POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 35 (3125) z dnia 2017-08-30; s. 18-20

Polityka

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Lewą marsz!

Nikt tak dobrze nie zrealizuje lewicowo-liberalnych postulatów, jak nowa formacja, która powstałaby i osiągnęła wyborczy sukces. Może już czas, aby lewica, zamiast narzekać i symetryzować, poddała się społecznej weryfikacji.

Gdyby uśrednić partyjne sondaże z ostatnich kilku tygodni, okaże się, że są one niemal dokładnie takie same jak wyniki wyborów w 2015 r. Po wielu dramatycznych wydarzeniach dla polskiej demokracji, niezliczonych ekscesach i śmiesznościach władzy ranking ani drgnie, ani na górze tabeli, ani na dole. Jednocześnie masowe jak na polskie warunki lipcowe demonstracje w obronie sądów pokazały, że pojawiła się jakaś nowa energia społeczna, która nie znajduje jednak żadnego odzwierciedlenia w partyjnych sondażach. Także inne badania opinii wskazują, że w wielu istotnych kwestiach Polacy mają poglądy odległe od tych, jakie są bliskie obecnej władzy, ale także to nie przekłada się na zmianę układu politycznej sceny.

Wytworzyła się zatem dziwna i niepokojąca dla przeciwników władzy PiS luka, którą próbuje się załatać litanią pretensji i żalów. Nasilają się ataki na istniejące partie opozycyjne, zwłaszcza Platformę i Nowoczesną, że nie spełniają pokładanych w nich nadziei, nie potrafią wchłonąć tej nowej energii. Przychodzą one zwłaszcza z lewicowej strony, a główne zarzuty dotyczą tego, że dzisiejsza opozycja jest zachowawcza, za mało progresywna, źle odczytuje znaki czasów, jest nieatrakcyjna dla młodych. Dlatego pojawiają się oczekiwania, żeby antypisowe partie przynajmniej wymieniły liderów, a najlepiej pokazały nowe programy. Oczywiście w duchu lewicowym, bo każde inne będą skrytykowane.

Ten duch lewicowy jest rozmyty, niemniej dość łatwy do identyfikacji. Nie jest na pewno nacjonalistyczny i religijny, jest progresywny obyczajowo (choć w skalach zróżnicowanych). Jest „wrażliwy” społecznie na różne sposoby i wobec różnych zagrożeń i wyzwań, tak zasadniczo, jak i sezonowo, np. dzisiaj w sprawie puszczy czy w sprawie koni arabskich. Jest czujny wobec zagrożeń dla demokracji i państwa prawa, ale jeszcze bardziej wobec bezduszności dla kobiet, dzieci, roślin i zwierząt. Jest liberalny w podstawowym zakresie tego pojęcia i nijak nie może się zmieścić w porządkach wprowadzanych przez PiS i „dobrą zmianę”. Jest tak wielokolorowy, że podstawowa trudność w planowaniu jakichkolwiek inicjatyw politycznych polega na wyklarowaniu właśnie politycznej platformy współdziałania, czy w ogóle działania, na ułożeniu hierarchii wartości i celów.

Niech się sprawdzą

Bez trudu da się wymienić dziesiątki pretensji wobec Platformy czy Nowoczesnej i większość z nich będzie prawdziwa – jak zwykle w stosunku do kogoś, komu niespecjalnie się wiedzie. Niewykluczone, że najlepsze okresy te formacje, choć jedna z nich jest całkiem świeża, mają już za sobą. Można też sobie bez trudu wyobrazić innych polityków na czele tych ugrupowań, co zapewne jakoś wpłynęłoby na poprawę ich wizerunku, przynajmniej na początku. Potem zapewne niechęć by wróciła.

Ale też warto pamiętać, że te partie założyli i wspierają ludzie o takich, a nie innych poglądach. Platforma zawsze miała silny rys konserwatywny, który nie skończył się wraz z odejściem frakcji Jarosława Gowina. Tam są po prostu tacy działacze, politycy i wyborcy. Nowoczesna, która uchodzi za bardziej liberalną kulturowo, pewnej bariery również nie przekroczy. Katarzyna Lubnauer w niedawnej rozmowie z POLITYKĄ jasno na przykład stwierdziła, że jej partia nie zamierza działać na rzecz złagodzenia rygorów obowiązującej ustawy antyaborcyjnej (jednej z najbardziej restrykcyjnych w Europie).

Oczekiwania zatem, że te partie wymienią programy na bardziej lewicowe, liberalne, są raczej nieuzasadnione. One mają swój wewnętrzny mainstream, sposób postrzegania rzeczywistości, zbiorową mentalność. Dołączali do nich ludzie o określonym profilu; to są ich ugrupowania, bo oni je sobie założyli. Można się z tym nie zgadzać, ale z zewnątrz się tego nie zmieni. Nieustanne zatem krytykowanie Platformy, Nowoczesnej czy PSL, że są takie, a nie inne, prowadzi raczej do frustracji niż do konstruktywnych rozwiązań. Jeśli ich liderzy mylą się co do swoich strategii, poniosą wyborczą klęskę. Jeśli te ugrupowania nie potrafią lub nie chcą wyłonić nowych kierownictw, to też robią to na własną odpowiedzialność.

Zatem jeżeli ujawniła się jakaś nowa energia społeczna, zwłaszcza ta pokoleniowa, to najbardziej naturalną drogą do jej politycznej ekspresji jest nowa formacja. Tylko ona może pokazać, na ile te liczne postulaty, jakie ujawniają się od wielu miesięcy wobec istniejącej opozycji, są rzeczywiście umocowane w masowym elektoracie. I w jakim stopniu są one dla ludzi realnie istotne, w tym sensie, że spowodują, iż zechcą oni głosować, kierując się jakąś programową propozycją.

A nie jest to takie proste. Trzymając się wspomnianej kwestii aborcji, badania pokazują, że ok. 30 proc. Polaków jest za liberalizacją ustawy aborcyjnej. Ale Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej, która zbiera podpisy w tej sprawie, ma 0 proc. poparcia, a ściślej, w ogóle ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]