczej będzie posłem czwartej kategorii. Jak wieść niesie, deputowany wziął do serca radę szefa. Także kilku jego kolegów poświęciło wakacyjną przerwę na wkuwanie czasowników nieregularnych, słówek i idiomów. Przed językowymi wyzwaniami stają dziś politycy, ale też biznesmeni, naukowcy i zwyczajni Polacy, w których życie nagle – w postaci atrakcyjnego kontrahenta, zaproszenia na stypendium albo zagranicznej synowej – wkracza świat. Okoliczności zmuszają ich do wejścia w dawno porzucone role – uczniów na kursie językowym.

– Edukacja dorosłych przeżywa rozkwit – potwierdza Elżbieta Kozioł, metodyk i nauczyciel z firmy Lang TLC, która szkoli dorosłych w angielskim, francuskim i niemieckim. Wiele korporacji niemal codziennie odwiedzają specjalnie zatrudnieni lektorzy języków, a poranne lub popołudniowe lekcje to stały punkt firmowego grafiku. Ci, którzy na pomoc pracodawcy nie mogą liczyć, szukają na własną rękę – kursów, konwersacji lub przynajmniej komputerowych programów dających pojęcie, jak się dogadać. W te poszukiwania jednak często wpisana jest wątpliwość, czy dorosły w ogóle może się nauczyć języka obcego.

Wolno robić błędy

Zofia Ojrzyńska z Pabianic, matematyczka z zawodu, pierwsze podejście do angielskiego zrobiła po pięćdziesiątce na uniwersytecie trzeciego wieku. Córka wyszła za Anglika i trudno jej było sobie wyobrazić, że do końca życia będzie rozmawiać z zięciem na migi. A poza tym czuła potrzebę rozwoju. Przeżyła wiele chwil zwątpienia. Kiedyś uczyła się niemieckiego, więc myliły jej się słówka, nie mogła znaleźć logicznego związku między zapisem a brzmieniem wyrazów. Na początku też dziwnie się czuła, bo zajęcia prowadziła jej dawna uczennica. Ale teraz, po trzech latach nauki, spokojnie rozmawia z zięciem przez telefon, ręce jej niepotrzebne. Tylko czasem prosi go: slower! – żeby zwolnił. Psychologowie potwierdzają: w stereotypowym przekonaniu, że w dzieciństwie łatwiej nauczyć się języka, jest ziarno prawdy. Ale łatwiej, nie zawsze znaczy lepiej. – Małe dzieci mają większą szansę nauczyć się języka obcego równie biegle jak ojczystego, bo bardziej elastyczne są ich organy mowy – język, usta, wiązadła głosowe – i łatwiej im naśladować dźwięki – tłumaczy dr Jarosław Krajka z Wydziału Filologicznego Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Jednocześnie dzieci nie znają jeszcze w pełni własnego języka ani zasad nim rządzących, więc nie przekładają reguł rodzimej gramatyki na obcą. Poza tym mają lepszą pamięć i nie boją się mówić.

Za czas graniczny uważa się osiągnięcie dojrzałości płciowej (choć są teorie, według których nawet 9 rok życia jest przełomowy). Do tego momentu dziecko, które ma z językiem obcym częsty kontakt, może uczyć się naturalnie – tak jak języka ojczystego, bez szczególnych zabiegów w tym kierunku.

Z wiekiem język, wargi i wiązadła głosowe stopniowo tracą plastyczność. Kto zaczyna naukę już w wieku lat kilkunastu, raczej nie zdoła nikogo oszukać, że język obcy jest jego ojczystym. Dorośli potrzebują też więcej czasu i więcej powtórzeń, aby zapamiętać nowe treści. Ale dzięki doświadczeniu i lepszej świadomości siebie wiedzą, co im pomaga w zapamiętywaniu i jak ułatwiać sobie naukę. Używają abstrakcyjnego myślenia i skojarzeń.

Nawet jeśli organizm stawia opór, napędza ich motywacja. Większa motywacja to lepsza systematyczność – a jak od dawna wiadomo, regularne oliwienie i odświeżanie znajomości języka to warunek konieczny, by ta znajomość przetrwała. – Starszym uczniom naukę utrudnia jeszcze jedno: obawa przed niepoprawnością, żywa zwłaszcza u tych, którzy nawykli pouczać innych i boją się narazić na śmieszność – zauważa Anna Gwardys, dyrektor sekcji egzaminów w British Council. Tym bardziej że w Polsce do niedawna nauczyciele zamiast pokazywać kursantom, jak wiele już potrafią, zakreślali na czerwono źle postawione akcenty i niepotrzebne apostrofy, a w trakcie wypowiedzi uczniów gorliwie notowali pomyłki, odczytując ich listę na koniec jak pointę.

Na szczęście od tych metod się odchodzi. Zdaniem lektorów bilans wszystkich utrudnień i ułatwień wychodzi u dorosłych na plus. Do poziomu, do którego dzieci dochodzą przeciętnie siedem lat, dorosły może dojść w dwa lata. Przysłowie: „czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał”, w tym przypadku wygląda raczej na wymówkę od podejmowania wysiłku. Podobnie jak pogląd, że albo ma się zdolności językowe, albo próby nauki są z góry skazane na porażkę.

Jeszcze lepsza pamięć

Prof. Michał Seweryński, był...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]