POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 2 (3093) z dnia 2017-01-11; s. 94

Passent

Daniel Passent

Lepsi piją pepsi

Kiedy po latach postnych do Polski dotarły coca-cola i pepsi-cola, Janusz Minkiewicz, znakomity satyryk (1914–81), powiedział „Lepsi piją Pepsi”. Podział Polaków na lepszych, od pepsi, i gorszych, od coca-coli, przypomina się w związku z ujawnieniem przez „Wyborczą”, że MSZ rozesłał do 24 Instytutów Polskich w świecie listę ludzi kultury, mediów i historyków rekomendowanych do zapraszania za granicę. O Polsce na świecie opowiadać mają m.in. Jan Pietrzak, Jerzy Targalski czy Cezary Gmyz. „W dziale »Ludzie pióra, publicyści« nie ma autorów, których chcą przekładać zagraniczni wydawcy. Najczęściej zwracają się oni do Instytutu Książki o dofinansowanie przekładów książek Stasiuka, Tokarczuk, Krajewskiego, Sapkowskiego, Miłoszewskiego, Dehnela i Szczygła. Żadnego z tych nazwisk nie ma na liście. Jest za to m.in. Jan Pietrzak, Bronisław Wildstein, Sławomir Cenckiewicz i Waldemar Łysiak. Reszta to głównie krytycy, publicyści i naukowcy (ale nie tylko kojarzeni z prawicą)” – czytamy.

Każda władza prowadzi politykę personalną i kulturalną, ale po 1989 r. żadna nie czyniła tego z taką ostentacją, tak topornie jak obecna, która usuwa Brzechwę i Tuwima z nazw przedszkoli, szkół i ulic, a swoich lansuje za granicą. W PRL były wręcz zapisy cenzorskie na nazwiska, takie jak Panufnik, Herbert czy Miłosz. Zaryzykuję hipotezę, że gdyby dzisiaj żyła Wisława Szymborska, to na liście MSZ raczej by się nie znalazła i wsparcia na Nobla nie uzyskała, podobnie jak nie uzyskuje go Tusk na stanowisko w Brukseli. Z tego, co ujawnia „Wyborcza”, wynika, że obok pieszczochów władzy znajdują się na oficjalnej liście osoby kompetentne i zasłużone, ale raczej w charakterze kwiatków do kożucha. Jeden z takich kwiatków powiedział mi, że nikt go o zgodę na umieszczenie w takim towarzystwie nie pytał, więc da temu wyraz w liście do ministerstwa. Trochę to przypomina kontredans wokół składu Narodowej Rady Rozwoju, do której nie wszyscy zaproszeni weszli, a niektórzy wręcz przeciwnie.

„Wzorem lat ubiegłych, wychodząc naprzeciw postulatom dyrektorów Instytutów Polskich i środowisk kultury, na użytek wewnętrzny tworzone jest takie zestawienie” – informuje MSZ. Jak to „wzorem lat ubiegłych”? W czasie kiedy ministrami byli pp. Rosati, Geremek i Bartoszewski, żadnych takich list nie sporządzano. Obecne posunięcie MSZ, dzielące twórców i uczonych na lepszych i pozostałych, ma charakter pionierski. To nowatorski wkład do traktowania Polski jako własnej stajni. Nie dziwi, że takie postulaty z Instytutów Polskich padają, gdyż sankcje za zaproszenie choćby profesora Łagowskiego (najlepszy komentator polityczny) mogłyby być surowe. Po co myśleć, kogo polecić i za karę zostać odwołanym? Lepiej niech myśli „centrala”.

Kiedy pełna lista zostanie opublikowana, będzie czas, by ją ocenić. Nie śmiem komentować nazwisk ludzi mediów, którzy znaleźli się na liście MSZ, poza tym, że są to ludzie bardzo zajęci. Jeden na zaproszenie ministra, tym razem kultury, sporządził ekspertyzę na temat przygotowywanej wystawy Muzeum II Wojny Światowej. Drugi znalazł się m.in. wśród członków Wojewódzkiej Komisji Konkursu tematycznego „Lech Kaczyński – historia najnowsza”, powołanej przez kuratora oświaty.

Z redaktorem Semką można się nie zgadzać, ale to niewątpliwie jest publicysta. Ale kim jest Matthew Tyrmand, żeby trafić na listę „opowiadaczy Polski” za granicą? Jedyną jego zasługą jest przynależność polityczna do pisma „Do Rzeczy”, któremu udziela wywiadów jako ekspert od spraw wszechświatowych i plotkarskich. Dorobek dziennikarski tego pana przypomina dorobek Bartłomieja Misiewicza w dziedzinie studiów wyższych i obronności – oba są widoczne tylko przez mikroskop. Opus magnum młodego Tyrmanda, który zdążył już przez kilka miesięcy być doradcą ministra Waszczykowskiego (po czym go zwolniono), jest wywiad pt. „Ideowa krucjata przeciw Polsce”. Tyrmand występuje w nim jako znawca kulis „antypolskiej propagandy” na Zachodzie. Jak ustalił, krytyczny wobec dobrej zmiany artykuł „Washington Post” to „klasyczny przykład wpływu zza pleców »specjalnego korespondenta z Polski« Anne Applebaum. Są tam wszystkie znaki rozpoznawcze tej narracji. Chociaż Polska nie jest najlepszym miejscem dla bycia Żydem, to liczba wzmianek o antysemityzmie jest oszałamiająco nieproporcjonalna”.

Chociaż młody Tyrmand nie dorasta do pięt laureatce Pulitzera za książkę „Gułag”, kąsa ją po kostkach: „Wśród starych obserwatorów i polskich korespondentów jest wielu znajomych i przyjaciół Anne Applebaum, którzy wyrośli na tych samych ideach (…) polityki »liberalnej« PO oraz Brukseli. Edward Lucas z »The Economist« – gruba ryba – otrzymuje większość informacji o polskiej polityce od samej »królowej« oraz jej męża, z którym się przyjaźni”.

Inna gruba ryba, Fareed Zakaria – czołowy komentator CNN – to „ulubiony dziennikarz” Sikorskiego. Laudacje Zakarii – o zgrozo! – są na większości zagranicznych wydań książek Applebaum, wtrąca dziennikarz Makowski z „Do Rzeczy”. „To element brudnej politycznej gry mają...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]