POLITYKA

Niedziela, 30 kwietnia 2017

Polityka - nr 31 (2716) z dnia 2009-08-01; s. 76-77

Świat

Roman Frister

Lekko nie będzie

Ostatnie oddziały amerykańskie opuściły irackie miasta, ale Irakijczycy, niby już na swoim, nie powstrzymają rozlewu krwi.

Mimo iż oficjalne irackie święto narodowe przypadło 17 lipca, w 51 rocznicę proklamowania republiki, w Bagdadzie niepodległość świętowano już 1 lipca, dokładnie jedną dobę po tym, jak ostatnie oddziały amerykańskie wycofały się z centrów wielkich miast. Tuż obok grobu nieznanego żołnierza, w tym samym miejscu, w którym Saddam Husajn odbierał defilady swojej armii, premier Nuri-al-Maliki i jego minister obrony Abdul Qadir, salutowali przejeżdżającym wojskom pancernym (czołgi importowane z Rumunii) oraz maszerującym jednostkom elitarnych służb bezpieczeństwa. Dwa helikoptery krążące w powietrzu oraz kilka kutrów rakietowych ulokowanych na lawetach miało symbolizować sprzęt irackich sił zbrojnych, który rząd w Bagdadzie chciałby nabyć za pieniądze uzyskane ze sprzedaży ropy naftowej.

Ale w Iraku rozbieżność między życzeniami a rzeczywistością wciąż jest olbrzymia. Tak więc pieniędzy na zbrojenia, a nawet na pokrycie dziury budżetowej, jak nie było, tak nie ma. Wprawdzie irackie zasoby ropy naftowej oceniane są na 5 mld ton, a 32 firmy – wśród nich takie giganty jak ExxonMobil i Shell, rosyjski Łukoil i francuski Total – wyraziły zainteresowanie pierwszym od 30 lat przetargiem na eksploatację pól naftowych i gazowych, to tylko dwie uzyskały licencje na eksploatację największego pola naftowego w Iraku, Rumaila. Były to brytyjski koncern naftowy Petroleum oraz chińska korporacja naftowa CNPC.

Zwycięzcy przetargu zobowiązali się rozbudować i odnowić zdewastowane szyby i instalacje wydobywające i transportujące ropę, ale w zamian zapewnili sobie, przez najbliższe 20 lat, dwa dolary z każdej wydobywanej i eksportowanej baryłki. Pozostałe firmy biorące udział w przetargu żądały albo procentowego udziału w zyskach, albo pięciokrotnie, a nawet dziesięciokrotnie wyższej opłaty za baryłkę. Domagały się również uczestnictwa w zarządzaniu firmami, w które zainwestują kapitał. Organizatorzy przetargu stanowczo odrzucili te wymagania. Minister ds. naftowych Husajn Szaristani oświadczył w arabskiej telewizji Al Dżazira, iż otwarcie rynku dla zagranicznych inwestorów zwiększy dzienną produkcję z 2,4 mln do 4 mln baryłek, a aż do 2029 r. – zakładając, iż cena baryłki wyniesie 50 dol. – wprowadzi do skarbu państwa 1,7 bln dol.

Kalkulacje ministra można, jak na razie, między bajki włożyć. Analitycy rynku twierdzą, że nie tylko finansowe warunki przetargu odstraszyły większość konkurentów, ale także – a może przede wszystkim – obawa przed ogólną destabilizacją kraju, kiedy Barack Obama odwoła z Iraku ostatniego amerykańskiego żołnierza. Świadczy o tym między innymi fakt, że nikt nie wyraził zainteresowania ogromnymi zasobami gazu w prowincji Dijala, nękanej bezustannymi zamachami terrorystycznymi.

Oliwy do ognia dolał minister obrony Ghulam Quadir, gdy podczas konferencji prasowej w amerykańskim Fort Monroe oznajmił, że Irak nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa wewnętrznego przed 2012 r., a z agresją z zewnątrz nie poradzi sobie jeszcze co najmniej przez następne 9 lat.

Dziś zagraniczne długi Iraku wynoszą 125 mld dol. Niektóre sięgają ośmioletniej wojny z Iranem oraz inwazji na Kuwejt, ale większość to po prostu niezapłacone rachunki za importowane towary. Irackie ministerstwo finansów twierdzi, że znaczna część rachunków została sztucznie zawyżona wskutek korupcji panującej w kraju za czasów Saddama Husajna. Próba udowodnienia takiego procederu zaplątałaby kraj w niekończące się procesy sądowe na świecie i przyniosłaby gospodarce więcej szkody niż pożytku. Władze irackie wybrały więc bardziej pragmatyczną drogę, prosząc o interwencję Klub Paryski.

Klub Paryski powstał w 1956 r., gdy Argentyna ogłosiła niewypłacalność. Jego członkowie, przedstawiciele 19 najbogatszych krajów świata, spotykają się co sześć tygodni za zamkniętymi drzwiami francuskiego ministerstwa gospodarki. Ministrowie finansów i przemysłu rozpatrują podania krajów, które nie są w stanie spłacić swoich długów. Klub szuka dróg wyjścia z impasu, na ogół proponując anulowanie części zadłużenia, przy równoczesnym rozłożeniu reszty na wieloletnie raty. Mimo iż jego zalecenia nie mają mocy prawnej, na ogół są respektowane przez zainteresowane strony. W kwietniu bieżącego roku Klub Paryski rozłożył długi Indonezji – 5,4 mld dol. – na 38 rocznych rat. Prośba Iraku już od pięciu lat czeka na kompromisowe rozwiązanie.

Niepowodzenie pierwszego przetargu na uruchomienie bogatych pól naftowych na pewno nie przyspieszy wyjścia z impasu. Bezrobocie sięga 40 proc. (niektóre źródła mówią nawet o 60 proc.), co niewątpliwie napędza organizacjom terrorystycznym kolejnych ochotników.W czerwcu – gdy siły amerykańskie stacjonowały jeszcze w centrach wielkich miast – zginęło 39 żołnierzy amerykańskich oraz 138 funkcjonariuszy irackich służb bezpieczeństwa. Bomby rzucane na autobusy i targowiska spowodowały śmierć ponad 500 cywilów, w tym 62 dzieci.

Na bankiecie wydanym przez premiera ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]